Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Ankieta

    Koniec ankiet

    Tak!
    0 (0%)
    Nie!
    0 (0%)

    Głosów w sumie: 0

    Głosowanie skończone: Lipca 16, 2010, 21:05:43

    Autor Wątek: Bitewne przeżycia  (Przeczytany 11270 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Archimonde

    • Lord Płonącego Legionu
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1050
    • Piwa: -2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Nadchodzi zima...
      • Mój Deviant
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #15 dnia: Lipca 12, 2010, 14:37:25 »
    PISZ PISZ PISZ. Świetne opowiadanie, tylko krótkie :(. Nie lej na opinie innych, ale tez nie przestawaj pisać. Świetne było ;)
    "-Czy mogę ci ofiarować mą miłość? -Zwątpienie, zdrada, gorycz oraz ból pamięci bezpowrotnie minionych szczęśliwych chwil zbyt silnie wpisane są w słowo 'miłość', by człek roztropny zechciał jej zawierzyć...”
    "– Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach."
    Jacek Piekara

    Offline Blitzwing

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1077
    • Piwa: 11
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #16 dnia: Lipca 12, 2010, 14:48:38 »
    Nie podoba mi się stylizowana mowa. Nie sprawia wrażenie średniowiecznej, tylko idiotycznej. Rozumiem, to wieśniak, jednak opowiadanie powinno się miło czytać. Bez "woja" i innych. Absurdem jest też danie uzbrojenia chłopu. Przy braniu ich na wojnę każdy musiał uzbroić się w miarę swoich możliwości. Tak więc zbita tarcza i włócznia lub siekiera to była podstawa. Gdy taki chłopek roztropek przeżył, brał coś od pokonanych. Taka wojna mogła wzbogacić zwykłego wieśniaka, jednak zazwyczaj kończyło się to dla niego szybką śmiercią.
    Sława!

    Offline Argaleb

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2167
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Asinus asinorum in saecula saeculorum
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #17 dnia: Lipca 12, 2010, 14:57:52 »
    Jak przeczytałem o murze tarcz to normalnie wyobraźnia zadziałała super piszesz, oby takdalej a co do ankiety to wchodzą dzieciaczki, klikają nie bo niechce im się czytać.


    PISZ DALEJ

    Och tak, a twoi wielcy fani nie klikają na Tak bo też im się nie chce. Rozumiem że skoro opowiadanie mi się nie podobało to jestem dzieciaczkiem?

    Co do opowiadania, skoro ludziom się podoba, nawet kilku to pisz. Nawet jeżeli podobało by się tylko jednej osobie to właśnie dla siebie i dla niej warto to pisać. Tyle ode mnie, pozdrawiam Argaleb!

    "Mistrz Świata 2011, Mistrz Polski 2010, Wicemistrz Polski 2011 Mistrz Europy 2012

    Offline Katsura

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1311
    • Piwa: -2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Peace sells, but who's buy it ?
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #18 dnia: Lipca 12, 2010, 15:21:55 »
    Argaleb i tak, nie recenzuj tego skoro tego nie przeczytałeś, i po pierwsze nie mówie o tobie tylko o takich Killero podobnych dzieci.
    Zabłysnąłeś inteligencją niczym gwiazda porno.

    Offline Trebron2009

    • 2009
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2166
    • Piwa: 353
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #19 dnia: Lipca 12, 2010, 15:27:59 »
    Zmieniam ankietę bo jednak dziwna trochę :)

    Akt II Sojusznik Rhodoków.

    Część I
    ...obudziłem się. Ale już nie w obozie, obudziłem się w zdobytym zamku. Ranni dookoła mnie, poległo wielu naszych. Ale zamek został przejęty, jakiś szarlatan siedział nade mną.
    - No i wstałeś, teraz idź do koszar.
    Ja ze zdumieniem
    - Ajć ale byłem ranny.
    - Nic już ci nie jest, ciesz się, że żyjesz. Normalnie nie pomagamy rekrutom, teraz każdy wojownik się liczy. Idźże sierżant czeka na oddział.
    Okazało się, że miał rację, o dziwo została tylko blizna. Czyżby jakieś szatańskie praktyki?? Ucałowałem krzyż, który stał na wielkiej ławie w dolnych salach zamku i udałem się na dziedziniec, jeszcze trochę utykając.
    Przyszedłem na dziedziniec, nie było wielu żołnierzy. Jeszcze ściągano ciała z murów. Robili to głównie pojmani w bitwie. Choroby ich dziesiątkowały. Zobaczyłem sierżanta.
    - Panie przybywam.
    Sierżant mnie zaskoczył
    - Wojowniku zasłużyłeś się!! Za uratowanie mnie przed tymi Rhodockimi cymbałami, chciałbym cię wyróżnić. Wstąpisz, do lekkozbrojnych jednostek piechoty. Masz to coś, będziesz dobrym wojem.
    Ja cały czas zdziwiony, myślałem, że zostanę ukarany za to, że nie dokończyłem walki. Jednak sierżant ma wpływy u lordów, pewnie dzięki niemu zostałem nagrodzony.
    - Dziękuję panie. Pójdę za tobą choćby w ogień.
    - Ano idziemy w ogień! Zostałeś na stałe przydzielony, oddziałowi lorda Ryisa. Idziesz z nimi. Ja zostaję tutaj, być może się kiedyś jeszcze spotkamy, wyruszacie jutro. Odmaszerować!
    Poczułem smutek, że opuszczam sierżanta. Jedyny żołnierz który nie patrzył na mnie z góry, na pewno nie pochodził ze szlachty, rozumiał takich jak ja.
    Udałem się do dolnych komnat, położyłem się i usnąłem. Byłem jeszcze zmęczony a chciałem być gotów do podróży wraz z wielkim oddziałem lorda.

