Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Ankieta

    Koniec ankiet

    Tak!
    0 (0%)
    Nie!
    0 (0%)

    Głosów w sumie: 0

    Głosowanie skończone: Lipca 16, 2010, 21:05:43

    Autor Wątek: Bitewne przeżycia  (Przeczytany 11277 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Klakson

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 209
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    • Metallica na SONISPHERE FESTIVAL 2010 - Cudo.
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #45 dnia: Lipca 16, 2010, 13:43:51 »
    *Trebron zyskuje 1 punkt honoru!*
    « Ostatnia zmiana: Lipca 16, 2010, 14:55:06 wysłana przez Klakson »

    Offline Siekacz

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 24
    • Piwa: 0
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #46 dnia: Lipca 16, 2010, 14:06:33 »
    Coraz lepiej się czyta:)
    Powodzenia w dalszym pisaniu!

    Offline proud

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 3264
    • Piwa: 4
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #47 dnia: Lipca 16, 2010, 14:17:17 »
    No nie wiem... Z jednej strony jakoś ta historia się trzyma i nie ma się uczucia awersji podczas czytania, ale z drugiej strony jakoś to "nie ciągnie". Zwłaszcza widać że masz n-lat i trochę jeszcze sama forma jest wątpliwej treści. Najbardziej widać to podczas prowadzenia dialogów, ponieważ są one tak dziwnie rozerwane oraz chaotyczne, a do tego brakuje w tych opowiadaniach czegoś więcej niż samych rozmów między postaciami.

    Nie miałem pomysłu jaki tekst mogę dać, by pokazać o co mi chodziło, ale na polskiej stronie metro2033.pl znajdują się legalnie opublikowane fragmenty tekstu, więc wrzucam tutaj jeden z nich - taki by znajdowało się w nim dużo dialogów.
    (click to show/hide)

    --->tłumaczenie: Paweł Podmiotko
         --->korekta i redakcja: Piotr Mocniak

    Offline Gregoriian

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1649
    • Piwa: 20
    • Płeć: Mężczyzna
    • Znany jako Dalekowidz
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #48 dnia: Lipca 16, 2010, 14:31:40 »
    proud, napisz po prostu,że brakuje Ci sceny erotycznej, a nie w bawełne owijasz :P
    (click to show/hide)

    Offline Trebron2009

    • 2009
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2166
    • Piwa: 353
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #49 dnia: Lipca 16, 2010, 14:50:31 »
    No nie wiem... Z jednej strony jakoś ta historia się trzyma i nie ma się uczucia awersji podczas czytania, ale z drugiej strony jakoś to "nie ciągnie". Zwłaszcza widać że masz n-lat i trochę jeszcze sama forma jest wątpliwej treści. Najbardziej widać to podczas prowadzenia dialogów, ponieważ są one tak dziwnie rozerwane oraz chaotyczne, a do tego brakuje w tych opowiadaniach czegoś więcej niż samych rozmów między postaciami.

    Nie miałem pomysłu jaki tekst mogę dać, by pokazać o co mi chodziło, ale na polskiej stronie metro2033.pl znajdują się legalnie opublikowane fragmenty tekstu, więc wrzucam tutaj jeden z nich - taki by znajdowało się w nim dużo dialogów.
    (click to show/hide)

    --->tłumaczenie: Paweł Podmiotko
         --->korekta i redakcja: Piotr Mocniak

    Dzięki za mały przykład. Widocznie trochę za bardzo skupiłem się na walkach, a dialogi w tle wyszły jak wyszły.
    Brakuje tego czegoś hmmmm... Dokończę tę historię i przemyślę. Spróbuję napisać coś bardziej porywającego. Sam jak porównuję oba teksty (mój i ten co dałeś) zauważyłem, że czegoś brak.. i chyba nawet wiem już czego.
    Wśród krytycznych opinii brakowało mi właśnie takiej. Błędy da się poprawić a Ty wskazałeś to co trzeba zmienić. Dzięki!

