No właśnie też chciałbym, żeby doszło do walki między armiami- miałem trochę więcej i miałem już dużo ulepszeń.
A tak btw. nigdy nikt nie chce grać w bitwy historyczne ;/ Zawsze tylko rozbudowa wiochy i dawaj w wojsko.
W Sztuce wojny z kolegą tak graliśmy, że np. przez pół godziny lub godzinę od rozpoczęcia gry miało się czas na rozbudowę wojska (pakt o nieagresji się włączało, czy coś takiego). Nie było armat, ani balonów, trzeba było jak najszybciej rozpocząć rozwój gospodarki, poulepszać kopalnie węgla i żelaza jak najmocniej (e tam, jak mi się skończy złoto to najemnicy będą przeciw wszystkim), ulepszyć ważne technologie i żołnierzy... A potem była wielka bitwa,tempo gry było zawsze niskie, żeby walka dwóch oddziałów po 120 ludzi każdy nie trwała 20 sekund, tylko więcej... To była adrenalina, nie wiesz co wróg ma w zapasie, czy gdzieś poza moim polem widzenia nie ma pół tysiąca jeźdźców, a jego rozpadające się wojsko nie jest tylko przynętą, która ma mnie skłonić do wysłania swoich odwodów, aby zakończyć bitwę, a on wtedy mnie zmiecie kirasjerami? Ogólnie wygrywałem, bo kolega ciągle przechodził w XVIII wiek. A godzina (plus około pół godziny bitwy, w czasie której można było tworzyć jeszcze jednostki) to za mało, aby zrobić tylu żołnierzy osiemnastowiecznych, żeby mogli mi zagrozić. Strata czasu i surowców.
EDIT:
Jednostki XVIII-wieczne mają gorszy pancerz, ale za to większą siłę. I koszt. Przejście do tego wieku wymaga ogromnych ilości surowców, potem koszary są budowane dłużej od stoczni (czyli baaardzo długo)... Więc jeśli ma się godzinę na niespiesznym tempie gry to lepiej za te środki zrobić kilkuset wojaków XVII i ich ulepszyć, niż wejść do następnej ery, zbudować koszary i, co najwyżej kilkudziesięciu żołnierzy. Ale za to można przecież rozpocząć grę z XVIII wiekiem...
Zawsze grałem w SW, gra w EB nawet nie wchodziła w rachubę (brak Victorii, gorsze AI jednostek, brak wskaźnika, gdzie pójdą żołnierze), a PNW nawet nie znajdowało nas (mnie i kolegi znaczy) w multi. A szkoda, bo był dołączony oficjalny mod (miodzio, unikalne jednostki XVIII dla każdej frakcji) i były nowe kraje. Cholernie chciałbym poprowadzić do boju szwajcarskich mieczników, halabardników i arkebuzerów, węgierskich huzarów i piechotę...
Grałem w Kozaków 2 (w multi nawet nie próbowałem) i ta gra nie zdobyła mojej sympatii. Łatwiutkie bitwy (na hardzie, w czasie walki z Egipcjanami, wróg stał gdzieś z 50 metrów od moich formacji i... stał. Strzelałem do niego cały czas, aż pouciekali i bitwa się skończyła. Gdyby wszyscy ci kolesie od walki wręcz się na mnie rzucili, to nie było by czego zbierać...), w czasie podboju europy (czy jak się ten tryb nazywał) bez problemu niszczyłem każdego, a jak została tylko Francja, to się poddała. Mimo, że nie było wojny, ani nic, a oni mieli jeszcze kilka prowincji i dosyć silne wojsko. I Napoleon miał lepszy stopień ode mnie.
W czerwcu, za dwie dychy kupiłem w kiosku American Conquest (wydawnictwa City Interactive, ale co tam ;p). Super gra, tak właśnie powinni wyglądać Kozacy 2. No, może z pewnymi ulepszeniami i poprawkami, ale ta gra wymiata. Tzn. gry, bo są trzy na płytce. Trzy wieki wojen, Odwet i Północ-Południe. Na moim szmelcaku to ostatnie nie poszło, ale z lagami popatrzyłem w edytorze map. Pełno jednostek i nowych rzeczy, w menu pełno kampanii... Każdy fan Kozaków powinien zagrać!