    Część II
    Ranek był mglisty, jednak w miarę dobra widoczność, za murem płonął stos Rhodockich trupów. Miałem zgłosić się do zbrojowni po nowy ekwipunek. Dostałem wreszcie normalny miecz z dobrą pochwą, o dziwo też dobrą tarczę, tylko trochę porysowaną i z Rhodockim herbem.
    Lord kazał nam zeskrobać to co zostało z tych malowideł. Godzinę później kazał się zabrać przed bramą, zdziwiła mnie duża ilość rycerzy w oddziale. Patrzyli na nas piechotę z pogardą, ich błyszczące zbroje i groźnie wyglądające hełmy garnczkowe były imponujące.
    Do tego potężne konie z ciężkimi kolczugami na grzbietach, marzyłem by też takim być, sprawiali wrażenie niepokonanych, bałem się czy Rhodocy też mają takich żołnierzy, jednak na razie wszystko szło po naszej myśli, sam jednak nie znałem celów tej kampanii, zostałem nagle wciągnięty w wir walki z biednej wioski. Lord Ryis swoją mową rozwiał wszystkie wątpliwości. Czekała nas krwawa jatka jeszcze tego dnia.
    - Wojownicy! Rebelianci Rhodoccy splamili nasz honor!! Zgarnęli nasze dawne ziemie, teraz zwą się ich posiadaczami!! Każdy lennik Rhodockiego króla jest wyjęty spod prawa, mamy ich zmieść!! Bez litości!!
    Plugawy lud, nie znający prawdziwych władców ziem Swadiańskich!! Zwiadowcy donieśli, że te cymbały planują kontratak! Musimy ich powstrzymać w szczerym polu i ruszyć na zamek Almera!, pustosząc przy tym ich ziemie.
    Za Swadię!!!!! Jeszcze dziś, tam dalej na polach, pokażemy im!!!
    Wszyscy wznieśli ten okrzyk razem z nim, ja się przyłączyłem. Poczułem się mężczyzną, wojownikiem, prawdziwym mężem.
    - Za Swadię!!! Śmierć zdrajcom!!! Za Swadię!!! Śmierć zdrajcom!!!!
    Ryis zawrócił i poprowadził nas, my ruszyliśmy za dowódcą, wszyscy cicho. Dumni lecz i przerażeni, wiedzieliśmy co będzie niedługo i że wielu z nas nie wróci.

    Część III
    Staliśmy na polu, jakieś dwie mile od zamku. Dowódca dał sygnał, stanęliśmy w szyku bojowym. Powrócił jeden ze zwiadowców, podjechał na rumaku do lorda.
    On sapał, koń parskał. Wydusił z siebie
    - Panie, panie!! Oni już blisko, 50 strzałów z kuszy już są!!
    - A więc nadchodzą, z przewagą jaką??
    Zwiadowca
    - Z siedemset woja pawężnicy, kusznicy i włócznicy. Na szarżę naszą gotowi, tak ich nie weźmiemy. Rycerstwo pod końmi skończy.
    Rycerz zza Ryisa nagle
    - Jakże śmiesz tak nas hańbić??? Weźmiemy ich choćby z powietrza!!! Nam nikt nie straszny, z diabłem staniemy w szranki!!!
    Ryis go uspokoił
    - Ręczę, że prawdę powiadasz. Wszak musimy ostrożnie, piechotę poślemy aby włócznie przytrzymali, wy zaś z boku ich weźmiecie.
    -Tak panie! Jak sobie życzysz! Chociażbym mógł.....
    Ryis surowo
    -NIC NIE MOŻECIE BEZ ZGODY MOJEJ!!!! CO WAM KAŻĘ UCZYNICIE!!!
    - Oczywiście, przepraszam panie.
    Lord zwrócił się do oddziałów piechoty
    - Idźcie walczyć, pola dotrzymajcie. My w ukryciu za to, przemkniemy i w ich boki uderzymy. Nie bójcie się! Żwawo! Żwawo!
    Obejrzałem się za siebie, nie umiałem liczyć, ale wiedziałem, że nas jest mniej. Ruszyliśmy, mgła ustąpiła, było widać jakieś postacie dalej. Wiedzieliśmy, że to wróg. Marsz był krótki jednak miałem wrażenie, że trwał wieki.
    Rozpoczął się ostrzał, niebo przysłoniła salwa kuszników, zrobiło się ciemniej, spadły na nas tysiące bełtów, uświadomiłem sobie jak ich wiele, ilu trzeba ludzi żeby wystrzelić tyle bełtów.
    Na kilka chwil przed uderzeniem salwy padliśmy na kolana, szybko zakrywając głowy tarczami od góry. Było okropnie, po prostu koszmar.
    - Kur*a co to?? Na boga koniec świata!!!!
    Zakrzyknął rekrut, na to jego sierżant.
    - Kur*e to ja ci dam w du*e!! Siedź cicho jak nie wiesz co się dzieje zacofany wsiunie!!!
    Żołnierz stojący z boku dostał w brzuch, złapał się za ranę i upadł, tarcza już go nie przysłaniała, poprzebijały go dziesiątki bełtów, krew tryskała okropnie. Ostrzał się zakończył, spojrzałem na tego nieszczęśnika, zdarło mu skórę z głowy, widocznie bełty nie przebiły się przez czaszkę. Ruszyliśmy dalej, musieliśmy zostawić rannych i konających, co niektórym strzaskało tarcze, ale przeżyli. Byliśmy już blisko, sierżant idący na czele zatrzymał nas.
    - Patrzcie na te szumowiny!!!! Boją się nas, choć jesteśmy w ilości mniejszej!! Pokażmy im prawdziwe męstwo!! NAAPRZÓDD!!!!
    Wszyscy popędziliśmy jak szaleńcy, miałem wrażenie, że jadę konno. Pędziliśmy i w końcu zbiliśmy się z wrogiem. Okropny skrzek łamanych kości, byli tam żołnierze z ciężkimi obuchami. Inni nadziewali się na włócznie, pod naporem reszty. Sam tak jak i wielu innych, uniknąłem włóczni, postanowiłem trzymać się trochę z tyłu. Rhodocy szybko odbudowali szyk  i nas odepchnęli, wypieli włócznie i nadziali cały rząd, krwiste włócznie siały wśród nas postrach. Wyskoczyliśmy wszyscy na raz i pod ogromnym parciem uderzyliśmy w pawęże, szyk Rhodocki został rozerwany. Rozpoczęła się normalna walka, trafiłem na jakiegoś pawężnika, dwa razy przyjmowałem ciosy na tarczę, próbowałem go uderzyć w głowę, jednak ten zasłaniał się tarczą i straszył mieczem, przykucnąłem podbiłem tarczą jego pawęż i podciąłem po nogach, jego leżącego dobiłem ciosem w klatkę, okropne było uczucie gdy mój miecz przecierał żebra.
    Usłyszeliśmy róg bojowy konnicy, spojrzałem na bok i zobaczyłem kawalerię wbijającą się w rhodoków. Rycerze po odrzuceniu złamanych kopii, wywijali mieczami, piechota wroga kładła się rzędami, nie byli na to gotowi.
    Biegłem dalej, natrafiłem na wrogiego sierżanta. Przerażony próbowałem uciec, on jednak mnie odciął od reszty, pobiegłem w jego stronę, on lekko ciął mnie po nodze glewią, ja zablokowałem ją tarczą, on jednak był silniejszy i mnie powalił, ja przewalając się pociągnąłem go ze sobą, wszedłem mi na brzuch i podciąłem gardło. Zaczął pluć krwią i skonał. Zauważyłem, że rhodoków zostało niewielu, pobiegłem za ostatnią szarżą konnicy. Cały byłem mokry i czerwony. Pewien rekrut pognał na mnie, sparowałem cios mieczem i uderzyłem go w głowę tarczą, pewnie stracił przytomność. Ale nie dobijałem go, pobiegłem dalej.