    Dokończę tę historię, żeby nie było nagłej zmiany stylu. Potem napiszę coś bardziej...... jak to ujął proud "porywającego". Zmienię też "maślany" i głupi do opowiadania świat M&B na coś bardziej historycznego.  W końcu to opowieści o bitwach. Opowieści mogą być różne. Może desant w Normandii?? Ale najpierw poprawię "to coś" i popracuję nad dialogami. Jeszcze raz dzięki!

    Cytuj
    proud, napisz po prostu,że brakuje Ci sceny erotycznej, a nie w bawełne owijasz :P
    xDDD Ale ma on rację. Tobie też się bardziej spodoba, kiedy to poprawię.
    « Ostatnia zmiana: Lipca 16, 2010, 14:53:13 wysłana przez Trebron »

    Offline Klakson

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 209
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    • Metallica na SONISPHERE FESTIVAL 2010 - Cudo.
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #50 dnia: Lipca 16, 2010, 14:56:17 »
    Desant w Normandii? Ooo to może być fajne. Aż bym sobie zagrał sesję RPG w tym klimacie ;>

    Offline Gregoriian

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1649
    • Piwa: 20
    • Płeć: Mężczyzna
    • Znany jako Dalekowidz
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #51 dnia: Lipca 16, 2010, 15:06:41 »
    Już to widze Mount&Blade Warband mod WW2

    Nations

    British kingdom
    Rise 3
    USA
    France
    Russia(jak zwykle po stronie aliantów -.-)


    znając modderów o Polsce się zapomni :P
    (click to show/hide)

    Offline Grievous

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2438
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Chwała Konfederacji Niezależnych Systemów.
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #52 dnia: Lipca 16, 2010, 16:18:39 »
    Wybaczcie mi offtop, lecz co to do cholery jest?!
    Rise 3
    Albo nie znasz angielskiego, albo za szybko piszesz posty i nie zważasz na błędy.
    A do Trebrona: Jeżeli już chcesz napisać coś dotyczące DDay to mam nadzieję iż bohaterem nie będzie wieśniak z Tennessee, absolutny żółtodziób, który mimo braku doświadczenia będzie kosił Wehrmacht aż miło. Bo bohater Twojej opowieści to taki "od zera do bohatera" - w M&B taka koncepcja się sprawdza, jest jak najbardziej na miejscu, natomiast do II WŚ będzie pasować jak świnia do chomąta. 
    "I never risk my own skin if I don't have to."

    Offline Klakson

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 209
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    • Metallica na SONISPHERE FESTIVAL 2010 - Cudo.
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #53 dnia: Lipca 16, 2010, 16:25:47 »
    I znów się z Tobą zgodzę generale. Na wojnie raczej nie ma prawa istnieć taka postać. Można to opisać z perspektywy kogoś doświadczonego, albo z perspektywy oddziału w stylu Szeregowca Ryana. Bohaterski oddział lepiej brzmi niż bohaterski żółtodziób ;)

    Offline Gregoriian

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1649
    • Piwa: 20
    • Płeć: Mężczyzna
    • Znany jako Dalekowidz
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #54 dnia: Lipca 16, 2010, 16:33:39 »
    2x up, znam średnio angielski, a nazwy 3 rzesza nie znam, bo teraz sie to zwie Niemcami.


    Fakt, że te historie przypominają przygody Stefana Mewy (Steaven Seagal)

    Ale i tak sie fajnie czyta :D
    (click to show/hide)

    Offline Klakson

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 209
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    • Metallica na SONISPHERE FESTIVAL 2010 - Cudo.
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #55 dnia: Lipca 16, 2010, 16:54:07 »
    III Rzesza to 3rd Reich.

    Offline Gregoriian

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1649
    • Piwa: 20
    • Płeć: Mężczyzna
    • Znany jako Dalekowidz
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #56 dnia: Lipca 16, 2010, 17:28:01 »
    A thx :P



    EDIT: czy tak miała wyglądać zemsta Harlausa?

