Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: Dywagacje o powstaniu warszawskim  (Przeczytany 19492 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Kamillo18

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2552
    • Piwa: 360
    Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
    « Odpowiedź #150 dnia: Sierpnia 01, 2016, 22:28:56 »
    A co do powstania, no to przytoczę jeden cytat:
    Cytuj
    ''Trzeba było przeżyć 5 lat okupacji w Warszawie w cieniu Pawiaka, trzeba było słyszeć codziennie odgłosy salw, tak, że przestawało się je słyszeć, trzeba było asystować na rogu ulicy przy egzekucji dziesięciu, dwudziestu, pięćdziesięciu przyjaciół, braci lub nieznajomych z ustami zaklejonymi gipsem i oczami wyrażającymi rozpacz lub dumę. Trzeba było to wszystko przeżyć, aby zrozumieć, że Warszawa nie mogła się nie bić.''
    Ogólnie, z perspektywy widza i osoby, która jedyną broń jaką trzymała, to wiatrówka, każdemu jest się łatwo wypowiadać, że Powstanie Warszawskie było złe itd. No nie wydaje mi się, że dowódcy od razu zakładali, że przegrają :P Każde powstanie ma mniejsze szanse na powodzenie, jednak, trzeba liczyć na m.in. na czynniki zewnętrzne. Np. Indie i działania Gandhiego spowodowały, że Indie oderwały się od Brytyjczyków. Czy ktoś dawał im tak wielkie szanse na samym początku ? Chyba nie. Co do II Wojny, no to Jugosławia - tam działało kilka partyzantek, sytuacja była jeszcze bardziej tragiczna niż u nas ze względu na podziały etniczne, jednak odnieśli sukces. U nas zadecydowało przede wszystkim stanowisko państw Zachodu, jednak myślę, że takie osoby jak Bór - Komorowski, Pełczyński czy Okulicki liczyły, że Francja i Anglia obiorą nieco inne stanowisko swojego działania.
    Mimo wszystko, skończyło się jak skończyło. Wielu poległo, kolebka młodzieży jak np. Baczyński. Należy gloryfikować osoby, które walczyły za stolicę i za kraj. A co do powstania wielkopolskiego - mieszkam w woj. śląskim, jednak dobrze wiem, że 27.12 jest ważnym dniem dla naszej historii. Niestety, po tym co spotkałem ludzi z różnych okolic Polski, wiele osób również z woj. wielkopolskiego nie wie co to za data :D

    A nawiązując do postu osoby wyżej, że za 70 lat powstanie warszawskie będzie traktowane jak listopadowe czy styczniowe to tutaj bym się sprzeczał. Literatura polska bogata jest w pozycje napisane przez uczestników powstania warszawskiego, dlatego też tutaj pamięć będzie trwalsza. Także kinematografia jest bogatsza, m.in swietny film z 1956 roku, "Kanał". To raz. A dwa, oczywiście moim zdaniem, takie powstanie styczniowe od początku było bardzo podzielone strukturalnie na terenie RP, dlatego też ono jest najbardziej marginalizowane (przynajmniej ja mam takie odczucie). Wiele osób jedynie z czym kojarzy styczniowe to Traugutt (bo ma on ulice w wielu miastach) i wiersze Orzeszkowej (tutaj to jednak znacznie mniejsza część). O datach, kiedy oba powstania z XIX wieku trwały nie wspominam, bo wiele osób nie ma pojęcia :)
    « Ostatnia zmiana: Sierpnia 01, 2016, 22:32:27 wysłana przez Dyktator »