    Część IV
    Nagle się przeraziłem, cały nasz szyk stanął. Rycerstwo się cofnęło, większość straciła konie. Nadciągała jakaś szarża. Ryis rzekł
    -Czyż to nie Khergici?? Te psy zyskały sprzymierzeńców!!! Ustawić mur z piechoty!!!
    Stanęliśmy w rzędzie, byli już blisko. My zdziwieni, wzięliśmy włócznie od martwych rhodoków, kucnęliśmy i nadzialiśmy ich nagle na nie. Nie wiedzieli, że swadiańska piechota może mieć włócznie, wszyscy ruszyli biegiem, podnieceni nadziewaliśmy kolejnych konnych. Odgłos łamanych kości zamienił się w odgłos łamanych drzewców i przebijanych ciał. Krew znów tryskała, trafiłem kogoś w głowę, grot włóczni się złamał, khergit z zalaną twarzą pognał dalej i spadł z konia, oko wypłynęło z oczodołu. Podciąłem kilka koni, koledzy z tyłu zajęli się jeźdźcami, nagle wjechał na mnie koń. Poturbował mnie i zgubiłem miecz, wziąłem więc szablę leżącą na ziemi i z biegiem wbiłem się w żołnierza bez konia, szabla zagięta nie przebiła go ale rozszarpała brzuch. Obejrzałem się w bok i ujrzałem rumaka jadącego na mnie w blasku słońca, jeździec nachylił szablę, nie trafił. Ja za to ciąłem go w brzuch, bezwładnie spadł z konia. Konnicy wroga było coraz mniej, najprawdopodobniej zaskoczył ich nasz opór. Reszta uciekła, ze zmęczenia nawet nie wysyłaliśmy pogoni.
    - Zwycięstwo!!!! Rodacy wygraliśmy!!!!
    Zakrzyknął entuzjastycznie Ryis, dobijając ostatniego konającego wroga, ten próbował go złapać zakrwawioną, drżącą ręką.
    - TAK JEST PANIE!!
    Odpowiedziało rycerstwo, wbijając miecze w ziemię.
    Ryis zdjął płachtę na której był jego herb, zawiązał na włócznię i wbił ją w ziemię, pośród ciał na znak zwycięstwa.
    - Wojownicy rozbijmy obóz, za polem bitwy, jutro ruszamy w stronę zamku Almerra, odzyskać nasze ziemie!! ZA SWADIĘ!!!!
    - ZA SWADIĘ!!
    Odpowiedzieliśmy niczym przed bitwą. Wiedziałem już, że służę nieugiętemu, odważnemu i honorowemu panu. Podziękowałem bogu w modlitwie i usiadłem przy ognisku, najeść się do syta i iść odpoczywać przed trudniejszymi bojami, być może podczas wyprawy poznam też w oddziale jakichś przyjaciół........

