Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Ankieta

    Koniec ankiet

    Tak!
    0 (0%)
    Nie!
    0 (0%)

    Głosów w sumie: 0

    Głosowanie skończone: Lipca 16, 2010, 21:05:43

    Autor Wątek: Bitewne przeżycia  (Przeczytany 11326 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Trebron2009

    • 2009
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2166
    • Piwa: 353
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #30 dnia: Lipca 14, 2010, 12:15:11 »
    Ciekawe ale interesuje mnie jedno jak ten mały miał zakrwawiony miecz ojca znaczy to że on go zabił ?

    Chodzi o to, że ojciec się bronił, a on ze strachu schował się w szafie kiedy father zginął, biorąc przy tym jego miecz, z którym czuł się bezpieczniej. Powiem krótko. To była Rhodocka krew.

    DOWN: Postaram się :) Powodzenia w opowiadaniu!
    « Ostatnia zmiana: Lipca 14, 2010, 13:59:05 wysłana przez Trebron »

    Offline MikiBar

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 713
    • Piwa: 1
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #31 dnia: Lipca 14, 2010, 13:51:22 »
    Nie jest źle. Mi się podoba. Fajnie się to czyta, ale mam zastrzeżenia. Nie pisz tak... szybko... staraj się wszystko dokładniej i ciekawiej opisać. Jak np. bohater jedzie z miasta do miasta, to opisuj też to, co się dzieje po drodze. Albo dokładniej opisuj krajobrazy, przedmioty, akcję, bohaterów itp. Tak będzie dużo ciekawiej. Sam właśnie się zabieram za pisanie opowiadania, nie wiem czy będziecie zadowoleni, ale się staram.

    EDIT:
    Dzięki! xD
    « Ostatnia zmiana: Lipca 14, 2010, 14:27:20 wysłana przez MikiBar »

    Offline Trebron2009

    • 2009
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2166
    • Piwa: 353
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #32 dnia: Lipca 14, 2010, 16:31:45 »
    Część I

    Po pokonaniu sił rebelianckich w Jelkali, przyszedł czas aby się wycofać. Zwiadowcy przynosili coraz bardziej niepokojące raporty, oddziały Grunwaldera były coraz bliżej.
    Obmyłem się z krwi, przy studni na dziedzińcu. Miałem strasznie pokaleczone prawe ramię, w wirze walki nawet nie czułem ran, teraz okropnie bolały, niektóre nawet ropiały. Nie było jednak wiele czasu, gdy Harlaus pochował swojego przyjaciela, wyszedł na schody zamkowe i rzekł.
    - Wojownicy! Jak już zapewne wiecie Grunwalder tu zmierza. Aczkolwiek najnowsze raporty zwiadowców donoszą, że wróg jest już blisko, najprawdopodobniej widzą miasto. Dziewięć setek żołnierzy chce nas okrążyć!! Teraz nie walczymy o te pie*dolone królestwo! Teraz walczymy o nasze życie lenie!! Żebyście mogli jeszcze się lenić i puszczać bąki w łożach, musimy się stąd wyrwać!! Dupy w troki i szykować się! Prędko!
    Wszyscy byli wystraszeni, nasza liczba przed atakiem, nie przekraczała pięćdziesięciu żołnierzy. Podczas szturmu padło też kilku. Zacząłem myśleć o rodzinie, nie widziałem ich od dwóch lat, matka mogła nie żyć. Musiałęm przeżyć, żeby ich jeszcze odwiedzić i przynajmniej się pożegnać. Założyłem zbroję, znalazłem stary hełm garnczkowy, przywdziałem go i wyjechałem na rynek miasta. Oddział powoli się zbierał, większość z nas byłą ranna i wyczerpana, jednak gotowa do walki. Przyjechał lord.
    - Jesteśmy wszyscy?? Chyba tak. Za mną!!
    Powoli podjechaliśmy do bramy, żeby nie męczyć koni. Wszyscy byli cicho. Dojechaliśmy do bramy. Zatkało nas....
    - Boże! Nie miej nas w opiece, bo twa opieka sprowadzi nas do nieba, a ginąć jeszcze nie chcemy....
    Rzekł ironicznie Harlaus. Za bramą rozciągały się setki rzędów Rhodockich rebeliantów, okrążyli miasto.
    - Skąd oni tylu wzięli??
    Zapytał się jakiś żołnierz.
    - Pewnie wzięli wszystkich Rhodoków z tej ziemi.
    Ktoś odrzekł

    Część II.

    Harlaus po chwili namysłu rzekł.
    - Za mną, widzę miejsce gdzie się przebić można!!!
    Zerwaliśmy konie z miejsca i pognaliśmy za lordem, który niczego się nie bał, jechał na samym czele. Byliśmy jeszcze daleko, ale już dostaliśmy rozkazy co do formacji. Jak dla mnie, na drugą bitwę w życiu, ta była o wiele za duża.
    - Formować klin!! Na trzydzieści metrów gruby ich rząd, będzie walka!!!
    Wykrzyknął Harlaus. Znajdowałem się na lewym skrzydle w klinie, w czwartym rzędzie.
    - Bełty! Tarcze w górę!!
    Dał ostrzeżenie Karvan. Wszyscy równocześnie osłonili się tarczami, jednak chyba każdy martwił się o konie, bo to one były głównym celem ostrzału. każdy kto wypadł z formacji tracił szanse na przebicie się. Bełty zaczęły gruchotać tarcze, jeden przebił się przez drewno i ranił mi rękę. Harlaus dostał w hełm, powstało swoiste wgłębienie. Bełt się odbił i spadł na jego siodło.
    - Osobiście wbiję ci go w dupsko, Grunwalderze!!! Nastawić lance!! Już blisko!
    Na rozkaz lorda nastawiliśmy je. Jakieś 100 metrów przed uderzeniem, szyk Rhodocki załamał się. Wieśniacy i plemieńcy przerazili się, widząc szaleńczą szarżę ciężkiej konnicy. Karvan dla większego ich przerażenia zadął w róg.
    Wszyscy zaczęli Rhodocy wrzeszczeć. Lancami nadzialiśmy pierwszy, łamiący się rząd. Kilka koni się wywróciło efektownym saltem, spadając przygniotły Rhodoków.

