W wirze i chaosie walki nie miałem czasu patrzeć na obrażenia ani w ogóle na nic zadawane przeze mnie, a ni na moje zdrowie. Po prostu siekałem Obrońców Krzyża (Krzyżaków) jak popadnie, więc nie wiem ile ta broń cała zadawała, ale faktycznie zbyt szybko się nikogo nie rozwaliło. Najbardziej chyba wkurzały niewidzialne ściany w lesie.
Zgadzam się z Arris'em, ale mimo tych błędów i niedoróbek bawiłem się całkiem nieźle, a przecież o to chodziło! Event można zaliczyć chyba do udanych, więc może doczekamy się jakiejś innej bitwy, lub Grunwaldu za rok. Pozdrawiam! :D