    DOWN: Gramatyka kuleje, a taki nawał tekstu nie poprawia sytuacji :) Ale jeśli z treścią jest dobrze, to jestem zadowolony, tylko jeszcze te błędy. Ale myślę, że błędów w tekście takich jakie były w poprzednim (przepołowienie mieczem) nie ma.
    « Ostatnia zmiana: Lipca 12, 2010, 15:49:35 wysłana przez Trebron »

    Offline MikiBar

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 713
    • Piwa: 1
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #20 dnia: Lipca 12, 2010, 15:43:30 »
    W tym drugim akcie zauważyłem więcej błędów, ale błędy można poprawić. Postaraj się robić krótsze zdania. W wielu miejscach zamiast kropki stawiasz przecinek. Nie będę cytował, ale chyba wiesz o co chodzi. Pod tym względem to wygląda jak praca "na brudno". Najważniejsza jest treść, a z nią jest wg. mnie bardzo dobrze.


    Offline Argaleb

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2167
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Asinus asinorum in saecula saeculorum
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #21 dnia: Lipca 12, 2010, 15:59:39 »
    Argaleb i tak, nie recenzuj tego skoro tego nie przeczytałeś, i po pierwsze nie mówie o tobie tylko o takich Killero podobnych dzieci.

    Ponownie zaznaczyłem nie. Niżej argumentacja.

    Cytuj
    Rhodockimi cymbałami
    Cytuj
    te cymbały
    Jakoś mi to nie podchodzi:) Cymbały?

    Cytuj
    Pójdę za tobą choćby w ogień.
    Chcesz za niego ginąć dlatego że cię nie ukarał tylko przeniósł do lekkozbrojnych jednostek? Rozumiem radość ale to chyba lekka przesada.

    Cytuj
    Jedyny żołnierz który nie patrzył na mnie z góry, na pewno nie pochodził ze szlachty, rozumiał takich jak ja.
    Cytuj
    Jednak sierżant ma wpływy u lordów

    Skoro nie pochodził ze szlachty to skąd te wpływy?

    Cytuj
    Każdy lennik Rhodockiego króla jest wyjęty spod prawa, mamy ich zmieść

    Z racji tego że pochodzili z innego kraju raczej nie podlegali waszemu prawu.

    Cytuj
    pustosząc przy tym ich ziemie
    Cytuj
    ziem Swadiańskich

    W końcu to ich czy wasze ziemie?

    Cytuj
    Śmierć zdrajcom!

    Jakim zdrajcom? Co to ma do rzeczy?

    Cytuj
    wszedłem mi na brzuch i podciąłem gardło

    Sam sobie?

    Cytuj
    Nie wiedzieli, że swadiańska piechota może mieć włócznie

    Jak to nie wiedzieli? Czy Swadia nigdy wcześniej nie używała włóczni?

    Dodam do tego że wątpię by człowiek biegnący z włócznią sam mógł ot tak nadziać na nią konnego. Poza tym co do wieśniaka. Jakim cudem gość mógł rozpoznać takie elementy uzbrojenia hełm garnczkowy? I gdzie nauczył się tak dobrze walczyć? Człowiek który dopiero od kilku dni trzymał miecz w ręce?

    Zagłosowałem ponownie na nie ponieważ to dalej nie jest to, chodź ta część była nieco ciekawsza od pierwszej.

    "Mistrz Świata 2011, Mistrz Polski 2010, Wicemistrz Polski 2011 Mistrz Europy 2012

    Offline Grievous

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2438
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Chwała Konfederacji Niezależnych Systemów.
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #22 dnia: Lipca 12, 2010, 16:16:29 »
    Twoje wypociny nie dorastają do pięt opowieściom Horna i Conrada Shieldcrushera, możesz im co najwyżej buty czyścić. Jak chcesz to sobie pisz - mi nic do tego. Jednak na tym forum są już zamieszczone o stokroć lepsze opowiadania.
    "I never risk my own skin if I don't have to."

    Offline Trebron2009

    • 2009
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2166
    • Piwa: 353
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #23 dnia: Lipca 12, 2010, 16:44:42 »
    Cytuj
    Chcesz za niego ginąć dlatego że cię nie ukarał tylko przeniósł do lekkozbrojnych jednostek? Rozumiem radość ale to chyba lekka przesada.
    To jest średniowiecze, jak byś się zwracał do kogoś wiele wyższego pozycją od siebie??

    Cytuj
    Skoro nie pochodził ze szlachty to skąd te wpływy?
    A odwaga i waleczność?? W M&B można nawet zostać lordem :) A to bazuje na tamtym świecie.

    Cytuj
    W końcu to ich czy wasze ziemie?
    Swadianie uważają je za swoje, jednak rhodocy nazywają się ich panami. W grze było, że Rhodocy to rebelianci Swadiańscy. W opowieści Swadia postanowiła odzyskać ziemie. Stare spory się odnowiły.

    Cytuj
    Jakim zdrajcom? Co to ma do rzeczy?
    Tak jak pisałem, Rhodocy kiedyś przejęli ziemie w rebelii. Zapraszam do gry.

    Cytuj
    Sam sobie?
    Błąd poprawiam, i jest przy u. Chciałem napisać mu, jednak piszę bez patrzenia na klawiaturę, niestety czasem takie coś się zdarza.

    Cytuj
    Jak to nie wiedzieli? Czy Swadia nigdy wcześniej nie używała włóczni?
    Spójrz na ich piechotę w grze, zwykle jak są już włócznie to baaardzo krótkie.

    Cytuj
    Dodam do tego że wątpię by człowiek biegnący z włócznią sam mógł ot tak nadziać na nią konnego. Poza tym co do wieśniaka. Jakim cudem gość mógł rozpoznać takie elementy uzbrojenia hełm garnczkowy? I gdzie nauczył się tak dobrze walczyć? Człowiek który dopiero od kilku dni trzymał miecz w ręce?
    To są Rhodockie włócznie. Też zapraszam do gry. Co do wieśniaka, to jak sierżant ujął, że ma on talent.