    Częśc III

    Walczyliśmy jak szaleni. Plemieńcy próbowali ściągać nas z koni, jednak w pełnym rynsztunku byliśmy zbyt ciężcy do ruszenia. Kusznicy z tylnych szeregów umilkli. Rozbiegli się w strachu.
    - Od tyłu grzeją! Chcą nas zmiażdżyć!!
    Padło ostrzeżenie. Ciąłem kogoś mieczem, ciężko przeszedł na wylot. Gdy ciało się przewracało, wyciągało mi miecz z ręki. Kopnąłem truchło, upadło a miecz wyszedł. Boleśnie kaleczyli mi nogi, koń był opancerzony ale ledwo dyszał. Włócznie łamały się na jego klacie. Byłem bardzo wdzięczny temu zwierzęciu. Obciąłem komuś dłoń, zajęczał i rzucił mi w twarz tarczą. Dzięki bogu założyłem wcześniej ten stary zakryty hełm, gdyby nie to, miałbym twarz w kawałkach. Ale i tak to mną zatrzęsło, koń przechylił się na bok, ja podparłem się nogą cały czas zostając na siodle. Zwierze stratowało pięciu plemieńców.
    - Dalej przeć!!!
    Krzyczał lord. Zostało kilka metrów, przeciąłem komuś głowę, kawałek czaszki trysnął mi w prawe oko, oślepiając je na chwilę. Popędziłem konia. Spojrzałem w lewo, Karvan ciął na prawo i lewo, nagle wyskoczył Rhodok, nabił jego konia, Karvan spadł. Chciałem zakręcić tam. Ale usłyszałem Harlausa.
    - Jedź!! Jedź!! Niewielu już nas!! Musimy przeżyć!!!
    Karwan upadając, nadział się na czyjeś widły, przekręciło go i spadł na ziemię. Reszta wszystko dokończyła, zobaczyłem zakrwawione maczugi, musiałem jechać dalej.
    Wybiliśmy się ja, Harlaus i siedmiu konnych. Szybko pędziliśmy za wzgórze, kusznicy zaczęli strzelać. Założyliśmy tarcze na plecy, ktoś dostał, przejechał drętwo kilkanaście metrów i spadł z konia. Gnaliśmy czym prędzej, ci co spadli z koni, próbowali podtrzymać jeszcze walkę, żebyśmy uciekli. Udało się nam, wjechać za wzgórze nim kusznicy przeładowali. Zobaczyłem bełty wbijające się w drzewo, przy którym kilka chwil wcześniej przejechałem. Udało się nam uciec, rebelianci nie wysłali pogoni, przejęli Jelkalę. Kilku uciekinierów ich nie martwiło. Udaliśmy się w stronę zamku Hurlad*.......

    *Zamek Hurald -To zamek Grunwalder, po przejęciu przez Rhodoków nazwali go imieniem swojego bohatera rebelianta.
    « Ostatnia zmiana: Lipca 14, 2010, 18:12:05 wysłana przez Trebron »

    Offline MikiBar

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 713
    • Piwa: 1
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #33 dnia: Lipca 14, 2010, 16:38:18 »
    Nie ma co - twoją specjalnością jest walka. Świetne, dokładne opisy. Tak trzymać!

    Offline Trebron2009

    • 2009
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2166
    • Piwa: 353
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #34 dnia: Lipca 15, 2010, 10:13:40 »
    Część I

    Powoli podróżowaliśmy w stronę zamku. Wszyscy byli wyczerpani, rozbiliśmy obóz w połowie drogi.
    - Tylu nas zostało z całej armii. Psy! Dzierżę ten bełt, wsadzę ci go w dupsko Grunwalderze, a potem zetnę moim mieczem.
    Harlaus powtarzał w gniewie, rozpalając ognisko. Potem zapytał.
    - Kto pójdzie po zwierza?? Zjeść coś porządnie trzeba! No kto?? Żwawo!
    - Ano ja się udam! Dajże kuszę i mogę ustrzelić zwierza każdego.
    Zgłosiłem się.
    - Łap ten grat. Mi już to niepotrzebne.
    Rzucił mi starą kuszę, którą kiedyś bawił małego Devilana.
    - Ale panie! To onucy nie przebije!
    - No to dwa razy strzel!
    Nie odzywałem się już. Wziąłem dziesięć bełtów i poszedłem do lasu. Krążyłem po lesie dwie godziny, nie było ani śladu żadnego zwierza. Udając się w głąb lasu ujrzałem pochodnię, a w jej świetle chatę. Zgasiłem swoją, podkradłem się. Wpełzłem w mały krzak, z którego obserwowałem postaci chodzące wokół chaty. Usłyszałem ich rozmowę.
    - Zarkan! Kiedy ruszamy??
    - O brzasku! Prosto pod zamek Hurald, Grunwalder kazał sprawdzić ich garnizon.
    - A masz te przebrania??
    - No jasne! Dwa stroje pielgrzymów i jeden najemnika.
    Weszli do domu i zgasili pochodnie na zewnątrz.

    Część II

    Zrozumiałem, że to Rhodoccy szpiedzy. Szybko pobiegłem do naszego obozu, po chwili byłem już na miejscu.
    - Harlausie! Panie!
    Dyszałem.
    - Gdzież zwierzyna??
    - Rhodoccy szpiedzy! W chacie leśnika, ruszają o świcie pod Hurald!!
    Harlaus zdecydowanie.
    - Wierzę ci. Te świnie są do takiego czegoś zdolne. Fraincis chodź ze mną, ty Ryisie także! Reszta pilnuje obozu.
    - Pozwól, że pokażę drogę!
    Poprowadziłem Harlausa i Fraincisa do chaty.
    - To tutaj! Dwóch było na zewnątrz, nie wiem ilu w środku.
    - Czekajcie mam plan! Daj kuszę Ryis! Tam jest tylne wejście, ja strzelam wy tłuczecie. Masz mój miecz!
    Oddałem kuszę i wziąłem za nią miecz. Podeszliśmy z Fraincisem do drzwi frontowych. Harlaus stojąc z tyłu krzyknął.
    - TERAZ! Włazić!
    Rozbiliśmy słabe, spróchniałe drzwi i wpadliśmy do chaty.

