Oj raczej JP II. Zresztą co do tych obchodów Jego śmierci - moim zdaniem święto powinno być w dniu wyboru Jego na Papieża, a nie w dniu śmierci. Ale ludzie wolą się smucić, że odszedł wielki człowiek itd (jestem wierzący i nie wiem nad czym tu się smucić, Papież był wielkim człowiekiem, z pewnością jest w niebie. Poza tym widział ktoś pogrzeby w Ameryce Południowej? Dla nich to okazja do - uwaga - radości. Dla Polaków to wciąż okazja do smutku. Jak dla mnie spotykamy się tu chyba z jakimś zaprzeczeniem -> martwią się bo ktoś odszedł do lepszego świata?) Tak poza tym wszyscy pamiętają o kremówkach, a czy ktokolwiek przeczytał choćby jedną jego homilię. Nie wydaje mi się. Słyszę teksty "Papież nauczył mnie miłować wrogów". Ja mam odpowiedź dla takich ludzi - wiecie 2000 lat temu pewien człowiek mówił bardzo podobne rzeczy. Jezus się nazywał, czy coś w ten deseń.
Dziś patriotyzm jest źle pojmowany. Dla niektórych być patriotą to wy**** z kraju obcokrajowców, robić burdy w imię ojczyzny (no sorry ale jak się w szaliku Polska tłucze Afrykanina to jak to ktoś może odebrać?). Niech taki jeden z drugim próbuje pożyć z dwa tygodnie bez produktów "Made in China", rosyjskiego gazu, japońskiej elektroniki, czy zagranicznych owoców. Niech sobie jeszcze zapuści wąsy jak za piasta kołodzieja i zamieszka w warownym grodzie. Litości.
Dla mnie patriotyzm jest ważny, ale ja go pojmuję jako miłowanie swojej ojczyzny bez względu jaka ona jest i godne jej reprezentowanie. Bo nikt mi nie powie, że nacjonalista tłuczący obcokrajowców jest godnym reprezentantem Polski?