    Twoje wypociny nie dorastają do pięt opowieściom Horna i Conrada Shieldcrushera, możesz im co najwyżej buty czyścić. Jak chcesz to sobie pisz - mi nic do tego. Jednak na tym forum są już zamieszczone o stokroć lepsze opowiadania.
    Niech sami sobie buty czyszczą. Jeśli podoba się to komuś jestem gotów pisać, mnie na przykład "saga" Shieldcrushera znudziła. Każdy ma swoje preferencje.

    Staram się pisać bez zbędnych porównań, po prostu tak na świeżo. Jakby opowiadał to żołnierz, więc nie można tego porównywać do innych tworów

    DOWN: Jak na razie te wasze "błędy" dementowałem. Jak nie macie nic do roboty, to proszę bardzo wyłapujcie. Następną część napiszę na kartce i dopiero przepiszę, bo szczerze mówiąc na komputerze nie zawsze mi wychodzi.
    « Ostatnia zmiana: Lipca 12, 2010, 21:17:50 wysłana przez Trebron »

    Offline Barudokuku

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 601
    • Piwa: -2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Zbieracz puszek
      • (nie)Oficjalne Forum Antyfanów CD-Action
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #24 dnia: Lipca 12, 2010, 20:07:11 »
    Nie mam siły ni ochoty podawać kolejną armię błędów rhodockich, swadiańskich i khergickich, ale powiem tyle: popisz sobie w zaciszu domowym, nie staraj się zrobić czegoś 'bo na forum chcę umieścić', a każda opowieść 'testuj' na znajomych. To, co umieszczasz tutaj, zasługuje co najwyżej na śmiech.
    Ileśtam procent kogośtam robi cośtam. Jeśli należysz do iluśtam procent pozostałych, wstaw to gdzieśtam.
    Wyobraź sobie też, że tutaj jest jakiś fajny tekst pokazujący, jak bardzo jestem nieskażony mediami, propagandą i tak dalej i ogólnie coś, co sprawi, że wszyscy będą wiedzieli, że nie lubię czegośtam.
    Oczywiście, możesz też sobie wyobrazić tutaj jakieś mHroczne/lolowate/jestem-taki-zarąbisty zdanie po angielsku. Ot, choćby traktujące o śmierci czy religii, coby pokazać, że jestem ateistą.

    Offline Arto

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 262
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #25 dnia: Lipca 12, 2010, 21:00:24 »
    Zgodzę się z Barudokuku. Cóż, wszyscy już napisali to co ja bym napisał. Nic dodać, nic ująć. Niestety głosuję na nie.

    Offline Trebron2009

    • 2009
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2166
    • Piwa: 353
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #26 dnia: Lipca 13, 2010, 23:22:28 »
    Postanowiłem napisać kolejną część. Może i ostatnią, zobaczę jak się spodoba.

    Akt III

    Część I

    Lord Ryis narzucił tempo. Ja gnałem wraz z kawalerzystą Kavronem, za nim na grzbiecie jego konia bojowego. Był on wysokim szlachcicem w sędziwym wieku, o czarnych włosach i krótkiej brodzie, często bluźnił ale tylko w bitwie, poza zgiełkiem zachowywał maniery. O jego doświadczeniu w wojaczce, mówiła sama za siebie wielka blizna na policzku.
    - Derek młodzieńcze! Zamek Almerra na horyzoncie!
    Gdy ujrzałem zamek, pomyślałem o rodzinie w Nomar i o bracie w Praven. Miałem nadzieję, że wszystko jest w porządku, zacząłem znów myśleć o wyzwaniu moim i naszego oddziału.
    Lord zatrzymał oddział, kazał rozbić obóz i ostrzegł, że się nie wyśpimy, szturm przypuścimy w nocy. Słońce zaczęło szybko zachodzić, ostatnie promienie słońca oświetlały drewniany zamek na wzgórzu, na dole zapadała ciemność.
    Szykowałem się do snu, pewnie krótkiego, szturm miał rozpocząć się nocą. Został mi przydzielony mały namiot, miałem go dzielić z ciężkim piechurem Ralurelem. Udałem się tam, on już był i kładł się do snu.
    - Witam wojowniku!
    Rzekłem donośnym głosem wchodząc, on odparł.
    - Witajże w skromnym naszym namiocie. Słyszałem żeś jakiegoś sierżanta na Grunwalderze ocalił.
    - Ano to ja, dobre żeś słyszał.
    On na to z kwaśną miną, przejawiał zazdrość.
    - I od razu cie na piechura dali, ja kilka roków walczyłem. Nikt nie doceniał, ano tak świat ułożony, ciesz się żeś tamtej bitwy życiem nie przypłacił. Wielu zginęło, ty jakoś wyszedłeś. Teraz dobranoc, ażeby ci myśl o szturmie snu nie przysłoniła, śpij dla siły, inżynierowie już pracują nad drabinami.
    - Więc się na spoczynek udam.
    Odparłem zmieszany, on wspominając o szturmie zepsuł mi już sen, który i tak długo nie trwał.