    Część III

    - Pięciu!
    Krzyknął Harlaus, wbiegając do chaty po nas. Przymierzył i strzelił szpiegowi w szyję.
    - AGGHHHHHH!!!!
    Jęknął, krew trysnęła mu z ust i osunął się z łóżka. Przebiłem jednego z nich, pościel zabarwiła się na czerwono, on próbował się jeszcze ruszyć, ale był przybity mieczem do łóżka. Wyjąłem miecz, ciężko wyszedł. Fraincis złapał jednego, rzucił nim w ścianę. Podszedł go dobić, szpieg jednak wyjął sztylet. Fraincis po pięknym uniku przybił przeciwnikowi mieczem łapę do ściany, krew trysnęła mu w oczy. Uderzył na ślepo w brzuch szpiega. Ten chciał jeszcze oddać sztyletem, jednak resztki zmasakrowanej mieczem dłoni mu odpadły, palce potoczyły się pod stopy Fraincisa, ten zostawił bezbronnego wroga konającego i nawiązał następną walkę.
    Ja walczyłem z szefem szpiegów. Gdy chciałem zadać cios osunął mi się na ramiona. Spojrzałem na jego zakrwawione plecy, był tam bełt, a Harlaus się głupio uśmiechał.
    Przeciwnik wyrwał się Fraincisowi i ruszył na Harlausa. On po uniku, uderzył go kuszą w głowę. Szpieg upadł, Harlaus przygniótł go nogą i zastrzelił z kuszy.
    - Chyba wszyscy. Tak pięciu!
    - No wszyscy! Dobrze walczyliśmy.
    Odparłem lordowi.
    - Wszyscy? Fraincis jeden, Ryis jeden a Harlaus trzech. Ha! O patrzcie! Tamten od Fraincisa jeszcze jęczy!
    Harlaus strzelił mu w gardło.
    - Teraz Fraincis zero, Ryis jeden a Harlaus czterech! Ha! Ha! Ha!
    Zignorowaliśmy dziwny nastrój Harlausa. Pewnie to od zmęczenia. Zaczęliśmy szukać wskazówek.
    - Panie! Mam tu pismo! Leżało w ich kufrze!
    Zawołał Fraincis, wyciągając z ich kufra jakieś instrukcje.
    - Czytaj więc!
    Odparł Harlaus.
    - Ja nie umiem.
    - Daj to!
    Rzekł z kwaśną miną, klepiąc Fraincisa po głowie.
    - "Drogi Jarkmirze! Oto rozkazy od samego Grunwaldera! Weź je sobie do serca, macie pełną swobodę działania, bylebyście je tylko wykonali.
    1. Odnaleźć słabe punkty w obronie zamku Hurald.
    2. Zinfiltrować garnizon tejże twierdzy.
    3. Wywołać pożar w drewnianej sekcji zamku.
    4. Wzniecić panikę wśród załogi zamku Hurald.
    5. Znaleźć sposób, na wyciągnięcie z miasta i pokonanie konnicy stacjonującej w Praven.
    6. Po wykonaniu zadań, odebrać rozkazy w Jelkali dotyczące szturmu na Praven."
    - Mamy problem!
    Mruknął Fraincis. Harlaus milczał i miął te pismo w ręce. Wiedział, że będzie musiał walczyć w szczerym polu przed zamkiem, żeby nie dopuścić do oblężenia, którego byśmy nie wygrali. Już świtało, wróciliśmy i zwinęliśmy obóz.
    Harlaus kazał nam jechać do zamku, a sam udał się na wieś w poszukiwaniu rekrutów. Szczerze się bałem. Wiedziałem, że znów będzie nas mniej. Trzeba było sprowadzić posiłki z całego królestwa. Jeśli przegramy, całe królestwo może upaść pod rebelią Grunwaldera.

    Offline pawelcio

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 50
    • Piwa: 0
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #35 dnia: Lipca 15, 2010, 11:00:16 »
    Bardzo fajne opowiadanie, strasznie wciągające, czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy. Oby tak dalej. Masz talent.

    Offline Siekacz

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 24
    • Piwa: 0
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #36 dnia: Lipca 15, 2010, 11:07:56 »
    Bardzo mi się podoba,dokładnie opisana walka,kiedy następne części?

    Offline Trebron2009

    • 2009
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2166
    • Piwa: 353
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #37 dnia: Lipca 15, 2010, 11:13:49 »
    Może dzisiaj po południu. Jutro prawie na pewno nie, ale w poniedziałek na 100% :) Gdyby ktoś mi pomagał z interpunkcją, to pisałbym znacznie szybciej.  Muszę po napisaniu błędy poprawiać, a i tak sporo zostaje.

    Offline Archimonde

    • Lord Płonącego Legionu
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1050
    • Piwa: -2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Nadchodzi zima...
      • Mój Deviant
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #38 dnia: Lipca 15, 2010, 11:17:06 »
    Bardzo fajne opowiadanie. W tej części nie widziałem błędów, a wszystko było fajnie opisane :)
    "-Czy mogę ci ofiarować mą miłość? -Zwątpienie, zdrada, gorycz oraz ból pamięci bezpowrotnie minionych szczęśliwych chwil zbyt silnie wpisane są w słowo 'miłość', by człek roztropny zechciał jej zawierzyć...”
    "– Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach."
    Jacek Piekara

    Offline Trebron2009

    • 2009
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2166
    • Piwa: 353
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #39 dnia: Lipca 15, 2010, 17:15:37 »
    Część I