    (click to show/hide)
    « Ostatnia zmiana: Lipca 16, 2010, 23:32:38 wysłana przez Gregoriian »
    (click to show/hide)

    Offline nizyn

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 736
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    • UNCUREABLE MANIACK
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #57 dnia: Lipca 18, 2010, 02:27:23 »
    Kolejne super opowiadanie ale mam jak zwykle jedno zastrzeżenie

    "Szarlatan wrócił z chaty. Niósł nóż, gorący tasak i jakieś zielsko. Harlaus zawołał.
    - Kowal żeś czy uzdrowiciel??
    - Och! Coś gorącego na ranę musi być! Och! Już idę!"

    z opowiadań Jeremusa to metoda prastarego medyka której on nie popierał gdyż "mogło się wdać zakażenie" :)
    E tam, w M&B lekarz po prostu przykładał wtedy rozgrzany metal do rany na długo, a Jeremus w tym opowiadaniu tylko zasklepia i dezynfekuje ranę (jak Rambo, kiedy wsypał sobie proch w dziurę wlotową po pocisku i to zapalił) i po bardzo krótkim czasie zabiera tasak z powrotem.

     A teraz do autora tekstu:
    Cytuj
    Zauważyłem dwa wielkie lecące ognie.
    Dziwnie napisane... Nie po polsku... Znacznie lepiej byłoby napisać "dwie wielkie lecące kule ognia".

     Oprócz tego bohaterowie wydają się być za silni... Jak zmęczony walką, ranny i obity rycerz w zbroi może komuś mieczem, bez dużego rozmachu (w tłumie, na schodach, do tego zbroja zawadza, wzięcie dużego rozmachu jest niemożliwe) i jeszcze pewnie uderzając w lekki pancerz może odciąć nogę? Rozumiem, że w klanie i w ogóle, ale przecięcie kości (nawet rozłączenie stawu) jest bardzo trudne nawet dla Pudzianowskiego ;p

     Dobra, dużo krytyki, a teraz chciałbym powiedzieć, że to opowiadanie przypadło mi bardzo do gustu, może jest trochę chaotyczne i nieprzemyślane, ale ogólnie jest ok. 8.5/10

    Offline Plopp

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 260
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #58 dnia: Lipca 18, 2010, 03:41:45 »
    A na mój gust trochę to prymitywne i bardzo kiczowate...

    Offline Trebron2009

    • 2009
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2166
    • Piwa: 353
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #59 dnia: Lipca 19, 2010, 11:59:36 »
    Oto nowe opowiadanie. Już nowa seria, koniec z realiami M&B.
    Może napiszę kilka opowieści o Operacji Overlord, ale na razie pierwsza część (jeszcze trochę taka beta :P):

    Lądowanie w Normandii.

    Maj 1944

    Jestem sierżant David Jones. Służę w 4 Dywizji Piechoty armii Stanów Zjednoczonych. Już trochę lat temu, porzuciłem farmę w Texasie i poszedłem do wojska. Teraz nie wiem czy słusznie, czekało nas wielkie wyzwanie.
    Wraz z moim oddziałem zostałem wysłany do Wielkiej Brytanii. Na wojnę w Europie, podobno Brytyjczycy dostali niezłego łupnia od szkopów. Co niektórzy mniej rozgarnięci szeregowcy, zastanawiali się czy będziemy pomagać Niemcom, a może Anglikom.
    - Widocznie olali odprawę. - Pomyślałem i olałem ich głupotę.  
    Nasza łódź wojskowa, powoli zmierzała ku Angielskiemu brzegowi. Udałem się do kajuty mojego przyjaciela, sierżanta Claya.
    - Cześć! - Zawołałem do niego, wchodząc.
    - Ach! Witaj. Wiesz, że mamy rozkazy na piśmie?? - Powiedział dając mi jakąś kartkę. Wziąłem ją i zacząłem czytać.
    - "Żołnierze armii Stanów Zjednoczonych!! (,,,) Niemcy okopali się w Europie (...) W czerwcu przypuścicie desant, na brzegach Francji (...)". Widać lekko nie będzie. - Spojrzałem na Claya, on zrobił kwaśną minę.
    - No cóż. Pozostaje liczyć, że nie pójdzie się na przód frontu. - Odpowiedział ironicznie.
    W milczeniu i zdziwieniu się pożegnaliśmy. Brzeg był już tuż, tuż. A my mieliśmy służyć w zupełnie innych armiach. Jak się później okazało Clay lądował na Omaha.