    Część II

    Róg zabrzmiał, po północy.
    - Długi dech ma!
    Wykrzyknął mój towarzysz, zrywając się z prowizorycznego łoża. Wbiegł do namiotu jakiś harcownik.
    - Wróg wyszedł zza bram!! Za miecze łapcie, rycerze i lord w walce ich związali żeby obozu nie spalili, długo nie wytrzymają!! Wszyscy do broni!!!!
    Chwyciłem za miecz, szybko zarzuciłem tarczę na plecy. Pobiegliśmy w stronę bramy.
    Walka była zażarta, rzuciłem się we wrogów, z nadzieją, że kogoś przebiję mieczem. Podciąłem pawężnika, przewalił się, dorwał go rycerz i poharatał. Wszyscy się rozbiegli, walka toczyła się w luźnym szyku.
    Wpadając na wroga, uderzyłem go w szyję tarczą, powstała rana, chyba się wykrwawił. Następnego atakowałem mieczem, ten jednak parował pawężą, cały czas zasłonięty. Zacząłem napierać, on się cofał, wskoczyłem na pawęż. On się przewalił, ja kilka razy w gniewie dźgałem go mieczem, uświadomiłem sobie, że cały jestem we krwi. Obtarłem miecz o tabard i ruszyłem dalej, za naszymi.
    - Napierać, za bramy ich!! Jak nie zamkną wchodzimy!!
    Krzyczał Ryis.
    Rycerstwo zaczęło na prawdę zażarcie walczyć. Wrogowie nie dotrzymywali nam pola, wypuścili jednak najlepszych żołnierzy, zaczęła się krwawa jatka.
    Wpadł na mnie Rhodok, nawiązałem równą walkę. Te ich pawęże okazały się zabójcze, w rękach dobrego wojownika. Powalił mnie, próbował dobić, ja sparowałem tarczą i ciąłem za kolanem. Ból musiał być niesamowity, krew wleciała mi do oczu i oślepiła. Wstałem i przetarłem oczy, ujrzałem jak próbuje wstać.
    - Nie zabijaj mnie!
    Poczułem się okropnie, widziałem jego cierpienie. Odbiegłem w stronę następnych wrogów. Potem usłyszałem krzyk, wiedziałem, że ktoś go dobił. Poczułem się jeszcze gorzej, zagłuszałem wyrzuty sumienia tym, że walczyłem o życie, ale jego krew wciąż spływała po mnie. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że oni też są ludźmi, ślepota na cierpienie innych minęła, ale musiałem walczyć dalej.

    Część III

    Byliśmy już pod bramą, jednemu rycerzowi zmiażdżyli hełm. Krew trysnęła spod niego, zalała całe ciało które upadło. Odciągnąłem jednego ranionego bełtam za bramę i wróciłem walczyć. Rhodocy się cofnęli.
    - Wchodzimy!!! Do walki!!! Wróg nie zamknął bram!!!
    Dał rozkaz Ryis wiedząc, że możemy szybko zdobyć zamek, jednak wciąż nas dziesiątkowali. Wbiegając zauważyliśmy nagle kuszników, zwróconych na dziedziniec, na którym byliśmy już.
    - Nieee!!! Zasłaniać się, to pułapka!!!
    Wielu się zasłoniło, w tym i ja. Przylgnąłem do ściany muru, nie opuszczając tarczy. Wszyscy którzy nie zdążyli się zasłonić, zostali poszatkowani przez bełty. Okropna śmierć, staliśmy w morzu krwi.
    - Biec na mury!! Wybić ich!!
    Jak rozkazano tak zrobiliśmy, ja rozciąłem mieczem bełty wbite w tarczę i zrzuciłem z muru dwóch kuszników. Trafiliśmy na kilku sierżantów. Jeden zamachem nadział na włócznię rycerza, idealne trafienie między płyty zbroi, przechylił włócznię i nieszczęśnik spadł z muru. Ciąłem go po szyi, reszta przebiegła za moimi plecami i dobili kuszników z małej wierzy. Pobiegliśmy dalej, kilku z naszych oberwało bełtami, jeden dostał bełtem w brzuch, spadł z muru i nabił się na drewniany pal.
    Walka wciąż trwała, spotkaliśmy Ryisa i jego straż przyboczną, pognaliśmy razem po murach. Napotkaliśmy lorda Rhodoków.
    - Rhodocki rebeliancie, złóż broń a twa śmierć będzie szybka i łagodna!
    Ryis wykrzyknął w jego stronę.
    - Ha! Wciąż nie przegraliśmy Swadiański psie! Walcz a może uratujesz resztki swego honoru!
    Rycerze walczyli jak opętani. Ja z boku ciąłem w jakiegoś plemieńca, nie mogłem wyciągnąć miecza z jego ciała. Wtem poczułem ból z tyłu głowy, upadłem na kolana, zalała mnie krew i przede mną spadł mały, zakrwawiony bełt.........

    DOWN: On już zginął. Jeśli napiszę następną część (może jeszcze dziś), to inaczej podejdę do walki.
    « Ostatnia zmiana: Lipca 14, 2010, 08:30:32 wysłana przez Trebron »

    Offline Katsura

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1311
    • Piwa: -2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Peace sells, but who's buy it ?
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #27 dnia: Lipca 14, 2010, 00:15:00 »
    Łał widać że sobie przemyślałeś i nadal mi się to podoba,tylko nie podoba mi sieto że takie nieopierzony rekrut tnie wszystkich, powinieneś pokazać  walki jako bardziej zacięte .
    Wiem wiem więcej pisania ale jtwoje powieści mi bardzo pobudzają wyobraźnie :P
    Zabłysnąłeś inteligencją niczym gwiazda porno.

    Offline Trebron2009

    • 2009
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2166
    • Piwa: 353
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #28 dnia: Lipca 14, 2010, 10:46:46 »
    36 lat wcześniej (Derek jeszcze jako, tako wróci).

    EDIT: Żeby nie było niejasności, tekst dotyczy Rhodockiej rebelii o której było trochę w grze.