    Jechaliśmy do zamku. Już ze dwie godziny temu, Harlaus zniknął z horyzontu. Zamek już jawił się w promieniach słońca. Daliśmy znak, że jesteśmy Swadiańskimi żołnierzami, wpuszczono nas. Za bramą powiedziałem sierżantowi.
    - Musimy rozmawiać z dowódcą! Straciliśmy Jelkalę i zabili lorda Devilana, jego syn pojechał z posłańcem do Yalen! Wielka armia rebeliantów Rhodockich zmierza tu!
    - Jelkala?? Stracona?? Ale.... muszę być powściągliwy. W zamku jest król, on teraz nami dowodzi. Idź do niego.
    Więc udałem się do króla Rolanda wraz z Fraincisem.
    - Witamy wasza wysokość! Przybywamy z wiadomościami z Jelkali.
    - Och tak! Spodziewałem się posłańców, ale żołnierzy nie. Cóż się stało? Widzę żeście nieźle poturbowani.
    - My jesteśmy niedobitkami z armii Harlausa.....
    Król zerwał się z tronu. Korona przekrzywiła się na prawą stronę.
    - Przegraliście bitwę??? On żyje???
    - Rebelianci przejęli Jelkalę i zabili lorda Devilana. My odzyskaliśmy miasto i uratowaliśmy jego syna, zabrano go do Yalen. Po pięciu godzinach przybyli Rhodocy i oddział Grunwaldera, ich przywódcy. Ledwie wyrwaliśmy się z okrążenia. Ostałem się ja, lord Harlaus i sześciu kawalerzystów. Nasz pan pojechał rekrutować żołnierzy na wieś, bo nadciąga tu wielka armia. Chcą zdobyć ten zamek. Po tym nic ich nie powstrzyma przed zajęciem Praven i budowy zamku Reindi. Proszę przeczytaj to wasza wysokość.
    Dałem królowi to co zostało, z rozkazów pomiętych przez lorda.
    - A któż to tak pogwałcił?
    - Sam lord Harlaus. W gniewie.
    - Hmmmm... rzeczywiście! Nie wygląda to ciekawie. Udajcie się na zasłużony odpoczynek, bardzo się zasłużyliście królestwu. Jeśli atak rzeczywiście ma nastąpić tak szybko, musicie mieć siły do walki. Ja tym czasem wyślę zwiadowców, aby zapoznali się z sytuacją.
    Udaliśmy się do koszar. Położyliśmy się spać, ja wstałem dopiero rankiem następnego dnia.

    Część II

    Wstałem o świcie. Dowiedziałem się, że zwiadowcy już powrócili i zdali meldunek. Poszedłem do sierżanta.
    - Panie sierżancie! Co z sytuacją? Kiedy przybędzie wróg?
    On z niepokojem powiedział.
    - Dziś o południu będą. Ponoć mają wieżę oblężniczą i wielu strzelców. Szacują ich na tysiąc dwustu wojów. Pozostaje nam tylko czekać.
    Zdziwiłem się, że tak szybko dotrą. Postanowiłem poczekać na Harlausa, aż przedstawi królowi plan szarży przed polem zamkowym. O dziwo po gorzinie przybył. Bramy się otworzyły, pobiegliśmy sprawdzić co się stało. Był obity i miał rozprutą zbroję. Przysiadł pod murem w cieniu i nas zobaczył.
    - Moi towarzysze! Jak zapewne widzicie, nie zabrałem ani rekruta.
    - A cóż się stało, panie?
    Zapytał Fraincis.
    - Ano wieśniacy mnie obili. Przeklęte bękarty! Ach! Szlag by ich! Nikt nie chciał iść, zagroziłem tylko, ze obetnę łeb temu ich wrednemu sołtysowi, co kazał mi iść. Mi lordowi! Hańba! Oni się na mnie rzucili. Zamknęli mnie potem w stodole. Powiedzieli, że nazajutrz nabiją mnie na pal. Psy! W stodole była dziura, poszerzyłem ją i uciekłem. Ach! Ku*wa! Idę do króla, podobno tu jest.
    Wszyscy lekko się zaśmialiśmy. Zaufany lord króla, pobity przez kilku chłopów. Jednak na prawdę mógł zginąć, gdyby go nabili na pal, wójt to poważana osoba we wsi, wieśniacy go obronią, a on mu zagroził. Przestaliśmy się śmiać, pewnie poniosły go emocje. Widać, że jeszcze nie ochłonął po Jelkali.

    Część III

    Harlaus wrócił do nas po dwóch godzinach.
    - Możemy jeszcze wygrać! Albo wybić drogę do odwrotu. Mamy przeprowadzić szarżę. Za niedługo tu będą! Szykować się! Drzewiej!!
    Zaczęliśmy się szykować. Przywdziałem nową zbroję, tym razem z królewskim herbem. Poszedłem do stajni, założyłem kolczugę na konia. Byłem już gotowy, tak jak i większość wojska w zamku. Nikt o nic nie pytał. Raz kozie śmierć. Król wyjechał na dziedziniec w asyście najlepszych rycerzy. Przemówił do nas.
    - Żołnierze! Rycerze! Blisko już jest wróg! Wieść o rebelii zaskoczyła nas, ale jesteśmy gotowi. Ważne, ze dali nam czas na założenie zbroi i zabranie broni. Ich wódz zwie się Grunwalder, kto skróci go o głowę, dostanie dzban złota!! Uznałem przed chwilą, wraz z moją radą, że musimy się stąd wycofać! Konnica pod wodzą lorda Harlausa, ma zrobić wyłom w szeregu wroga. Piechota pod moim dowództwem, uderzy na lewą flankę i wszyscy wycofamy się do Praven. Moglibyśmy to zrobić już teraz, jednak chcemy zniszczyć ich morale! Zadać cios! I być może zabić im przywódcę!! Proszę postarajcie się żołnierze! Poczekamy na nich! Ustawić się przed bramą!!!
    Po podnoszącej na duchu przemowie króla, ustawiliśmy się w szeregu. Tuż przed bramą. Były nas ze cztery setki. Wszyscy w jednym szeregu, długi był jak szlag.
    Czekaliśmy sporo czasu. Z nudy i żeby zapomnieć na chwilę o bitwie, bawiłem się z Fraincisem w balansowanie mieczem, postawionym pionowo na dłoni.
    - Wygrałem! Hahaha!
    Zakrzyknął Fraincis. Ja odparłem.
    - Popatrz w dal!
    - Czekaj zdejmę ten głupi hełm bo przeszkadz........ ja pie*dole!
    Długi chyba na dwie mile, szyk Rhodocki wyłonił się zza wzgórz. Wszyscy konni zamilkli. Na gest ręki Harlausa, schowaliśmy miecze i wzięliśmy lance. Harlaus gładził w ręce Rhodocki bełt, który obiecał wsadzić Grunwalderowi w miejsce, o którym szlachcicowi mówić nie wypada.