    4 czerwca 1944.

    Już minęło trochę czasu, od naszego przybycia na wyspy. Mimo tego, iż większość czasu spędzaliśmy na szkoleniach, uznałem Anglię za piękny kraj. Miłe kobiety, wspaniałe morze i wyspiarski klimat. To wszystko mi odpowiadało. Lecz wiedziałem, że już jutro zaatakujemy Niemieckie pozycje obronne. Zabrałem broń z koszar i spotkałem się z moimi podkomendnymi. Byli to: szeregowy Ronald Taylor twardy gość, mógłby roznieść Szkopa gołymi rękoma. Następnie Aaron Brinks przyjaciel Ronalda, obsługiwał karabin maszynowy, mieliśmy nadzieję, że pomoże nam znacznie na równinach, już po desancie. No i ostatni starszy sierżant Edward Greenland który uwielbiał zwykłe karabiny, żadne maszynowe, czy samopowtarzalne, kochał Lee-Enfielda, ciekawiło mnie jak spisze się w boju.
    - Witamy sierżancie! - Zasalutowali, ja odpowiedziałem tym samym.
    - Witam żołnierze! Wiecie gdzie płyniemy? Skopać szwabskie dupy! Teraz już zostało podane do wiadomości wszystkich żołnierzy, gdzie lądujemy. My lądujemy na plaży oznaczonej kryptonimem "Utah". Jakieś pytanie
    - Nie sierżancie! - Odrzekli szeregowcy i udali się na statek, wszyscy byli trochę przerażeni. Nikt nie wiedział czy przeżyje i czy desant się powiedzie.
    Po dwóch godzinach oczekiwania, dowiedzieliśmy się czegoś, o czym nawet nie przyszło nam myśleć. Przyszedł do nas jakiś porucznik.
    - Żołnierze! - Zasalutował. - Generał Eisenhower odwołuje jutrzejszy desant z powodu złej pogody, operacja odbędzie się dzień później. - Odkręcił się na jednej nodze i poszedł poinformować innych.
    - Ku*wa! - Zakrzyknął Brinks rzucając hełmem w podłogę.
    - Spokój szeregowy! - Zawołałem srogo, aby go uspokoić. - Jak tak chcecie bić Szwabów, to płyńcie wpław! Na pewno będą czekać.
    - Przepraszam sierżancie. - Spuścił głowę w dół i przysiadł na jakimś stołku.
    - Wyruszymy w końcu. Ale zachowajcie spokój do cholery!! - Znów zawołałem, tym razem do wszystkich.

    5 czerwca  1944

    Cały dzień się denerwowaliśmy. Co niektórzy grali w karty, inni spali, jeszcze inni próbowali zachować humor i opowiadali sobie żarty. Ja czyściłem broń. Dostałem nowiutkiego Thomsona, chciałem go wypróbować, lecz strzelanie było zabronione. Musiałem czekać na desant, położyłem się do łóżka i zasnąłem.......

    22.00

    Obudzono mnie, znów ten porucznik który informował nas o przesunięciu desantu.
    - Sierżancie! Proszę wstawać! Wypływamy, twoi ludzie sa już na statku. - Znów tak jak poprzednio mówił cholernie służbowo. Szybko odszedł.
    Zabrałem karabin, magazynki i hełm. Udałem się szybko na łódź, już mieliśmy wypływać, aby rankiem przypuścić desant.
    - Sierżancie! Chodź za mną, będziemy płynąć tym statkiem, potem nas spuszczą na łodzi desantowej. - Powiedział Aaron jak tylko mnie zobaczył. Reszta oddziału czekała przy łodzi. Leżeli i próbowali się wyspać.
    Położyłem się przy nich. Znów zasnąłem, nawet o niczym nie myślałem.

