Gnębi mnie jedno pytanie - jak walczyć z ubóstwem w tym kraju?Otóż to...
senatorzy ze starożytnego Rzymu, cieszyli się chlubą u tłumów obywateli. Mimo to za robotę nie dostawali ani grosza, więc dorabiać sobie na boku musieli, a niektórzy to nawet godnie żyli
Odkrywczy nie będę. Najlepszym sposobem na zmniejszenie biedy jest zmniejszenie podatków, ograniczenie wszechwładzy państwa i jego rozrostu jeśli chodzi o zatrudnienie (ponoć mamy 4x więcej urzędników niż za czasów PRL). Urzędnik nic nie wytwarza i nie świadczy żadnych usług, więc jest osobą nie tyle nieproduktywną, co antyproduktywną - żyje z pracy innych, więc zmniejsza realną wydajność pracy innych.A jak potem powiesz takie coś o urzędnikach ludziom którzy mówią, że kryzys w Grecji to "przez ojro zaje*ane" to wielki krzyk, że głupoty gadasz(z ojro czy bez urzędnik to nieproduktywna część systemu).
Argument o rzekomej koordynacji i usprawnianiu gospodarki przez urzędników to mit - taki sanepid spokojnie można zlikwidować, a jego obowiązki przejmą prywatne instytucje, które wyprują sobie flaki, żeby wyniuchać, czy dany przedsiębiorca nie oszukuje przy produkcji żywności, tym samym zyskując reputację, przed konkurencją. Walką z asymetrią informacji między sprzedającym a kupującym już zajmują się prywatne instytucje, jak np. czasopisma branżowe. Czy ktoś oskarży takie CD Action o nierzetelność? Zresztą nie każdy musi chcieć kupować droższe rzeczy z atestem.Oj, zagalopowałeś się. Po pierwsze, każdy powinien dostawać porządne żarcie itd. itp. Nie rozumiem, i nie zrozumiem argumentu dlaczego biedni mieliby dostawać prowiant gorszej jakości skoro zwykle pracują ciężej(chyba, że wynagrodzenie miałoby odzwierciedlać wysiłek włożony w pracę - nie wiadomo jak mierzony - a nie stanowisko, wtedy się zgadzam).
[...]duże DLC ze wszystkim, czego brakowało w Skyrimie(czasem wolnym?)[...]Czy aby na pewno brakowało tylko "czasu wolnego". Mnie np. denerwowała bardzo mdła interakcja z małżonkiem czy choćby brak broni drzewcowej. Gra ogólnie mi się podobała, ale nie powiedziałbym, że było w niej wszystko.
Związki zawodowe – pomijając aspekty moralne istnienia zorganizowanych grup terrorystycznych, ZZ owszem, zwiększają płace pracowników ale tylko zrzeszoncy w związku. Nieuzwiązkowieni muszą płacić na kastę związkowców. Czasem też ZZ uda się zajechać własne przedsiębiorstwo, jak niedawno przemysł samochodowy w Detroid. Wtedy na bruku lądują wszyscy, co nie różni się od efektów wprowadzenia Kodeksu Pracy.Obecnie związki po prostu się przeżarły, w sytuacji gdy rząd miał robotnika w przysłowiowej dupie(bo robotnik nie miał głosu) związki przydawały się do wywierania nacisku na pracodawców, obecnie jednak związki walczą tylko i wyłącznie o prawa dla swoich członków, co jest głupotą.
Mianowicie zmniejsza się dzietność (eliminacja bodźca ekonomicznego – skoro państwo zapewni kompleksową opiekę na starość, to po co mi dzieci?),Tutaj się nie zgodzę. Bodziec ekonomiczny działa w jeszcze inny sposób. Koszty wychowania dziecka rosną. Wszędzie. Teraz już nie wystarcza zawodówka(dawniej zapewniająca całkiem niezłe obeznanie w zawodzie dzisiaj to tylko przechowywalnia dla fermentu), teraz przydałyby się studia, ale takie po którym mamy inżyniera. A one kosztują(nawet jeśli są państwowe). Nie mówię tutaj nawet o wiecznie drożejących ubraniach, żywności, książkach, czy choćby rachunkach za telefon, opłatach za prąd itd. itp.