    Część I

    Jestem Konrad Maria Ryis. Pochodzę z drobnoszlacheckiej rodziny, mieszkamy w Praven. Gdy miałem już 17 wiosen na karku, ojciec rzekł.
    - Synu! Czas abyś wyruszył w świat. Nasza rodzina podupada, jam już jest stary, matka chora. Chcę abyś wyruszył jako kupiec, jako wojownik możesz być kim chcesz, bylebyś uratował naszą krew. Miejże synów i córki, daję ci błogosławieństwo. Wyrusz już jutro, nami się służba zajmie.
    - Ależ ojcze! Ja jeszcze za młody.......
    - A JA CI KAŻĘ!!!
    W ciszy odszedłem, dla ojca to nie było nic dziwnego. Widocznie kiedyś przeszedł to samo, los naszego herbu spoczywa w moich rękach, nie zawiodę go. Następnego zimnego ranka, pożegnałem się z rodziną i wyruszyłem w świat. Czułem się zagubiony, nie wiedziałem co robić. Postanowiłem wyruszyć do obozu treningowego.

    Część II

    Jechałem na moim starym koniu. W połowie drogi do obozu, zatrzymali mnie bandyci.
    - Oddawaj wszystko co masz! Konia też bierzemy!!
    Ja przerażony oddałem wszystko co miałem, zostałem pośród łąk, zostawili tylko ubrania. Udałem się dalej do obozu, z myślą, że po przeszkoleniu nie będę się dawał takim szumowinom.
    Wkroczyłem do obozu wieczorem.
    - Wita w naszym obozie treningowym! Widzę żeś biedak, lub cię bandyci złupili, bierz ten miecz, dla obrony, na mój koszt.
    - Ehmmm dziękuję..... ja tu przybyłem na szkolenie.
    Odparłem zadowolony z miecza. Piękne ostrze pobłyskiwało, w ostatnich promieniach słońca.
    - No dobrze. Może zacznijmy od razu, bo jutro wyruszam do Halmar. Dam ci jedną, dobrą lekcję. Chodź za mną!
    Poszedłem za instruktorem. Wręczył mi drewniany miecz i rozpocząłem walkę z młodym wojownikiem.
    - Teraz go pobij!! Zmylaj wroga!! Nie dawaj się uderzyć........

    Część III

    Szkolenie trwało całą noc. Poczułem się lepszym wojownikiem. Pożegnałem się z instruktorem i wyruszyłem w stronę Jelkali. Następnego dnia ujrzałem Jelkalę, nad bramą powiewał herb lorda Edwina Devilana. Jako że na stajni ojca często jeździłem konno, byłem dobrym jeźdźcem, postanowiłem zaciągnąć się na Swadiańskiego konnego. Jakimś cudem myślałem, że trafię do garnizonu, tego potężnego miasta i będę odbierał żołd nie bojąc się o wojnę, na razie chciałem tylko trochę zarobić. Udałem się do koszar, spotkałem sierżanta rekrutacyjnego. Bez zastanowienia rzekłem.
    - Chcę się zaciągnąć na konnego!
    On ze zmieszaniem.
    - A z jakiej racji?!?!? Chyba, że się wykażesz jako piechur, a jak żeś szlachcic, to dostaniesz, jednak na takiego to mi nie wyglądasz.
    - A jednak jestem szlachcic!
    Wyciągnąłem dokument potwierdzający pochodzenie, który wziąłem na wszelki wypadek.
    - Toś mnie wziął szlachcicu. Tyś z Ryisów. Pochodzisz z Praven??
    - Tak.
    - To już takimi lord się zajmuje. Powiedz strażom, że kazałem cię przepuścić, zdaj im broń i idź do lorda.
    Tak też uczyniłem, straże mnie przepuściły. W zamku spotkałem się z lordem.
    - Witam mości panie!
    Rzekłem kłaniając się. lord za to zdzielił mnie rękawicą po głowie.
    - Bez takich ceremoniałów! Z młodym szlachcicem na równi mówię! Jam lord Devilan, chyba ci już mój herb znany?
    - Ano pięknie nad murem powiewa. Ale ja tu w innej sprawie niż poznanie się. Ja chcę ci służyć w garnizonie miasta.
    Devilan z niezadowoleniem.
    - Niestety miejsc już nie mamy. Jeśli tak będziesz chciał, mogę cię jedynie do lorda Harlausa oddziału przyłączyć, akurat jest teraz w zamku. Chodź ze mną.
    Przeszliśmy przez salę, był tam lord Harlaus, bawił małego syna Devilana starą kuszą.
    - Harlausie! Chciałbym ci przedstawić tego młodego szlachcica. Oto Konrad Ryis, pochodzi z Praven, chce wstąpić do garnizonu, aczkolwiek nie mam miejsca. Mógłbyś przygarnąć go jako konnego do wojska??
    Przywitaliśmy się. On na prośbę Devilana.
    - Pójdę z nim to omówię, może wreszcie wyrwę się od tego knuta. Cały czas gada, że chce być "Lodoćkim kuśnikem". Chodź młody!
    Poszliśmy na stronę.
    - Przyjmę cię, potrzebuję wojska. Na razie będziesz musiał się udać na szkolenie. Mamy taki zwyczaj ze szlachciców robić rycerzy.
    Mrugnął okiem i odszedł, mówiąc gdzie odebrać uzbrojenie i gdzie czeka oddział.

