Dzięki wielkie za tłumaczenie, gra stała się o wiele przyjemniejsza. Mam tylko jedną sugestię, dla mnie bardzo istotną- nie zmieniajcie poprzez tłumaczenie przydomków i tytułów szlacheckich lordów. Gra przez to się komplikuje- shaik staje się szejkiem, niekiedy emirem, pojawia się jakiś maszer (?). Przy rozmowie z NPC a propos pomocy w odnalezieniu jakiegoś lorda, rozwija się opcja wyboru lorda... i tu się zaczyna zabawa- w wersji angielskiej jest to bardziej czytelne ( ładniej brzmi Quadi- consesio niż Maszer- Współpracujący). Miłego dnia.
Quadi, czy Qadi?Bo te dwie rzeczy też coś znaczą....Pierwszy, to można tłumaczyć na sędziego z VIIw. a drugi na Kadi, Kazi, czyli przywódcę...
Jak coś to sprawdzimy i zobaczymy co da się zrobić...
Druga rzecz, to Przydomki, czyli Współpracujący, wrogi itp.Chodzi o to, że Twórcy w ten sposób chcieli nam ułatwić(zapobiec ciągłemu sprawdzaniu w raportach) współpracę z lordami.Kogo poprzeć, kogo negować, komu pomóc, komu nie udzielać tej pomocy.
We Floris mamy (zaryzykuję stwierdzeniem) bardzo zaawansowana politykę wewnętrzną, a tym samym zwiększono stopień oddziaływania Lordów na siebie.
Kiedy dany Król zaczyna robić coś wbrew szlachty(np. za bardzo faworyzować pojedynczych Lordów) zaczynają się buntować, my zaś, już jako wpływowi wojownicy mamy pole manewru.Tzn:
-możemy przekabacić rozgniewanego Lorda na swoją stronę, lub na stronę swojego Króla
-możemy wesprzeć Króla starając się załagodzić konflikt, poprzez przekonywanie szlachty aby przyznano jej ziemi, wspieranie podczas walk, itp.
-możemy pogłębiać konflikt a tym samym doprowadzić do rozłamu Królestwa.
Stąd właśnie te przydomki...Mają nam ułatwić i oszczędzić przeglądanie raportów, ale dlaczego je tłumaczymy?Dlatego, że jest to spolszczenie, i ma służyć ułatwieniu gry dla osób nie znających języka angielskiego. Oczywiście...jak da radę, to można zmienić kolejność, np.:
Hrabia Clais - Wrogi - będzie łatwiej?
Reasumując...Dzieki za sugestie, przedyskutujemy, zobaczymy ;)
Swoją drogą...Jak już zacząłem ten temat, to powiem(czyt. napiszę), że u mnie Wielkie Księstwo Vaergirów się rozpadło -tak rozpadło :D
Było bardzo silne, ale to nie starczyło.W okolicy 120 dnia gry, powstał bunt, część Lordów(Bojarów?), przeszła na stronę Nordów, znaczna część na stronę Khanatu(Chyba z 10) kilkoro zaś na stronę Sarranidów.Jedyne co widziałem, to to że Yargorek(czy jak on tam ma) Bronił się w Rivacheg, ale go tam zniesiono.Fajna rzecz, ale co mi z tego, gdyż straciłem jedynego sojusznika.Przez jakiś czas myślałem, że utrzymam pomiędzy Swadią a Sarranidami, biorąc sobie z żonę córkę najbardziej wpływowego Kadiego Nuwasa(?), ale ten chu..., tuż po weselu przeszedł na stronę Nordów, biorąc ze sobą Zamek Durrin.Razem z nim przeszli również Khaniccy najeźdźcy zajmujący już tamten obszar pustyni.Jaka była odpowiedź Sarranidów?Atak na moje włości - Habba.Dlaczego?Nie wiem!Może to podziękowanie za zniszczenie trzech zbuntowanych Hord na pustyni.Może za to, że wysłałem tam 400 jeźdźców na patrol, aby likwidował te mniejsze, nowo powstałe oddziały?Może za wsparcie w walce z Rhodokami?Za uwalnianie Ich szlachty z lochów?Nie ważne...