PS. Co do pomysłu obniżenia płac posłom, da to efekt taki, że nikt nie będzie chciał być posłem, bo z tego co wiem, nie można prowadzić innych działalności gospodarczych będąc posłem. A jeśli nawet, to tacy posłowie będą podatni na lobbing. Nie zdziwiłbym się, jakby sejm ogłosił oficjalny cennik za przegłosowanie dowowlnych ustaw.Jak dla mnie to lepsze byłoby ograniczenie parlamentu do 100 osób i zlikwidowanie senatu. Nie zmniejszając ani nie zwiększając pensji płacimy mniej, a i tak ci, którzy mają coś w sejmie do powiedzenia się tam znajdą.
Nam potrzeba wybitnej osobowości. Takiej, która nie będzie przejmowała się sondażami, tylko przeprowadzi bolesne, ale niezbędne reformy. Kogoś takiego, jak Margaret Thatcher. Tylko my niestety mamy jakiegoś pecha do polityków. Tych naprawdę wybitnych w naszej historii można pewnie na palcach jednej ręki policzyć.Piękna Maggie przeprowadziła niemal tak piękne reformy jak i ona sama, głównie w imię oszczędności(a co tam ci wszyscy bezrobotni, to nieroby, na pewno nie stracili pracy przez to, że zamknęliśmy mnóstwo zakładów i pokazaliśmy im środkowy palec na do widzenia). Dołączyła też do kompletnie bezsensownej wojny o parę ledwo zaludnionych wysp do których Wielka Brytania dokładała i dokłada... To też w imię oszczędności.
Gdyby Brytania oddała Falklandy bez walki, straciliby pozycję jednego z najpotężniejszych imperiów świata.Gdyby Brytania oddała Falklandy bez walki, rząd Madzi straciłby poparcie, realnie imperium już nie byli, została tylko propaganda. Tutaj chodziło raczej o zadowolenie bardziej nacjonalistycznego elektoratu, niż o jakiekolwiek korzyści.
I zgadzam się, że reformy uderzyły w robotników. Ale tylko tych, którzy byli uzależnieni od państwa. Liberalizm promuje jednostki zaradne. Ci doskonale dali sobie radę. A rządy MT położyły fundament pod przyszłą prosperity Wysp. Szkoda że dzisiejsze rządy powracają do socjalizmu.Właśnie tutaj leży sztuczka. Takie przekształcenie w gospodarce było konieczne(dla brytyjskiej, kapitalistycznej gospodarki), ale zamiast przekształcić ją w jakiś sensowny, bardziej ewolucyjny sposób Maggie stwierdziła, że kto sobie nie poradzi, ten debil i efektem tego było olbrzymie bezrobocie wśród ludzi w średnim wieku. Nie szkodziłoby to nikomu, gdyby mieli szansę na porządną pracę w perspektywie góra roku czy półtorej, ale nie mieli, w nowych warunkach byli to ludzie bez dostatecznego wykształcenia z doświadczeniem w sektorze gospodarki który był przepełniony, na dodatek ich wiek był kolejnym "-" dla pracodawców.
Taki sobie kasjer załóżmy z biedronki zarobi coś nieco ponad 1000zł.
Socjalizm nie jest dobrą drogą. Owszem, będzie zapewniał wysoki standard życia, ale tylko do czasu. Żadna gospodarka nie utrzyma socjalu. Poza tym, produkuje armię ludzi, nieprzystosowanych do życia, przyzwyczajonych do tego, że państwo da pieniądze, ciuchy, węgiel na zimę etc.Proponuję zwrócić uwagę na pierwszą opcję warunku w którym gospodarka(dowolnego typu) działa jak należy - uczciwy rząd. Powinienem rozbudować, uczciwy rząd, administracja i ludzie. Państwa skandynawskie od lat mają już podobno "paść" a mimo to nie padają - zaskoczenie - tam np. sprzedawca, który nie odlicza części Vatu od razu jest "kapowany", i nikt nie gania później "kapusia" z pałkami.
No i każda z instytucji zapewniających byt jednostkom nieprzystosowanym zatrudnia armię nieproduktywnych urzędników, których trzeba przecież opłacać.Teraz zastanów się "kto?" zatrudniałby urzędników w przypadku, gdyby zadziałała druga opcja.