    Część IV

    - Za mną!
    Krzyknął król, wyjeżdżając na przód, wraz ze swoją strażą. Zatrzymał nas, na sześćset metrów od Rhodockich włóczni.
    - Zaraz się zacznie! Bądźcie w gotowości! Konnica jedźe za mną! Pamiętać!
    Przestrzegł Harlaus. Pawęże Rhodockie się rozstąpiły, wyszli kusznicy.
    - Jechać za mną! Nie pytać się co robimy!
    Ruszyliśmy powoli, wzdłuż formacji Rhodockiej. Grunwalder to dostrzegł, zabrał swoich ludzi i szedł na równi z nami. Król wiedział co chce zrobić Harlaus, wydał więc rozkaz.
    - Do boju piechota! Za mną!
    Piechota rzuciła się za nim do ataku. Zaatakowali w lewe skrzydło Rhodockiej armii. Uderzyli w mur pawęży. Silni Rhodocy jednak ich nie puszczali, szybko unieśli tarcze. napierający się przewrócili i zostali przebici włóczniami.
    nasza piechota znów natarła, wskoczyli na pawęże i górą zabili ich właścicieli, mur runął. Wszyscy się rozproszyli i zaczęli walczyć na miecze.
    My tym czasem dalej szliśmy w bok. Grunwalder prostopadle z nami. Harlaus dojrzał wyłom, który Grunwalder wywołał swoim marszem za nami.
    - Walić w ten cholerny wyłom!! Nauczymy ich prawdziwej walki!!
    Obróciliśmy konie i zaszarżowaliśmy prosto w dziurę szyku Grunwaldera. Grunwalder zdezorientowany próbował wracać, jednak piechota nigdy nie prześcignie konnicy.
    - Lance w dół!!
    Padł ostatni rozkaz Harlausa. W ostatnich chwilach przed uderzeniem, Rhodoccy pawężnicy zorientowali się co się dzieje. Zdążyli zobaczyć tylko błysk grotów lanc w słońcu, nim zostali na nie nabici.
    Krwista fala nas obmyła, niektórych też oślepiła, kilkanaście koni wywinęło salta, i wleciało głęboko w Rhodocki oddział, zgniatając wszystkich po kolei.
    Zaczęliśmy dźgać na oślep. Dźgnąłem kogoś, jego poderwało i wyrwało mi lancę z rąk. Nabitego nieszczęśnika odrzuciło na kompanów, których zaraz stratowaliśmy. Pod końmi było czuć masę zgniatanych ciał. Musiałem bić mieczem. Uderzyłem kogoś koniem, jego obróciło przy tym tyłem i zupełnie niespodziewanie, na mój miecz nabił się Rhodok. Przeciągnęło go kilka metrów zanim miecz wyszedł. Z wierzchu jego brzucha wystawało moje ostrze, więc lecące ciało raniło wszystkich na których wpadało.
    Harlaus sam parł w stronę Grunwaldera. Za jego koniem rozciągała się, krwawa rzeka ciał. W końcu dotarł do znienawidzonego wroga. Zadał mu z siodła cios. Grunwalder złapał lancę i prawie wysadził lorda z siodła. Harlaus odrzucił lancę, Grunwalderem zachwiało. Lord wyciągnął puginał i błyskawicznym ciosem, wbił się Rhodockiemu wodzowi w podbródek. Odrzuciło go, upadł na plecy, Harlaus dobił go długim mieczem. Potem straciłem go z oczu.
    Ja i paru rycerzy, prawie się przebiliśmy. Wyskoczył na mnie pewien pawężnik. Uderzał spisą, wziąłem jego cios na miecz i przekręciłem. Ręce mu się wygięły, a jego samego obróciło. Cofnąłem miecz i przymierzyłem mu w bark. Krew wleciała koniu w oczy, spłoszył się. Nachyliłem miecz do poziomu kolana, co chwila ocierał się o Rhodoków. Spłoszony koń wszedł w cwał, tratował Rhodoków, zobaczyłem gotowego na mnie żołnierza z nastawioną włócznią, chciał nadziać konia. Jakimś cudem go wykręciłem, przechyliłem miecz, który trafił prosto w gardło włócznika. Przeszedł do połowy i się ześlizgnął po kości. Krew zalała mu klatkę piersiową i się przewrócił.
    Koń się uspokoił, daliśmy radę się wybić. Rhodocy byli zdezorientowani, nie wiedzieli do końca jak znaleźliśmy się za nimi. Król nalej walczył razem z piechotą. Harlaus nagle wypadł z formacji wroga, na zakrwawionym koniu z pękniętą tarczą i wygiętym puginałem w ręce.
    - Za mną! Trzeba pomóc królowi!!!
    Prędko pojechaliśmy za nim, Rhococy z prawego skrzydła nas ścigali.
    - Uderzamy w lewe skrzydło, łamiemy je i uciekamy!!

    Część V

    Pod ukosem szarżowaliśmy na tył oddziału, walczącego z królem. Uderzenie także nastąpiło pod ukosem. Prawie wyrwało mnie z siodła, koń wierzgał. Harlaus poderwał swojego wierzchowca do góry i wylądował na włóczni Rhodockiej. Przeraziłem się.
    - Harlausie!!
    Rozpaczliwie krzyczałem. Zobaczyłem, że się podniósł. Przebijałem się do niego. Panował straszliwy ścisk. Krew spływała mi z brwi, widocznie ktoś mnie drasnął. Harlausa powalili wieśniacy, zaczęli szukać miejsca do przebicia się, przez jego zbroję płytową. Wjechałem w nich, z resztą i lorda trochę stratowałem. Uderzyłem jednego z wieśniaków Rhodockich. Miecz przeszedł mu po głowie. Upadł i wił się z bólu. Drugiego przebiłem, próbował w rozpaczy dziobnąć mnie widłami. Uderzyłem go w głowę tarczą, gładko wyszedł z miecza.
    - Panie wsiadaj!!!
    Krzyknąłem do Harlausa i ustawiłem konia, żeby mógł wejść. Wciągnął się i zobaczył, że oddziału króla już niema.
    - Nieeeee!!!!!................
    Załamał mu się głos. Krzyknąłem byśmy już uciekali, według planu.
    - Uciekać!! Król nie żyje!!!!
    Wszyscy wybiliśmy się z Rhodockich formacji. Kusznicy którzy wcześniej nie zdążyli strzelić, wydali całe salwy.
    - Uciekać!!!!!!!!!!! Żwawiej!!!!
    Krzyczał Fraincis. Wjechał za mnie i osłaniał tarczą lorda, przed bełtami. harlaus powoli osuwał się z siodła. Odrzuciłem tarczę i go przytrzymałem.
    - Konrad! Co robisz???
    Zakrzyknął Fraincis.
    - Ku*wa! Lorda trzymam!! Podjedź bliżej z tą tarczą!!!
    - Już, już!!
    Fraincis jechał tuż przy mnie, kopyta naszych koni prawie się stykały.
    - Kolejna salwa idzie!!!
    Ostrzegł ktoś. Fraincis bardziej schował głowę za tarczą i nachylił się w stronę Harlausa. Poczułem ból.
    - Dostałeś!!! Prosto w ramię!!
    - Wiem Fraincis!! Chyba czuję!! Aghhhh.... osłaniaj!!!!
    - Osłaniam!!
    Bełty wbijały się w tarczę Fraincisa. Koń rycerza przede mną się zachwiał. Przebiegł jeszcze trochę i przewrócił się przez bok, kopyta konia uderzyły w mojego, ten jednak nie upadł.
    - Na brodę mego dziada!! Jak go bełtami poszatkowało!!
    Darł się zdziwiony Fraincis.
    - Kogo?
    - Tego Rycerzyka co przed tobą gnał!!
    - ZAMKNĄĆ MORDY!!!! JA TU LEDWO WISZĘ!!
    Krzyknął nagle Harlaus. Ścisnąłem jego rękę, prawie tarł już prawą stopą po ziemi.
    - Zaraz im zwiejemy!!! Zaraz!!! Jeszcze chwila!!!! Huraaa!!!! Udało się!!!
    Znów darł się Fraincis.
    - Taaaak!! Ha!
    Entuzjastycznie zakrzyknąłem. Zostało nas około setki. Gnaliśmy jeszcze przez jakiś czas, aż upewniliśmy się, że Rhodocy nas nie ścigają. Wszyscy powoli podróżowaliśmy ku Praven. Kilku zbrojnych którzy nie byli ranni, udało się na budowę zamku Reindi, aby przestrzec budowniczych o armii wroga. Ramię coraz bardziej mnie bolało, krew zalała mi całą zbroję. Jechałem półprzytomny na wyczerpanym koniu. Fraincis i Harlaus prowadzili mojego konia, kiedy zemdlałem.......