    6 czerwca 1944

    5.30

    Obudzili nas znowu.
    - Ku*wa! Co za huk?? - Pytał się Ronald.
    - To te krążowniki i niszczyciele. Już ostrzał! Pewnie spotkaliśmy się z nimi w środku drogi. Wypływali ze wschodnich portów. - Odpowiedziałem na jego pytanie, prawie śpiąc.
    - Zbierać się! Grupować i wsiadać do łodzi, śpiące królewny! - Łaził po pokładzie jakiś wstrętny dowódca z niestylowym wąsikiem, mówił z Angielskim akcentem. - Och! Jankesi! Do łodzi!! Nie tolerujemy tu leni!
    Mieliśmy wrażenie jakby morze drgało, jak ci Niemcy mogli przeżyć po takim ostrzale. Ronald zaczął wymiotować. Wgramoliliśmy się do łodzi desantowej i zostaliśmy odłączeni od statku.
    - Co tak szybko?? - Pytali się żołnierze.
    Pewnie przespali większość czasu, tak jak my. Teraz nagle ze snu, chwiejąc się na nogach i wymiotując zmierzamy ku plaży Utah.
    - Patrzcie czołg pływa?? - Wskazał palcem jedną z łodzi jakiś żołnierz. Ktoś odpowiedział.
    - To te nowe, specjalne łodzie do czołgów.
    Wtem nad głowami zaświstały nam kule.
    - Ja pie*dole! W dół głowy!! - Krzyknął sternik łodzi.
    Pochyliliśmy się, kule wciąż latały.
    - To te kaemy!! Cholera! Jak przez plażę przejdziemy??? - Wrzeszczał Aaron.
    Co chwila słychać było uderzenia kul o metalową łódź, rozbrzmiewała istna muzyka, kdgłos łodzi i co chwila te nieszczęsne kule. Całe szczęście, że łódź nas zasłaniała. Na horyzoncie pojawiła się plaża i niemieckie bunkry, na wzgórzu.
    - To szwaby!! - Zerwał się Ronald.
    Łodzią zaczęło trząść, nie byliśmy pewni tego czy się nie wywróci. Wszyscy starali się utrzymać, odruchy wymiotne. Pociski coraz bardziej dzwoniły o łódź. Zaryliśmy o brzeg.
    - To koniec waszej jazdy!! Wyskakiwać! Opuszczam rampę! - Odezwał się sternik chowając za nadbudowę, opuścił  rampę, pociski wleciały do środka.
    - AAAAACHH!!! MOJA NOGA!!! - Zaczął wrzeszczeć szeregowy z innego oddziału. Krew rozpryskała się po łodzi, chwilę potem go poszatkowało.
    - Wyskakiwać!! - Dałem rozkaz. Wiedziałem, że łódź to śmiertelna pułapka.
    Wskoczyliśmy do wody. Ci co bardziej obrzydliwi, wyskoczyli bokiem, omijając to co zostało z poszatkowanych przez kaemy. Woda była krwisto czerwona, powoli przewalaliśmy się przez pływające zwłoki do brzegu.
    - Kaemy nie odpuszczają!! Brnąć dalej!! - Krzyczałem do oddziału.
    Aaron tworzył ogień, w stronę bunkrów. Spowił je kurz, jeden z kaemów na chwilę umilkł.
    - Aaron uje*ałeś go!! Dalej! Teraz mamy chwilę, zanim następny szwab weźmie karabin!! - Rozkazałem aby iść dalej.
    - Cholerka ile ciał! - Edward raczył się dopiero zauważyć.
    Wyszliśmy z krwistej wody na plażę. Mieliśmy tam chwilę wytchnienia, ostrzał był kierowany głównie do łodzi i na wodę.
    - Za mną!! - Padł kolejny rozkaz, oddział ruszył osłaniając mnie. - Do tego wybrzuszenia, schować się tam!
    Biegliśmy co sił w nogach, żołnierze biegnący przed nami zostali skoszeni serią. Jednemu urwało nogę. Przykucnęliśmy za wybrzuszeniem, był tam medyk i inny oddział.
    - Weźcie tego co mu nogę urwało!! Jeszcze żyje! - Zawołał sierżant oddziału z medykiem.
    Medyk ruszył w stronę rannego, unikał ostrzału z broni powtarzalnej, w końcu dotarł do żołnierza-kaleki.
    - Strzelają! Osłaniajcie mnie! - Krzyczał przerażony medyk, próbując utrzymać przy życiu, żołnierza wstrząsanego konwulsjami.
    Wstaliśmy zza nasypu i zaczęliśmy strzelać. Jeden Niemiec dostał ode mnie, krew trysnęła mu z szyi i stoczył się ze zbocza.
    - Straciłem go!! Wracam! - Zakrzyknął znów medyk.
    Szeregowy drugiego oddziału oberwał w ramię.
    - JAUU! Boli! Pomocy!! - Upadł na ziemię. Schowaliśmy się za osłoną.
    Medyk szybko go obrócił i wykonał nożykiem, jakiś prosty zabieg.