I dobrze. Wyobraź sobie : robisz sobie szybko zakupy, zależy ci na czasie idziesz do kasy a tu co ? Jedna czynna mimo, że były 3 inne. I kolejka ......-czekasz- .... -czekasz-.... aż w końcu jakaś łaskawa pani skończyła pić sobie kawkę i otworzyła 2 kasę (akurat wtedy kiedy nadeszła twoja kolej w kasie).Jako człowiek który często okupuje lokalną biedronkę mogę ci powiedzieć jak tam to wygląda - idę do kasy, kolejka jest, czynna jest jedna lub 2(3 w godzinach tłoku) mimo, że jest 6. A co robią panie/panowie? Rozkładają towar, bawią się w magazynierów(bo nie ma nikogo innego kto mógłby się tym zająć). Przypomnij to sobie, gdy będziesz się zastanawiał dlaczego w stonce wszystko jest takie tanie(odp. lecą po kosztach).
No kur**...
Oj, zagalopowałeś się. Po pierwsze, każdy powinien dostawać porządne żarcie itd. itp. Nie rozumiem, i nie zrozumiem argumentu dlaczego biedni mieliby dostawać prowiant gorszej jakości skoro zwykle pracują ciężej(chyba, że wynagrodzenie miałoby odzwierciedlać wysiłek włożony w pracę - nie wiadomo jak mierzony - a nie stanowisko, wtedy się zgadzam). Po drugie CDA nie jest do końca rzetelne.
Obecnie związki po prostu się przeżarły, w sytuacji gdy rząd miał robotnika w przysłowiowej dupie(bo robotnik nie miał głosu) związki przydawały się do wywierania nacisku na pracodawców, obecnie jednak związki walczą tylko i wyłącznie o prawa dla swoich członków, co jest głupotą.
Bodziec ekonomiczny działa w jeszcze inny sposób. Koszty wychowania dziecka rosną. Wszędzie. Teraz już nie wystarcza zawodówka(dawniej zapewniająca całkiem niezłe obeznanie w zawodzie dzisiaj to tylko przechowywalnia dla fermentu), teraz przydałyby się studia, ale takie po którym mamy inżyniera. A one kosztują(nawet jeśli są państwowe). Nie mówię tutaj nawet o wiecznie drożejących ubraniach, żywności, książkach, czy choćby rachunkach za telefon, opłatach za prąd itd. itp.
Choćby ludzie mieli nie mieć żadnej pomocy na starość, to prędzej zdecydują się odłożyć sobie na zwyczajnym koncie w banku pieniądze na emeryturę niż zaczną płodzić po piątce dzieci na parę, żeby się nimi zajęli.
su) związki przydawały się do wywierania nacisku na pracodawców, obecnie jednak związki walczą tylko i wyłącznie o prawa dla swoich członków, co jest głupotą.
Piękna Maggie przeprowadziła niemal tak piękne reformy jak i ona sama, głównie w imię oszczędności(a co tam ci wszyscy bezrobotni, to nieroby, na pewno nie stracili pracy przez to, że zamknęliśmy mnóstwo zakładów i pokazaliśmy im środkowy palec na do widzenia)
Zresztą popatrzmy na to szerzej - po co np. urzędy patentowe? No odpowiedź jest prosta - po to, aby nikt nie kopiował czyichś pomysłów i nie zarabiał na tym.
Zdanie "każdy powinien dostawać dobre żarcie" jest w praktyce zdaniem "należy zapewnić każdemu dobre żarcie, nawet za cenę łamania prawa własności innych". Czy jest jakiś powód, dla którego pan A ma płacić na zapewnienie jakości jedzenia dla pana B? Jak dla mnie pan A powinien być wolnym od płacenia za błędy pana B. Cholernie nie podoba mi się wizja społeczeństwa, które, przy pomocy tzw. służb bierze ode mnie pieniądze, po pan B np. wsadził drut do kontaktu i trzeba go leczyć. Jeśli w tym przypadku normalnym wydaje się, że nie muszę płacić za błąd pana B, to czemu miałbym to robić w przypadku kupowania przez niego żywności?Tyle, że to nie działa na uczciwej drodze. Jeśli dochód byłby rozdzielany względem wysiłku włożonego w pracę - wtedy masz 100% racji.
