Fabuła jest tak kretyńska że aż zęby bolą! Syn amerykańskiego ambasadora (a nie jakiś niemiecki snajper - nie wiem skąd ten portal wziął taką absurdalną sugestię), który jest szpiegiem USA działa na terenie Berlina niemalże zajętego już przez Sowietów, a na dodatek pomaga mu jakiś ruch oporu! Kim byli Ci partyzanci?! Dezerterami z Wehrmachtu?! Bo szczerzę wątpię żeby Krąg z Krzyżowej i inni Stauffenbergowcy zabijali niemieckich żołnierzy, gdy armia czerwona stała u bram!. Absurd na absurdzie! Zapomniałem jeszcze o misji zabicia Bormana - To nie był żaden naukowiec, aby ruscy pragnęli się z nim układać, ale jak widać w grze to spokojnie rozmawia on z jakimś czerwonoarmiejcem. Nie rozumiem po co stworzono tak idiotyczną historię - nie lepiej było bohaterem uczynić strzelca wyborowego walczącego w imię Hitlera lub Stalina? Ale, nie! Trzeba pokazać jak to Amerykanie walczyli w Rzeszą w samym jej sercu.
A co do samej rozgrywki - ta gra nie powinna mieć w nazwie wyrazu "Sniper"! Co z tego że posługujemy się snajperką, skoro i tak działamy głównie jak jakiś komandos! Wysadź to, wysadź tamto, powstrzymaj atak, rozwal czołgi - to nie jest robota dla snajpera! Jak chce poczuć się jak jakiś sabotażysta to odpalę sobie Commandosa. A ostania misja.... Żal duszę ściska, serce boleść czuję gdy w terminatora bawić się muszę.