    EDIT: Żeby już nie zmieniać w tekście. Udało im się uciec za wzgórze, gdyby były jakieś wątpliwości.
    « Ostatnia zmiana: Lipca 15, 2010, 18:39:37 wysłana przez Trebron »

    Offline Gregoriian

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1649
    • Piwa: 20
    • Płeć: Mężczyzna
    • Znany jako Dalekowidz
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #40 dnia: Lipca 15, 2010, 17:51:09 »
    Kolejny fajny kawałek. Spotkałem kilka literówek ale przy tak długim tekście to nieuniknione, ale jedna mnie powaliła na łopatki "Król nalej " xD. 10/10
    (click to show/hide)

    Offline Trebron2009

    • 2009
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2166
    • Piwa: 353
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #41 dnia: Lipca 16, 2010, 12:36:33 »
    Miałem dziś nie pisać, ale zostałem w domu. Więc oto kolejna część.


    Część I

    Droga do Praven była ciężka. W małym lesie, zatrzymaliśmy się u uzdrowiciela Jeremusa. Harlaus wyszedł do niego.
    - Młodzieńcze! Widzę, żeś alchemik albo uzdrowiciel. Ja tu wracam z setką tych dzielnych żołnierzy, ledwie uszliśmy z życiem spod zamku Hurald. Teraz ranni niedługo nas niezdolnymi do marszu uczynią. Opatrz ich rany, albo cię o głowę skrócę!!
    Zaczął słodko, skończył groźnie. szybko wyjął wyszczerbiony puginał. Szarlatan odpowiedział z szerokim uśmiechem.
    - Cny lordzie! Czyżbyś mnie chciał zadrapać tym....... czymś?? To robaka nie zabije.......
    - Ależ natychmiast!!! Pomóż im albo się przekonasz!!
    Szarlatan trochę się przerazi.
    - Dobra! Niech ci będzie. Kilkunastu masz rannych, nimi się zajmę. Och! Idę! Już idę.
    Podszedł trochę krzywym krokiem, do jakiegoś rycerza. Dając mu jakiś kijek powiedział.
    - Wsadź to w mordę!
    Rycerz spojrzał na niego groźnie i postukał palcem, w swój własny sztandar na tarczy. Szarlatan od razu zmienił podejście.
    - Och! Czy jaśnie pan raczy wsadzić to w m...... do ust.
    Rycerz starannie umieścił kijek w ustach. Szarlatan wziął jakieś dziwne liście i przyłożył mu je, do rany na kolanie.
    - Uch!
    Mruknął rycerz przez kijek. Szarlatan zaciągnął na jego kolano kolczugę i powiedział.
    - Trzymaj to panie tak dwa dni, teraz już boleć na będzie. Jak zdejmiesz zostanie tylko blizna.
    Szarlatan opatrzył jeszcze kilku. podszedł do mnie.
    - Och! Ach! Cóż za rana na ramieniu! Zejdźże z konia i się połóż. Ja zaraz wrócę.
    Zszedłem z konia i położyłem się na ziemi. Ściągnąłem naramiennik i czekałem. Szarlatan wrócił z chaty. Niósł nóż, gorący tasak i jakieś zielsko. Harlaus zawołał.
    - Kowal żeś czy uzdrowiciel??
    - Och! Coś gorącego na ranę musi być! Och! Już idę!
    Przykucnął nade mną i przyłożył bok tasaka do rany.
    - JAUUUU!! AJJJJJJ!!!!
    Zacząłem wrzeszczeć z bólu. Nim skończyłem, rana już była zawiązana a pod bandażem było ziele. Skończyło boleć.
    - Och! Już! trzymaj to przez tydzień i wsio przejdzie! Och! Już wszyscy!
    Dał instrukcję. Harlaus powiedział żeby się zbierać.
    - No szarlatanie! Wcale nie taki głupi żeś jest! Łap ten mieszek.
    Szarlatan stał jeszcze chwilę i nam machał. Trochę dziwny był, ale uleczył nas i to najważniejsze.

