OK, więc tak. Większość graczy robi swoja postać pod to, co będzie robić, czyli wojownicy inwestują w siłę, dowódcy w przywództwo, chciwcy (sorki, chodzi mi o tych wszystkich żądnych kasy) w handel i plądrowanie (najbardziej bezużyteczna umiejętność, po dużej bitwie i bez tego nie sposób zebrać wszystkich łupów).
Moim zdaniem aby osiągnąć jakaś tam podstawę do czegokolwiek, to siłę na poziom 12-ty, zręczność na 9-ty i dalej wciąż inwestować w inteligencje i troszkę charyzmę. Dlaczego? Otóż wraz z 12-tym poziomem siły możesz napakować sobie punktów w żelazna skórę (czy jakoś tak, ta pierwsza umiejętność) na poziom 4-ty, dzięki zręczności wbijasz jazdę konną na 3-ci i dalej sobie jedziesz z inżynierią i perswazją (przydaje się, jeśli chcesz więcej zyskać przy zadaniach oraz w oblężeniach i lennach).
Nabijasz sobie renomy na turniejach, aż masz około 200. Jedziesz do frakcji, która toczy z kimś wojnę i szukasz lorda, za którym jedzie cała czereda innych - to marszałek, tylko on najmuje najemników; zaciągasz się z garstka swoich wieśniaków (bo nikogo lepszego nie zwerbujesz ze wsi, a na najemników z karczm Cienie stać).Służysz tak ze 3 miesiące, dopóki nie masz tego 1000 renomy + honor(setka wystarczy). Potem możesz albo pójść do króla złożyć mu przysięgę i jesteś wasalem (przyda się te +20 do relacji z nim) bądź też (ale tu radzę mieć wysoki poziom inżynierii, aby w połowie oblężenia nie nadjechał jakiś wrogi lord) upatrujesz sobie zamek leżący gdzieś na uboczu, czekasz, aż właściciel wyjdzie w pole, żądasz od niego kapitulacji i toczysz z nim bitwę. Jak wygrasz, oblegasz jego zamek i pędem jedziesz do sąsiedniej neutralnej wobec Twojego nowego wroga, frakcji. Składasz przysięgę lenną i od razu masz własny zamek i relacje na 0 z ograbioną frakcją.