    Część IV

    Minęły dwa lata. Na szkoleniu spędzałem większość czasu, podróżowałem też przez pewien czas z rycerzem Karvanem jako jego giermek, zniszczyliśmy kryjówkę bandytów. W oddziale Harlausa służyłem jako kawalerzysta.
    Dostałem porządny hełm i kolczugę, a także długą lancę. Jednak jeszze nie stoczyłem żadnej bitwy. Czułem się gorszy od tych wszystkich doświadczonych żołnierzy.
    Pewnego dnia do Harlausa przybył posłaniec od Króla.
    - Panie! Panie! Król przesyła wiadomość z Jelkali. Plemię Rhodockie się zbuntowało pod przywództwem Grunwaldera, wewnątrz miasta Jelkali resztki sił bronią zamku. Wszyscy mają się stawić na rozkaz króla Rolanda! Wzywamy do obrony królestwa!
    - A cóż to za cholerstwo?? Bez takiej mowy! Idźże owce paść tchórzu, my już się walką zajmiemy. ODDZIAŁ ZBIERAMY GRATY I NA JELKALĘ, POMÓC DEVILANOWI, CZYŻBY TEN STARZEC NIE UMIAŁ SIĘ OBRONIĆ PRZED WIEŚNIAKAMI!!!
    Polubiłem charakter Harlausa, może był trochę arogancki i niektórych denerwował, ale cieszyłem się, że mu służę. Całą sytuacja mnie nie ruszyła, tak jak Harlaus sądziłem, że to wieśniacy się zbuntowali a Devilan nie opanował sytuacji. Wyruszyliśmy prędko. Dwie godziny później byliśmy na miejscu.
    Pod miastem dopadło nas zdziwienie.
    - Ku*wa mać! Oni mają miastoo.......
    Zakrzyknął Harlaus i skończył drżącym głosem. Wiedział, że sytuacja jest kiepska.
    - Konnica za mną, wyrżnąć ich!!!!!
    Dał rozkaz i pośpieszyliśmy za nim. Ledwo nadążaliśmy, chciał uratować swojego przyjaciela starego Devilana, jadnak nie chcieliśmy by w szale wpadł sam między wrogów. Lorda nic nie obchodziło, pędził na złamany kark. Rozkazy przeją Karvan i ustawił nas w szyk do przekroczenia bramy. Rhodoccy strażnicy pilnujący zdobytego miasta zniknęli, pod naszymi wierzchowcami.
    Rhodocy ściągnęli najemną konnicę, najemnicy wkroczyli w pogoń po mieście. Było nas czterdziestu, rozdzieliliśmy się. Za mną pognali dwaj najemnicy, przerażony rozpędziłem konia do cwału. Nie dało się tak jednak jeździć po płonącym mieście. Szybko szarpnąłem i zatrzymałem konia, nachyliłem lancę w bok. Nadziałem konia najemnika, uderzenie było potężne, prawie złamało mi rękę. Ciało jego konia wpadło na mojego, najemnika zgniotło, okropnie krzyczał. Łeb konia mnie przygniótł, odwaliłem go i wstałem, wdałem się w walkę z Rhdokiem.
    - Swadiański pies!! AGHHH!!!
    Wybiegł na mnie jak szalony, ledwo uniknąłem ciosu, rozłupałby mi głowę. Złapałem go za rękę, ten wymierzył mi cios łokciem prosto w nos, krew trysnęła i lała się strumieniami. Otarłem nos i odepchnąłem przeciwnika na wóz. Wóz się przewalił przygniatając go słomą, podszedłem dobić, ten jednak atakował dalej. Sparowałem tarczą, huk byłby okropny, krew cały czas spływała mi do ust. Zmyliłem go, że chcę uderzyć w bok, on ciężkim młotem parował. Ja za to szybko zmieniłem kierunek i ciąłem go w twarz. Upadł i się wykrwawił, splunąłem na niego, wskoczyłem na konia który się już podniósł i pojechałem w stronę zamku. Był tam Harlaus i większość żołnierzy.
    - Wkraczamy! Straciliśmy tylko czternastu! Tam czeka nas jatka!
    Otworzył drzwi z kopniaka i jednym pięknym machnięciem miecza, zabił stojącego tam Rhodoka. Posoka trysnęła mi na tarczę. Harlaus z okrzykiem bojowym wbiegł w kilkunastu Rhodoków, poszliśmy mu z pomocą.
    Ciosem w plecy zabiłem jednego, upadł na twarz, jęknął "Ty psie!" i skonał. Wbiegaliśmy po schodach, za cofającymi się Rhodokami, szarpnąłem jednego za tabard i zrzuciłem z wysokich schodów. Wokół była istna rzeźnia, unosiła się krwista mgiełka. Jeden z nich dostał od naszego buławą, kawałki jego głowy znalazły się na ścianie. Przebiłem plemieńca, ten stoczył się ze schodów wraz z moim mieczem, który utknął mu w brzuchu.
    Wziąłem włócznię i dziobałem znajdujących się dalej. W końcu stanęliśmy na czerwonym wodospadzie ze schodów i zauważyliśmy, że wszystkich pokonaliśmy. Harlaus udał się do komnat lorda.
    Stary Devilan leżał zabity, tylko my przybyliśmy z pomocą. Mały Devilan krył się w szafie, z zakrwawionym mieczem ojca.
    Harlaus łkał nad ciałem przyjaciela. My wzięliśmy małego z dala od tego przykrego widoku. Rhodoków jednak nie było mało, wcześniej wysłany zwiadowca powrócił i poinformował, że Grunwalder zebrał wielką armię na polu przy górach i planuje przybyć do Jelkali. Jeszcze nie wiedział, że jego poplecznicy zostali wybici, musieliśmy szybko uciekać.........
    « Ostatnia zmiana: Lipca 14, 2010, 14:14:29 wysłana przez Trebron »

    Offline Gregoriian

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1649
    • Piwa: 20
    • Płeć: Mężczyzna
    • Znany jako Dalekowidz
    Odp: Bitewne przeżycia
    « Odpowiedź #29 dnia: Lipca 14, 2010, 12:05:42 »
    Ciekawe ale interesuje mnie jedno jak ten mały miał zakrwawiony miecz ojca znaczy to że on go zabił ?
    (click to show/hide)