    Część II

    Podróż do Praven była jeszcze długa. Ale obeszła się bez problemów. Bandyci po prostu uciekali przed oddziałem kawalerii, my nie zawracaliśmy sobie nimi głowy.
    W końcu ukazało nam się Praven. Wkroczyliśmy do środka, ludzie patrzyli na nas ze zdziwieniem. Zastanawiali się jak setka wyczerpanych żołnierzy, może pozostać z wielkiej armii. Już wiedziano o porażce pod Hurald.
    Harlaus do nich przemówił.
    - Ludu Praven!! Ja oddany wasal królestwa Swadii mam za świadków tych dzielnych żołnierzy. Chcę wam oświadczyć, że straciliśmy dzielnego króla! Król Roland poległ pod zamkiem Hurald! Na Praven zmierza armia Rhodocka!
    Jako jedyny dowódca w tym miejscu, przejmuję kontrolę nad miastem! Wszystkich mężczyzn wzywam do obrony! Zostajecie miejską milicją, odbierzecie w koszarach uzbrojenie! Komu nie starczy niech bierze noże, siekiery i cokolwiek z domu. Kto się nie stawi, zostanie sprowadzony siłą! Ich przywódca zginął z mojej ręki!! Są tylko bezwładną masą! Pokonamy ich!
    Po przemowie udał się do kwater lorda. Ludzie zareagowali. Mężczyźni stawili się jako milicja miejska. Wiedziano, ze Rhodocy nie cierpią Swadian, jeśli przejmą miasto, najprawdopodobniej je spalą.
    Zostałem wezwany do zamku wraz z Fraincisem. Gdy już byliśmy w zamku, zjawił się Harlaus.
    - Moi żołnierze!! Uratowaliście mi życie pod Hurald. Nie wypada was nie nagrodzić. Chodźcie za mną.
    Poszliśmy za lordem do wielkiej sali. Czekali tam rycerze, ustawieni w półokręgu. Harlaus oznajmił.
    - Za ogromne zasługi dla królestwa i uratowanie mnie przed Rhodokami, zostaniecie pasowani na rycerzy! Będzie to dość pośpieszne, aczkolwiek chciałem to uczynić przed oblężeniem miasta. Fraincis pierwszy!
    Fraincis osłupiały uklęknął przed lordem. Ten wyciągnął miecz i pasował go. Po złożeniu krótkiej przysięgi wstał i usunął się na bok.
    - Teraz Konrad!
    Uklęknąłem. Zostałem pasowany, także przysiągłem, że oddam życie za królestwo i jego ideały. Wiedziałem już, że wypełniłem prośbę ojca, jednakże nie było czasu aby go odwiedzić. Od razu dostaliśmy rozkazy.
    - Macie sformować dwa oddziały z milicji która zgłasza się w koszarach. Będziecie dowodzić tymi ludźmi podczas oblężenia!
    Po otrzymaniu nowego uzbrojenia i tarcz mieliśmy chwilę namysłu. Rzekłem do Fraincisa.
    - Chyba jesteśmy najmłodszymi rycerzami w królestwie. Ha!
    - Ano racja! Będziemy toczyć wielkie boje. Może i większe od bitwy z Grunwalderem.
    Ścisnęliśmy swoje ręce, zapytałem jeszcze szybko.
    - A jakże brzmi twe pełne imię rodowe??
    - Fraincis Edmund Grainwad. A twoje?
    - Konrad Maria Ryis. Może po bitwie się jeszcze spotkamy. Powodzenia!
    - Żegnaj!

    Częśc III

    Rozstaliśmy się i udaliśmy w swoje strony. Ja do koszar południowych, on do zachodnich. Na mieście trwała krzątanina. Widocznie zabrakło broni w koszarach i szukano jej już wszędzie.
    Wkroczyłem do koszar.
    - Przybywam sformować oddział!. Ilu tu jest?
    Powiedziałem do sierżanta.
    - Jakichś czterdziestu. Po połowie milicjanci i kusznicy. Bierzesz ich rycerzu?
    - Król kazał więc biorę. każ im stawić się na północnej wieży, za godzinę.
    - Tak jest!
    Sierżant udał się do żołnierzy. ja poszedłem chwilę odpocząć przed dotarciem Rhodoków. Spodziewano się ich już wieczorem, tak raportowali zwiadowcy.
    Byłem w jakiejś starej chacie, zmęczenie mnie wzięło i zasnąłem w pierwszej, lepszej i opuszczonej.........

