Czyste spekulacje, ale być może jest to efekt dużych strat poniesionych w krótkim czasie wśród pobliskich sojuszniczych jednostek? Na zasadzie, że każdy zabity sojusznik w pobliżu obniża nieco morale jednostki, a w końcu po przekroczeniu pewnego progu, ta ucieka z pola bitwy?
Żeby nie było offtopu - przed chwilą wraz z moim oddziałem 60 swadiańskich pikinierów (dodana przeze mnie jednostka, używają długich pik, bez tarcz) stawiłem czoła 120 khergitom. I o ile szarżę lansjerów zatrzymałem bez problemu, o tyle to co potem zrobili ze mną łucznicy... Żaden nawet nie zbliżył się do mojego oddziału, krążyli tylko wokół mnie a dookoła sypały się trupy moich piechurów. Cudem tylko mi i moim trzem przybocznym udało się uciec z pola bitwy :D Wcześniej za to, walcząc takim samym składem przeciwko 102 vaegirom, nie dość że z minimalnymi stratami (wywołanymi przez strzelców) dotarłem do ich szeregów, to jeszcze w starciu moi pikinierzy zrobili z nich miazgę :P Wygrałem z zaledwie 21 zabitymi i 10 rannymi :P