    Offline Trebron2009

    • 2009
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2166
    • Piwa: 353
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
    « Odpowiedź #151 dnia: Sierpnia 01, 2016, 22:47:59 »
    Tego się nie zmieni na pstryknięcie palcem, muszą się zmienić pokolenia. Kult porażek i nieudanych powstań jest promowany i obchodzony "z serca" i "szczerze" głównie przez ludzi w wieku 50+ oraz polityków i inne osoby publiczne dążące do uzyskania poparcia wśród tej grupy. Tacy ludzie albo mieli rodziców lub bliską rodzinę która miała nieszczęście zaznać wojny, lub najstarsi z nich sami brali w tych wydarzeniach udział - dlatego czują większą potrzebę obchodzenia tych świąt i pod ten kierunek kreują scenę polityczną - bo to ona głównie dyktuje "mainstream" świąt narodowych. No i mamy co roku te smętne apele, polityków udających zaangażowanie wiercących się w stołkach byle się skończyło bo chce się puścić bąka i czytanie a wręcz recytowanie przemówień w tym specyficznym grobowym klimacie świętowania klęski plus znudzeni młodzi ludzie przywleczeni przez dziadków. Dla nas to kompletnie bezsensowne, nawet czasem groteskowe ale trzeba spojrzeć na tych powstańców i starszych ludzi którzy siedzą i słuchają apeli ze łzami w oczach - dla nich to się rzeczywiście liczy i myślę że jednak im się należy. Może to taka szopka ale czy wciąż żyjący uczestnicy powstania którzy przetrwali wojnę i komunę nie zasługują chociaż na to? Kiedy tych osób zabraknie, młodsze pokolenia nie będą już tak rozpamiętywać tych wydarzeń. Staną się one po prostu faktem historycznym. Póki co są one faktem historycznym jeszcze niemal namacalnym.

    Cała idea "Chrystusa narodów" jest też dość zrozumiała. Naprawdę mało który naród doznał tyle szkody co Polski - udręczony naród potrzebuje mitologi z którą się zwiąże żeby był sens walki o swoje. Dzięki temu Polska po rozbiorach wróciła na mapy, dzięki temu Polska wyrwała się z bloku wschodniego ale dziś kiedy pozycja na mapie jest już dość pewna takie podejście jest rakiem z którym trzeba walczyć. Polski patriotyzm potrzebuje nowej mitologi - mitologi sukcesu, według mnie patriotyzm opiera się na złudzeniu i wmawianiu sobie ideałów - niech to złudzenie i ideały będą adekwatne do stanu obecnego.

    Cytuj
    A nawiązując do postu osoby wyżej, że za 70 lat powstanie warszawskie będzie traktowane jak listopadowe czy styczniowe to tutaj bym się sprzeczał. Literatura polska bogata jest w pozycje napisane przez uczestników powstania warszawskiego, dlatego też tutaj pamięć będzie trwalsza. Także kinematografia jest bogatsza, m.in swietny film z 1956 roku, "Kanał". To raz. A dwa, oczywiście moim zdaniem, takie powstanie styczniowe od początku było bardzo podzielone strukturalnie na terenie RP, dlatego też ono jest najbardziej marginalizowane (przynajmniej ja mam takie odczucie). Wiele osób jedynie z czym kojarzy styczniowe to Traugutt (bo ma on ulice w wielu miastach) i wiersze Orzeszkowej (tutaj to jednak znacznie mniejsza część). O datach, kiedy oba powstania z XIX wieku trwały nie wspominam, bo wiele osób nie ma pojęcia :)
    Myślę że powstanie może zostać nawet bardziej zmarginalizowane i to szybciej niż za 70 lat, daję na to 20.. Bądźmy szczerzy - nas to już nie jara i nikogo jarać w przyszłości nie będzie poza fanami historii. Ludzie mają inne priorytety, jeśli nie byli związani emocjonalnie lub w jakikolwiek inny sposób z powstaniem to zwyczajnie je oleją a świętowanie porażek stanie się coraz mniej huczne.

    Swoją drogą - oglądałem teraz na TVP jakiś montaż z dialogami nagrań powstania. Widzę tych ludzi z broniami, granatami, nie mających pojęcia co się dzieje - strach w oczach. Nastolatki rwą się do bitki. Idą walczyć i wielu z nich nie wraca. Dowódcy ochoczo posyłają kolejne zastępy cywilów na rzeź. To jest po prostu smutne. Szanuję tych ludzi i to co zrobili ale dla mnie ich zachowanie jest irracjonalne - granie w rosyjską ruletkę z kulami i wytrenowanym wojskiem. Brak szacunku dla własnego życia i rodziny która będzie opłakiwać ewentualną śmierć Czy to aż taka miłość do szeroko pojętego kraju? Czy to bohaterstwo? Nie wiem - jak dla mnie ci ludzie byli w błędzie i po prostu mi ich szkoda że przehandlowali swoje życia na ideały. Szkodą jest też wpajanie dzieciom w szkołach że "pójście na wojenkę z karabinem w ręku bronić orła białego" jest dobre. Nie jest.