W zamian dobrego sojuszu mieliśmy wojnę na czterech frontach.Chwilę później, po tym jak odbiłem Zamek Sungetche, oraz Dhirim -Nordom, bezsensowna wojna z Khanatem się skończyła.Widząc, że tracę ziemię, postanowiłem działać.Zająłem Zamek Jamiche Rhodokom - ich cholerni kusznicy usadzili mnie z 5 razy zanim udało mi się zając zamek.Ogólnie fajna pozycja.Rhodocy byli zajęci walką o Uxkhal, który przechodził z rąk do rąk, a Sarranidzi z Khanatem o Halmar.
W tym momencie zostałem marszałkiem.Kiedy udało mi się wyczaić moment, dzięki któremu dałem ludziom odpocząć.Zebrałem kasę z dzierżawy ziem (w Królestwach ciągle niszczonych przez wojnę da się zarobić...ok 120000/2tyg, plus zaległe :D)
Postanowiłem urządzić ucztę w Dhirim i zebrać wszystkich, po czym ruszyłem na wojnę z całymi siłami.Dobrze się stało, bo Ci, najbardziej wpływowi mieli po 200 wojaków.Tak więc z prawie 2000 żołnierzami ruszyłem na wroga.Tu szczęście się uśmiechnęło.Pierwszym wrogiem był buntownik, który zebrał wokół siebie ok. 800 bandytów.Bandyci, jak to bandyci - nie mieli szans z doborową Swadiańską jazdą.
Strat było mało - urządziliśmy im rzeź.Ci którzy zdołali się dołączyć zostali wyposażeni w nowe siły, czyli ok. 400 różnorakich wojowników z czego 1/3 to jazda.
Tak więc w 2200 woja, pojechaliśmy na Uxkhal.Rhodocy popełnili błąd.Chcąc definitywnie odebrać nam miasto zebrali tam 3/4 sił, które oczywiście stracili na murach a resztę w pogoni.
Połowa z towarzystwa poszła w niewolę.My zamiast odpoczywać poszliśmy za ciosem.Pierwszy na cel - Zamek Ergellon, potem Zamek Grunwalder a na koniec Veluca, w każdym zamku zostawiając najsłabszego Lorda.Tak osłabieni Rhodocy nie myśleli o kontrataku...oczywiście, znaleźli się śmiałkowie, ale zaraz zostali rozniesieni.Teraz, zastawiając patrole przesmyku wokół, którego stoi Veluca, mam z nimi spokój.Czas na Praven.Szybka akcja, zniesienie Doży, który patrolował ten obszar - miasto zdobyte.Chwila na odpoczynek, zebranie sił.Atak na Sarraników.Korzystając z wycieńczenia obojga stron(Saranidów i Khanatu) zdobyliśmy Halmar, oraz Zamek Weyyah.W ten oto sposób zabezpieczyłem Swadię.Veluca, Zamek Weyyah, Zamek Jamiche oraz Halmar.W tym momencie nie miałem już kasy, wojsk, sił na bycie marszałkiem i zrezygnowałem w raz z nową wojną z Khanatem.Już nie będę się rozpisywał, ale oprócz ataków, były również próby zagarnięcia Dhirim przez Nordów, Odbicia Halmaru, przez Saranidów, ale wszystkie zakończyły się fiaskiem.
Co mogę poradzić...Inwestujcie w ziemie.Na początku mało się zarabia, ale podczas takich wojen, kiedy to w posiadaniu się ma po 150-200 akrów ziemi, miasta korzystają z nich w pełni.
Kolejna rzecz..Nordowie!Starajcie się unikać walki na murach.Są silni, ale wobec ciężkiej kawalerii nic nie znaczą w porównaniu z Rhodokami, którzy w każdy sposób potrafią zadać "kuku".Sarranidzi!Nie dajcie się zbić w kupę większym oddziałom - to samo tyczy się Khanatu...ich jazda, łucznicy.... ;/ Nie polecam! :p
Pozdrawiam!