    - Trzymać go tu! Później go zabiorą, do szpitala polowego! - Wybiegł sierżant tamtego oddziału i pobiegli w stronę bunkrów. Zaczął się ostrzał z moździerzy.
    - Przy nas strzelają!! - Ostrzegł Edward.
    - Wynosimy się! Pod bunkry! - Po tym rozkazie pobiegliśmy dalej.
    Kaemy zaczęły ostrzeliwać brzeg, uwziął się na nas jakiś Szkop.
    - Za te graty! - Zawołałem i wskazałem zniszczony czołg.
    Schowaliśmy się za rozerwanym Shermanem numer 243. Otworzyliśmy ogień, karabiny już mogły skutecznie razić Niemców.
    - Rozwalić ten kaem, co się na nas uwziął!!
    Aaron kucnął i wyczołgał się za wrak. Otworzył ogień w stronę bunkra. Wszędzie był kurz, całe szczęście moździerze strzelały z dala od nas.
    - Aaron! Lufa się na ciebie obraca!! Wiej!! - Ostrzegał Ronald.
    Aaron szybko rzucił nam karabin i sam wskoczył za wrak. Chwilę potem w miejsce, w którym był wbiły się setki kul. Ja wiedząc, ze ostrzał jest skupiony w innym miejscu, dałem rozkaz Edwardowi, który był po prawej stronie wraku.
    - Weź go zdejmij!! Bo nas ten kaem tu rozwali!!
    Edward bez słowa wstał i położył lufę na wraku. Potem się wcelował i strzelił. Niemiec dostał w głowę.
    - Brawo stary!! - Powiedział Aaron.
    - Teraz do kolejnej osłony! - Zawołałem i pobiegliśmy.
    W biegu zobaczyliśmy inny oddział. Moździerz trafił ich sierżanta. rozerwało go na drobne strzępy, reszta dostała odłamkami. Potem dobiły ich kaemy.
    - Uważajcie na ostrzał!!
    - Do..... - Nie dokończył idący dalej Ronald i stanął na minę.
    Okropny wybuch wstrząsnął okolicą, oddział biegnący za nami padł na ziemię. Ciało Ronalda wzbiło się wysoko w górę i odpadły mu nogi. Gdy upadł jęknął i skonał, zalała go krew.
    - ROLAND!!! NIEEEE!!!! - Krzyczał Aaron. podbiegł do ciała i złapał go za głowę, próbując ocucić.
    - Aaron wracaj!! On nie żyje! - Wołałem, choć sam byłem wstrząśnięty. Aaron cały czas w swojej głupocie, próbował ocucić martwego Rolanda. Popłakał się.
    Opadła na nas krwawa mżawka, wraz z Edwardem odciągnęliśmy Aarona za osłonę.
    - Młody! On nie żyje!! - Edward krzyczał Aaronowi prosto w twarz. Aaron płakał.
    Próbowałem osłaniać oddziały, wchodzące na górę. Przez stratę Ronalda i przez rozpłakanego Aarona, nie mogliśmy iść dalej.
    - Ku*wa uspokój się Aaron!! - Darł się Edward. - Patrz! Już wjeżdżają czołgi! A my zostaniemy z tyłu!!
    - Ale mój brat! On żyje.... - Łkając jęczał Aaron.
    - On nie żyje!! to zrobili Szkopy!!! Te świnie zabiły ci brata!! Rozumiesz?!?! Masz iść z nami!! Bez ciebie nie damy rady!
    Aaron wstał powoli, kule świstały nam nad głowami. Czołgi otworzyły ogień do bunkrów. Aaron był gotów pomścić brata.
    - Dalej chodźcie! - Pobiegliśmy między kolumną czołgów.
    Huk był okropny, można było ogłuchnąć. W biegu strzelaliśmy w stronę okopu.
    - Wskakiwać tam! - Na mój rozkaz wpadliśmy do okopu.
    Z góry rozstrzelałem Niemca, upadł na plecy. Brzuch zalała mu krew. Aaron wbiegł do bunkru i rozstrzelał, znajdujących się w środku żołnierzy.
    - Aaron! Uspokój się!! Nie zgrywaj bohatera!! - Darł się do niego Edward.
    - Niemcy biegną!! Do bunkra! - Schowaliśmy się w środku.
    Niemcy biegli w stronę czołgów z bombą. Jakiś oddział otworzył do nich ogień, słychać było karabiny maszynowe.
    - Teraz! - Wyskoczyliśmy zza wejścia do bunkru. Niemcy zdziwieni, dostali w plecy. Krew tryskała, gdy kogoś trafiał karabin maszynowy Aarona. Jednemu rozpadła się czaszka. Krew zalała ciało, które upadło bezwładnie na ziemię.
    Cały Niemiecki oddział leżał w kałuży krwi, która efektownie zaczęła spływać ze wzgórza.
    - Idziemy dalej! - Pobiegliśmy w stronę domów, które znajdowały się za wzgórzem.