    Offline Kamillo18

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2552
    • Piwa: 360
    Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
    « Odpowiedź #152 dnia: Sierpnia 01, 2016, 23:03:18 »
    Szkodą jest też wpajanie dzieciom w szkołach że "pójście na wojenkę z karabinem w ręku bronić orła białego" jest dobre. Nie jest.
    Tu się zgodzę z Tobą. Całe szczęście nigdy nie miałem konieczności wyboru jak ludzie te ponad 70 lat temu, jednak wątpię, że zdecydowałbym się pójśc walczyć. Nie z powodu tchórzostwa (chociaż bałbym się, przyznaję), lecz z tego powodu, że raczej średnio widzę umieranie z rozkazu pajaców siedzących ciepło w stołkach i obmyślających przeprowadzenie kolejnej akcji. Zresztą, o tym jak zachowywali sie dowódcy można przeczytać w książce "Powstańczy tryptyk" Bliechewicza. Swoją drogą dobra pozycja :)

    Offline Bojar

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1197
    • Piwa: 354
    • Płeć: Mężczyzna
    • A proper wife should be as obedient as slave
    Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
    « Odpowiedź #153 dnia: Sierpnia 01, 2016, 23:12:37 »
    Kamillo, ale samo rozpoczęcie się powstania rozpoczęło się od kłamstwa płk. Chruściela pseud. Monter jakoby widziano czołgi sowieckie na Pradze co było niemożliwe, bo stały bez paliwa parędziesiąt kilometrów od Wawy. Generałowie bali się sowietów i dlatego postanowili popełnić spektakularne samobójstwo... Było wiadomo już w Teheranie w 43, że Anglicy nam nie pomogą, bo byliśmy przydzieleni do sowieckiej strefy okupacyjnej. Więc k**wa jak niby mieliśmy to wygrać? Brak sprzętu, słabo wyszkoloni żołnierze, obecność cywili, brak szans na pomoc z zewnątrz, przeciwnik nie musi przejmować się stratami cywilnymi, bo ma usprawiedliwienie w postaci powstania itd. Powstanie jednoznacznie było porażką dla Polski, ale co najważniejsze było morderstwem ze strony bezmyślnych i butnych generałów na WŁASNEJ ludności cywilnej.

    Offline Kamillo18

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2552
    • Piwa: 360
    Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
    « Odpowiedź #154 dnia: Sierpnia 01, 2016, 23:17:50 »
    Wiadomo, że po tylu latach jesteśmy mądrzejsi, jednak myślę, że dowódcy powstania w jakiś sposób liczyli na pomoc ze strony aliantów pomimo słownego porozumienia W.Brytanii z ZSRR. Żeby była jasność - w żaden sposób nie bronię dowódców powstania, oddaję jednak hołd walczącym i poległym, dzieciom, młodzieży w moim wieku, starszym, którzy przez te 63 dni dzielnie walczyli i ginęli na ulicach Warszawy, czy też w kanałach.

    Offline beanshee

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1543
    • Piwa: 175
    • Płeć: Kobieta
    Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
    « Odpowiedź #155 dnia: Sierpnia 02, 2016, 18:16:33 »
    Kamillo, wybacz, ale bredzisz.
    Zacznijmy od tego, że w Warszawie przebywał wtedy Jan Nowak - Jeziorański. I on wprost powiedział w KG AK, że na wsparcie aliantów w sytuacji z lata 1944 nie ma co liczyć. Front zachodni był za daleko, o nieprzychylności Sowietów też nikogo przekonywać nie trzeba było. Mało tego, mimo że płk. Kazimierz Iranek-Osmecki (szef wywiadu AK) meldował o kontrnatarciu Wehrmachtu i zakończonej porażką ZSRR bitwą pod Wołominem, "Monter" zawierzył niezweryfikowanej plotce o sowietach na Pradze...
    Tajemnicą nie było też to, że zapasy broni wystarczały na uzbrojenie zaledwie 10% wojska. W dodatku brakowało broni p-panc a broni p-lot nie posiadano w ogóle. A o tym, że Niemcy mogą liczyć na wsparcie lotnictwa, czołgów i ciężkiej artylerii to nawet dziecko wiedziało.
    Słowem, Powstanie było przede wszystkim decyzją polityczną. Zupełnie nieprzemyślaną i katastrofalną w skutkach.
    Łowy zaczęte! Bij, kto w Boga wierzy!
    I grzmij: "Bóg, Anglia, król i święty Jerzy!"