    Część IV

    ....obudził mnie głośny odgłos rogu. Wypadłem z chaty, był już wieczór, a ja zaspałem. Przebiegał jakiś żołnierz, zapytałem go.
    - Co się dzieje??
    - Rhodocy!! Przybyli przez lasy! Niespodziewanie! Na mury!
    Szybko udałem się na północną wieżę. Czekał tam już oddział. Z lasu wyłaniały się setki wrogów.
    - Panie co zrobimy?? Zginiemy!
    Zaczął wrzeszczeć jeden żołnierz.
    - Nie zginiemy jak wygramy!
    Zauważyłem dwa wielkie lecące ognie.
    - Uwaga!!!
    Nad naszymi głowami przeleciały oblane smołą, płonące kamienie. Uderzyły w jakieś chaty.
    - Zaczyna się!! Wszyscy do broni! Powiadomić lorda!
    Krzyczał sierżant.
    - Za mną! Na bramę!
    Zawołałem żołnierzy, stamtąd można było prowadzić ostrzał. Rhodoccy kusznicy zaczęli strzelać. Bełty co chwila uderzały o blanki.
    - Tarcze! Bronić się!
    Oddział biegł za mną.
    - Nieeeee!! Ach!!! Bo......
    Krzyknął ktoś z tyłu. Zobaczyłem jak spada z muru, na dach stajni. Krew zaczęła z niego spływać. Spłoszone konie wybiegły na miasto, dało się słyszeć kobiece krzyki.
    Wtem coś mnie ogłuszyło. Przed nami wyleciały w górę kamienie. Spojrzałem w dół, głaz z katapulty trafił w mur. Wśród kamieni leżały zgniecione kończyny. Słuch powrócił po chwili.
    - Mur zniszczony! Nie przejdziemy! Ostrzelać ich!!
    Dałem rozkaz. Moi kusznicy byli najwyraźniej doświadczeni, bez lęku wystawili kusze zza blanek i zaczęli ostrzał.
    - Drabiny idą! Walić i nich!!
    Jeden z niosących drabiny dostał. Upadł na plecy a drabina się zachwiała. Upadając przygniotła kilku wrogów. Krew trysnęła jak z wyciskarki. na murze panował coraz większy ścisk. Jeden z milicjantów dostał, spadł z muru pociągając za sobą innego.
    - idzie drabina walić!!!
    Cały grad bełtów zasypał jedną drabinę. Jednak wrogowie nie odpuszczali i przyłożyli ją do muru.
    - Ku*wa zwalić to!!
    Jednak nie daliśmy rady. już ktoś po niej wchodził, było za ciężko. Przybył Harlaus.
    - Co się.... Cholera! Bić ich!
    Wybiegł nad drabinę. Stanąłem koło niego, czekaliśmy na wroga.
    - Daj spisę!!
    Harlaus krzyknął do sierżanta, tan mu ją błyskawicznie podał. Nachylił ją i zaczął dziobać wchodzących Rhodoków. Nabił jednego, ten spadając, potoczył za sobą kilkunastu. Pod murem robiła się górka ciał.
    Kusznicy zaczęli strzelać we wroga od boku. Rhodocy wypadali z drabiny jeden po drugim.
    - Ha! Bez dowódcy to już nie takie odważne!
    Krzyczał Harlaus. Wróg szybko uzupełniał straty. Mieli jednak dowódcę, sierżanta Gravetha.
    - Zaraz wskoczą nam na łby!!!
    Wołali żołnierze. Wróg ominął i zablokował spisę Harlausa. Pierwszego wchodzącego ciął mój piechur. Mur ograniczał jednak promień ciosów.
    - Bić! Bez litości!
    Rozkazywał Harlaus.
    Zacząłem uderzać, pierwszych wchodzących. Trafiłem jednego w tarczę, ten kopnął mnie w głowę. Z zaskoczenia podciąłem mu nogi. On spadł, a z mojego miecza ciekła pierwsza krew. Zacząłem dziobać na oślep. Co chwila miecz w coś wchodził, krew wciąż tryskała. Trzeba było uważać na oczy, żeby nie zostać oślepionym. Rhodocy zaczęli napierać, my zostaliśmy trochę wyparci od muru. Kilka osób zostało zmiażdżonych w okropnym ścisku.
    Wróg szybko wkraczając na mur, ustawił jeża z włóczni. Chcieli nas zepchnąć w dół.
    - Teraz albo nigdy!! Przeć!!!
    Na rozkaz Harlausa, wpadliśmy z krzykiem na Rhodockie pawęże. Tylko kilku nadziało się na włócznie.
    Pochyliłem głowę pod pawęż i zacząłem dziobać od góry mieczem. Wszędzie było słychać krzyki i okropną wrzawę. Co chwila gdzieś od boku tryskała krew. Pod parciem rozerwaliśmy ich formację. Nawiązała się zwykła walka, na broń krótką.
    Sierżant Rhodocki chciał mnie ciąć glewią. Wziąłem ją na miecz i uderzyłem o mur. Moim przeciwnikiem zachwiało, ten jednak wymierzył mi kopniaka. Co chwila potykałem się o leżące ciała, postanowiłem to wykorzystać.
    Ruszyłem na wroga, on się cofnął ze strachu i potknął o czyjeś truchło. Został stratowany, przez swoich sojuszników wchodzących z drabiny. Zostałem odepchnięty, wpadłem na kogoś i odskoczyłem w stronę wrogów. Szybko ktoś się nabił na miecz, jęknął i wpadł pod nogi. Ktoś walczył z naszym kusznikiem, uderzyłem go łokciem i potężnym ciosem z góry, zgruchotałem mu kości. Biały pancerz kusznika zrobił się od tryśnięcia krwi czerwony.
    Kolejny przeciwnik wziął mój cios na tarczę i wyprowadził kontrę. Ja szybko odskoczyłem i uderzyłem go w łokieć. Krew tryskała niczym z fontanny a reszta ręki ledwo wisiała na kawałkach kości. Wypuścił broń i padł na ziemię.
    - Cofnąć się na schody!!!
    Dał rozkaz Harlaus. Postanowiłem wyjść na przód i osłaniać resztę, przy wycofywaniu się. Dostałem od plemieńca pałką w brzuch. Czułem jakby całe powietrze ze mnie uszło. Drugi jego cios sparowałem i oddałem mu w twarz. Całą była zmasakrowana, oko wypłynęło a korpus upadł z murów. Gdy chciałem już iśc za resztą, przed moim nosem błysnął miecz. Pchnąłem swoim w przeciwnika, on sparował i sam wyprowadził cios na moją tarczę. Uderzyłem go nią w głowę, on z krwawiącym nosem walczył dalej. Pochyliłem się pod kolejnym jego ciosem i obciąłem mu nogę. Z kolana trysnęły resztki kości, chrząstek i morze krwi. Upadł na prawo i został stratowany. Powoli parując wrogie włócznie wycofałem się do reszty, na schody...........
    « Ostatnia zmiana: Lipca 16, 2010, 14:14:27 wysłana przez Trebron »

    Offline Gregoriian

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1649
    • Piwa: 20
    • Płeć: Mężczyzna
    • Znany jako Dalekowidz
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #42 dnia: Lipca 16, 2010, 13:09:47 »
    Kolejne super opowiadanie ale mam jak zwykle jedno zastrzeżenie

    "Szarlatan wrócił z chaty. Niósł nóż, gorący tasak i jakieś zielsko. Harlaus zawołał.
    - Kowal żeś czy uzdrowiciel??
    - Och! Coś gorącego na ranę musi być! Och! Już idę!"

    z opowiadań Jeremusa to metoda prastarego medyka której on nie popierał gdyż "mogło się wdać zakażenie" :)
    (click to show/hide)

    Offline Trebron2009

    • 2009
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2166
    • Piwa: 353
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #43 dnia: Lipca 16, 2010, 13:26:03 »
    Mówił, że wyrzucono go z jakiejś szkoły medycznej czy jakoś tak. Dla tego olał stare metody. Tutaj był młody i korzystał z metod uzdrowicieli. Założyłem, że to działo się jeszcze przed jego pójściem na uniwersytet. Tu był młodym uzdrowicielem, marzącym o szkole i korzystającym ze wszystkiego co miał pod ręką. Jeszcze nie miał wyrobionych poglądów, co do metod leczniczych.

    Offline Gregoriian

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1649
    • Piwa: 20
    • Płeć: Mężczyzna
    • Znany jako Dalekowidz
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #44 dnia: Lipca 16, 2010, 13:33:33 »
    Chyba że tak zwracam honor :) .
    (click to show/hide)