    07.00

    Cały czas napieraliśmy, nagle zza jakiegoś domu wyłonił się Tygrys.
    - Ku*wa! To one takie duże! - Zawołał ze zdziwieniem Edward.
    - Kryć się czekać na czołgi!!
    Inne oddziały idące z nami też się schowały.
    - Hej macie Bazookę?? - Zapytałem innego sierżanta.
    - Tak! Mamy dwie! Z jednej możemy strzelić, ale nikt więcej u nas nie zna obsługi! - Oznajmił sierżant.
    - Ja umiem! - Zarzekał się Edward.
    - To łap! - Prędko przyniósł Edwardowi Bazookę. - Tylko uważaj, bo to łatwe nie jest, tak jak się zdaje.
    - Przecież umiem! - Odparł Edward i pobiegł za dom.
    - Gdzie idziesz Edward?? - Zapytałem go.
    - W dupsko go trafię! - Edward pobiegł dalej.
    Tygrys stał i czekał na nasze Shermany. Podobno to najcięższy czołg na świecie, całe szczęście nas nie widzieli. Edward przebiegł ukradkiem za czołg i wypalił. Rozległ się huk. Zza czołgu poleciały różne odłamki metalu.
    O dziwo czołg dalej działał.
    - Mam go! - Przybiegł Edward. - Patrzcie! Myślą, że dostali od czołgu, obraca wieżę.
    - To jak obróci my go w tył wieży, bo już uszkodzony jest. - Powiedział sierżant.
    - Jasne! Po wieży poszło też mocno. Patrz! Jak z tyłu wypaliło.
    - Dobra wyłaź i wal! - Dał rozkaz sierżant.
    Jeden żołnierz wyłonił się zza muru. Wtedy niespodziewanie pojazd otworzył ogień z przedniego karabinu. Krew naleciała wszystkim do oczu, żołnierz który chciał zniszczyć czołg leżał bez głowy.
    - Ku*wa on ma to i z przodu!! - Sierżant rzucił się na Bazookę i nim czołg obrócił wieżę, trafił prosto w nią.
    Wieża się oderwała i wpadła na jakiś dom, zawisła na wygiętej lufie. Ze środka czołgu buchnęły płomienie. Paląca się załoga wybiegła i krzyczała, skróciliśmy ich cierpienia zabijając ich.
    Wrakiem wstrząsnęły jeszcze, dwa wybuchy amunicji.
    Musieliśmy udać się dalej, oczyścić drogę czołgom, odsunęliśmy ciało poległego żołnierza i prędko go pochowaliśmy, przy pomocy saperek. Edward zrobił ładny krzyż z dużych gałęzi...........
    « Ostatnia zmiana: Lipca 19, 2010, 12:22:51 wysłana przez Trebron »