Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: Oblężenie Stadthauer - sesja rpg  (Przeczytany 17966 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Francysh

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 264
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    • ARE YOU READY TO UNLEASH FURY?!
    Oblężenie Stadthauer - sesja rpg
    « dnia: Stycznia 19, 2010, 01:55:45 »
    Najpierw zasady:
    1. Ja jestem arbitrem i w 99% mam racje.
    2. Wszelką mechanikę załatwiamy na pw a komentarze zamieszczamy w odpowiednim temacie
    3. Nie piszemy jednolinjkowców!!!
    4. Piszemy w osobie pierwszej, jaki czas czy teraźniejszy czy przeszły wisi mnie to
    5. NIE BÓJCIE SIĘ TWORZYĆ ŚWIATA! To jest tak samo wasza gra jak i moja. Chcesz iść do karczmy? Prosze bardzo tylko ją ładnie opisz i byle w klimacie ^^
    6. Bawimy się dobrze

    Gracze:
    Bale
    PŻ: 17
    Pozostałe PŻ: 12/17
    PM: N/D
    Aktualnie walczy z:


    Czempion Tzeetha
    PŻ: 15
    Pozostałe PŻ: 8/15
    PM: N/d
    Aktualnie walczy z:

    Balwrather
    PŻ: 18
    Pozostałe PŻ: 18
    PM: N/D
    Aktualnie walczy z:

    Krizz
    PŻ: 14
    Pozostałe PŻ: 7/14
    PM: N/D
    Aktualnie walczy z:


    Thoren
    PŻ: 18
    Pozostałe PŻ: 18
    PM: N/D
    Aktualnie walczy z:

    Siegfried
    PŻ: 14
    Pozostałe PŻ: 9/14
    PM: N/D
    Aktualnie walczy z:

    Karlan
    PŻ: 14
    Pozostałe PŻ: 14
    PM: N/D
    Aktualnie walczy z:

    Ragnar
    PŻ: 18
    Pozostałe PŻ: 18
    PM: N/D
    Aktualnie walczy z:

    Uwaga sesja jest brutalna i zawiera wulgaryzmy

    Oblężenie twierdzy Stadthauer

    Było cicho...za cicho. Cisza taka jest naturalna dla spokojnej równiny ale nie dla armii szykującej się do ataku na twierdze... W objęciach ciemności ogromna, demoniczna,krwawa armia szykowała się do oblężenia...w zupełnej ciszy. Żaden demon ani człowiek nie wydawał z siebie dźwięku tylko z jakąś zaciekłością i złośliwością wykonywał przydzielone mu zadania. Nad obozowiskiem wielotysięcznej armii szykującej uderzenie na twierdze unosił się zapach uryny, potu, siarki, pieczonego mięsa i czegoś jeszcze....Czegoś nie uchwytnego...Śmierci? Gdyby jakiś szpieg przeszedł przez obóz zobaczyłby jak palą się stosy z świniami, kurczakami i ludźmi nabitymi na rożen. Zobaczyłby jak w okręgu walczy dwóch berserkerów Khorna. Zobaczyłby jak Krwiopuszcz wgryza się z lubością w coś co było kiedyś trzyletnim dzieckiem. A gdyby poszedłby w stronę namiotów dowodzenia zobaczyłby jak wielki wojownik z twarzą zniekształconą bliznami, chaosem i rogami wyrastającymi z czaszki, uderza toporem w stół i krzyczy coś w stronę zgarbionego czarnoksiężnika który przykryty czarnym płaszczem ukrywał swoją twarz w cieniu kaptura. Ach cóż on krzyczał? Zaraz chyba idzie odróżnić słowa...
    - CZY TY OSZALAŁEŚ SUDABAHALU?! - wyryczał głosem bardziej podobnym do wycia demona niż ludzkim
    - Spokojnie Kul...jesteś wybrańcem Bogów ale pamiętaj kto Ci pomagał....- wysyczał czarnoksiężnik spod kaptura
    - Sudabahalu....jeżeli podprowadzę moją armię pod bramę prawdopodobnie wybiją nas z murów jak psy! Mówisz, żebym Ci zaufał...jaką masz pewność, że Twój człowiek nas nie zawiedzie?! bez otworzenia bram jesteśmy martwi! I nawet sam Khorn nam nie pomoże!
    - Nie zawiedzie... Bogowie są z nami..z Tobą! Ty jesteś potężny Asaval Kul! Ta twierdza padnie i otworzy nam drogę na niebroniony Altdorf! Uwierz we mnie...
    Wojownik odwrócił się i wpatrzył w punkt na ziemi między swoimi nogami. Długo, oj długo się zastanawiał co zrobić po czym szeptem rzekł do czarnoksiężnika.
    - Rób co uważasz za słuszne... - Kiedy się odwrócił...Go już nie było. Taak, takie rzeczy mógłby usłyszeć i zobaczyć szpieg....Mógłby... Gdyby właśnie nie był przybity włócznią jednego z czempionów Nurgla i w ostatnich chwilach nie przeklinał swojej głupoty, że nie został karczmarzem.