Na wolnym rynku cenę determinuje popyt i podaż. Jeśli ktoś nie jest efektywnym pracownikiem (za mała podaż pracy) i/lub nie potrafi robić coś, za co inni chcą zapłacić, to jego płaca jest niska. Innymi słowy, im kto bogatszy, tym bardziej przysługuje się społeczeństwu. Czy przydatność dla społeczeństwa jest wystarczającym powodem, żeby mieć dostęp do lepszej żywności odpowiedz sobie sam.Czyli dyrektor banku, który przyznaje sobie i swojemu zarządowi milionowe pensje w chwili gdy jego interes upada jest bardziej przydatny społeczeństwu niż taki pan Heniek z budowy, który stara się wykonać swoją robotę jak najlepiej i dzięki doświadczeniu wykonuje ją tak jak trzeba?
O jakim ty monopolu mówisz? Przecież CDA nie ma 100 % udziałów w rynku, ani państwo nie zabrania jeszcze tworzyć nowych czasopism. Zresztą co jest złego, że jedna firma dzięki najwyższej jakości świadczonych usług zdobywa cały rynek?Ja też jestem zadowolony z tego, że Microsoft produkuje świetny system operacyjny, uważam jednak, że gdyby apple zaczęło wydawać więcej pieniędzy na programistów a mniej na speców do marketingu to stworzyliby sensowną alternatywę dla produktów małomiękkiego, co spowodowałoby wzrost jakości usług świadczonych przez M$. To jest chyba zaleta konkurencji - są choćby 2 porządne opcje(nVidia i AMD przy kartach graficznych) to muszą ze sobą konkurować, aby stworzyć produkt najlepszy, najtańszy, lub najlepszy względem ceny. Korzystają na tym klienci, bo dostają coraz lepsze karty graficzne a stare coraz szybciej tanieją. Zastosuj analogię do czasopism.
Naciski na pracodawców? To jest zwyczajna agresja, a do bandziorów się strzela.Bo pracodawca to jest pan i władca, który może mną pomiatać jak chce, bo tak samo on, jak i ja wiem, że nie znajdę lepszej pracy niż u niego(bo już dawno bym się przeniósł). Nie wiem jak to się po naszemu określa, ale po angielsku na takie coś mówi się "wage slavery".
„(to jest w ogóle paranoja, kraj [Chiny] który jest oficjalnie socjalistyczny nie robi NIC z potworną nierównością społeczną między wsiami i miasteczkami a dużymi miastami)”Zauważam fakt, że w państwie socjalistycznym powinno się jednak podjąć próby wyrównania tego poziomu, a Chiński rząd robi dokładnie na odwrót - to właśnie nazywam paranoiczną sytuacją.
To może ci ze wsi powinni przenieść się do miast? A nie, przecież lepiej zmusić kogoś, żeby doprowadzili prąd i gaz do babci mieszkającej na środku puszczy. „Puszcza prawem, nie towarem!”
[piractwo itd]Ba, ja bym pod to podpiął prostą rzecz. Większość wielkich obrońców własności intelektualnej jest w pewien sposób związana z firmami medialnymi. Popierają więc też wolny rynek itd. itp.
Aha, i Twoja praca jest warta tyle, ile ktoś chce za nią zapłacić. I to nie prawda, że "robole" mało zarabiają. Jeżeli jesteś dobrym fachowcem możesz wyciągnąć całkiem konkretne pieniądze. A jeżeli taki pracownik fizyczny jest niezadowolony, to zawsze może się przekwalifikować albo wyjechać za granicę. Absolutnie nie zgadzam się z tym, żeby państwo w jakiś szczególny sposób dotowało robotników. Albo lekarzy. Albo archeologów. Uważam, że człowiek sam jest kowalem własnego losu. Socjalizm ludzi rozleniwia. Sprawia, że są jak narkomani, uzależnieni od państwa. Sami z siebie nie są w stanie nic osiągnąć. I jest to po prostu niesprawiedliwe dla ludzi ciężko harujących na swój byt.To pisałem w odniesieniu do żywności. Po prostu dla mnie nienormalną jest sytuacja w ktoś dostaje gorsze jedzenie(w rozumieniu - podstawowe dobro które jest niezbędne do poprawnego funkcjonowania każdemu człowiekowi), w społeczeństwie które potrzebuje niemal każdego pracującego człowieka. Dlatego jakieś standardy przy produkcji żywności być powinny i tyle, oczywiście nie powinny "dobrego" żarcia podciągać w dół tylko "kiepskie" do góry, ale to chyba wynika z samej idei norm jako takich.
Tyle, że to nie działa na uczciwej drodze. Jeśli dochód byłby rozdzielany względem wysiłku włożonego w pracę - wtedy masz 100% racji.
