
Chciałem powiedzieć, że to co nazywamy fantastyką to najczęściej źle umieszczone fetysze. Skutek podejmowania tematów, które pozornie mają nieść z sobą napięcie, ale nie znajduje ono jakoś ujścia w emocjach twórców.
Z kolei Polska kultura jakoś lubi realizm psychologiczny.
Witkacy, Schulz i Beksiński mają się dobrze i słusznie. Przyznam szczerze, czasami działa mi na nerwy infantylizm, może dlatego że po prostu brakuje mi pewności. Zupełnie niepotrzebnie, chyba lepiej być samemu kreatywnym, niż działać w opozycji do czegoś.
Przecież Schulz nie mówił - "ej, to nie tak, zobaczcie, to powinno być tak..." . Po prostu robił swoje, gdyby mniej czasu tracił na dyskusje, a więcej na tworzenie - spałbym spokojniej. Każdy ma prawo do swoje wrażliwości, mnie raczej te klisze po prostu śmieszą. Czasami też lubię "Pomady Boba", czyli bezmyślne kalki. Z drugiej strony przecież Freud i Jung, też nie mają powodów do narzekań i każda konwencja ma swoje ramy.
To tyle z mojej strony, jeśli ktoś ma coś do powiedzenia, z radością podyskutuje.
Mała cenzura // Lew