Jednak jak dobrze wiesz tak nie jest. W efekcie pracownik fizyczny który potrzebuje dużych dawek energii jest zmuszony do jedzenia produktów o ch*jowej jakości.
Czyli dyrektor banku, który przyznaje sobie i swojemu zarządowi milionowe pensje w chwili gdy jego interes upada jest bardziej przydatny społeczeństwu niż taki pan Heniek z budowy, który stara się wykonać swoją robotę jak najlepiej i dzięki doświadczeniu wykonuje ją tak jak trzeba?
Coś tu jest nie tak.
To jest chyba zaleta konkurencji - są choćby 2 porządne opcje(nVidia i AMD przy kartach graficznych) to muszą ze sobą konkurować, aby stworzyć produkt najlepszy, najtańszy, lub najlepszy względem ceny. Korzystają na tym klienci, bo dostają coraz lepsze karty graficzne a stare coraz szybciej tanieją. Zastosuj analogię do czasopism.Skoro pismo ma czytelników, bo jest dobre, to po co konkurencja? Jeśli zaś partoli sprawę, to kwestią czasu jest pojawienie się konkurencji. Państwowe korupcjogenne regulacje nie są rozwiązaniem, nawet przy całej niedoskonałości wolnego rynku.
Z tego co pamiętam, to większość zwolenników liberalnej ekonomii uznawała pojedynczych "hegemonów" danych rynków za zagrożenie dla wolnego rynku nr2(po ingerencjach państwa w rynek). Oświeć mnie jeśli coś się zmieniło.
Bo pracodawca to jest pan i władca, który może mną pomiatać jak chce, bo tak samo on, jak i ja wiem, że nie znajdę lepszej pracy niż u niego(bo już dawno bym się przeniósł). Nie wiem jak to się po naszemu określa, ale po angielsku na takie coś mówi się "wage slavery".Może tobą pomiatać jeśli się na to zgodzisz. Może ci kazać pracować z kciukiem w tyłku, a ty możesz mu kazać zrobić to samo u siebie w domu. A jak nie to wypad – w obu przypadkach. Nikt ci nie każe pracować u danego gościa. Nawet jeśli każdy pracodawca kazałby ci pracować z kciukiem w zadku, a sam z jakichś powodów nie mógłbyś założyć firmy, to i tak nie masz żadnego prawa dokonywać agresji na kimkolwiek.
Zauważam fakt, że w państwie socjalistycznym powinno się jednak podjąć próby wyrównania tego poziomu, a Chiński rząd robi dokładnie na odwrót - to właśnie nazywam paranoiczną sytuacją.A nie bulwersuje cię, że w państwie rzekomo kapitalistycznym, tj. w Polsce, w konstytucji wpisana jest potrzeba zaprowadzania sprawiedliwości społecznej, oraz ogólnie to, że w Polsce kapitalizmu nie ma? Zresztą skąd pomysł, że socjalizm prowadzi do równości? Na początku podawałem informację o New Hampshire, najrówniejszym stanie w USA.
związki zawodowe miały sens w XIX wieku, kiedy musiały same zawalczyć o dni wolne od pracy i urlopy zdrowotne. Dzisiaj takie rzeczy definiuje kodeks pracy. Masz tam wpisane prawo do określonych zarobków, prawo do urlopu, prawo do zwolnienia lekarskiego i kupę innych praw i obowiązków. Jeżeli pracodawca ma kodeks gdzieś, pozostaje wkroczyć na drogę sądową. Związki zawodowe w Polsce to teraz wylęgarnia zadymiarzy.
A kto ci powiedział, że ja z moim pracodawcą nie zawrę żadnej umowy dotyczącej mojego zatrudnienia? Nie ma jedynego słusznego wzoru na zawieranie umowy małżeńskiej między kobietą a mężczyzną, ale jakoś nikomu to nie przeszkadza, choć nieraz ktoś może być poszkodowany, bo co, jeśli mężczyzna okaże się skurwysynem i kobieta będzie się chciała z nim rozwieść? Biedaczkowi zawali się świat! A może jest skurwysynem nie z własnej winy,ale dlatego, że tak go wychowano? Jest więc niesprawiedliwe, że nie ma narzuconych pewnych podstawowych praw w związkach damsko-męskich. Nie żyjemy w utopii, nie każdy związek jest udany, dlatego należy wprowadzić Kodeks Małżeński.