    ***

    Daleko na horyzoncie, w ciemnościach, wśród mgiełki pojawiły się sylwetki trzech jeźdźców. Wyglądali niemal identycznie, każdy z płaczesz i spiczastym kapeluszem i każdy z czymś niedobrym w oczach. Jeden jadący w środku, spojrzał na broniące się miasto znad okrągłych okularów, gwizdnął pod nosem z podziwem i zacisnął usta. Po długim milczeniu przemówił.
    - Każdy wie co robić...Każdy zna swoje obowiązki...Ruszamy pojedynczo przez boczną bramę... - Urwał i spojrzał na blondyna który znajdował się po jego prawej stronie. Blondyn wpatrywał się w horyzont po czym nagle poczuł spojrzenie rzucane mu znad okularów. Odwrócił się w stronę towarzysza, poprawił gestem ręki długie blond włosy i skrzyżował z nim spojrzenia. Jego intensywne niebieskie oczy wdawały się prześwietlać łowce na wylot. Po chwili walki na spojrzenia uśmiechnął się do jeźdźca, ale na Bogów jego uśmiech mógł się śnić po nocach w najgorszych koszmarach. Okularnik wykrzywił wąską twarz i rzekł cichym głosem.
    - Ty pierwszy...
    Blondyn uderzył konia ostrogami i zniknął w odmętach mroku nocy. Okularnik odwrócił się do drugiego towarzysza. Miał on twarz bez emocji, jakby wykutą z kamienia, długie czarne włosy i bliznę na lewym policzku jak po cięciu.
    - Wiem.. - szepnął do okularnika i pojechał w mrok, w tym samym kierunku w którym zniknął blondyn. Jedyny pozostały jeździec poczekał chwilę odmawiając po cichu modlitwę do Sigmara po czym galopem ruszył w kierunku bocznej bramy...

    ***  

    - Ja pierdoleeeeee!! Jak mi się nie chce! Polej gorzałki lepiej Manferd!
    - Miałeś opowiedzieć co Cię dziś na warcie spotkało Sigter!
    - Ano miałem! Więc słuchaj, stoję ja sobie przy bocznej bramie i wyczekuje tych...pfu...chaotów co by jakiego na halabardę nabić a tu się pojawia jakiś blondyn, kurwa Twoja mać,  na koniu i chce wjechać do miasta!
    - I co wpuściłeś go?
    - Manferd...nie śmiej się ale jak się uśmiechnął to o mało co się nie posrałem.... Jak babcie laczkiem...
    - Trza go było halabardą dziabnąć! Głupiś jak but Manfred! A jak chaocki szpieg?!
    - A nie! Bo miał glejta, że niby jest łowcą czarownic kurwa Twoja mać.
    - Łowca czarownic?! Tutaj?! Jeszcze nam tylko syfilisu brakowało!
    - Ale nieeee....najlepsze dopiero przed nami! Myślę, sobie no dobra przepuścił ja jednego choć będzie spokój na mieście! Ale tu nawet dwa kichnięcia nie miną jak pojawia się drugi jeździec i zgadnij, kurwa twoja mać, kto?!
    - Nie....
    - Tak, też łowca! Ten po prawdzie glejta nie miał ale wymierzył we mnie z pistoletu tom się o mało nie posrał drugi raz...Jedyny wielki Sigmar mnie uchronił przed utraceniem łba.
    - Dwóch łowców...no ładne rzeczy....
    - Trzech!
    - Jak to trzech?!?!
    - Ciszej, na Sigmara chcesz żeby nas jakaś menda klasztora przyłapała, że na Inkwizycje psioczymy? Trzech no bo ledwo com doszedł do siebie przyjeżdża trzeci w okularkach i mówi, że glejt ma tom nawet nie sprawdzał bo od razu widać, ze łowca.
    - Niesamowite...
    - Eh..mówię Ci...Prędzej nas łowcy przydybią niż mury padną...Polej lepiej, w końcu jutro może nas już nie być...

    ***

    Dzielnica biedoty, położona przy zachodnim murze, płonęła. I bynajmniej z powodu strzały chaosu czy kuli z katapulty. Kapłani Sigmara sami ją podpalili. Zaraza. Prawdopodobnie podłożona przez wyznawców Nurgla. Przez pogorzelisko dziarsko maszerowała kompania krasnoludów. Ustawieni po dwóch, wesoło szli podśpiewując sobie wyjątkowo plugawą piosenkę o dziewicy i dwóch kundlach. Przy każdym wersie który zawierał pikantniejszy kawałek, śmiali się w niebogłosy jakby nie zdając sobie sprawy z unicestwienia dzielnicy. Przechodząc przez barykadę ustawioną między dzielnicą biedoty a mieszczaństwa pokazywali stacjonującym tam zbrojnym figi lub opuszczali spodnie i z pośladkami na wierzchu oddawali głośno gazy. I tak podśpiewując i ciesząc się z okazji bitwy mijali domy, stragany, paleniska, minęli nawet stos z kobietą nad którym kapłan jak opętany wykrzykiwał do tłumu, że zdrajcy ludzi zostaną potępieni nie zwracając uwagi na krzyki kobiety. Byli jedyną wesołą rzeczą w tym całym kotle rozpaczy. W końcu przewodzący krasnolud którego twarz była niekończącym się pokazem szram i blizn wzniósł  bogato zdobiony młot i kompania zatrzymała się przed drzwiami wielkiego klasztoru ku chwale Sigmara usytuowanego w środku oblężonego miasta. Drzwi od klasztoru otworzyły się z hukiem i wyszedł całkiem krzepki starzec oraz przestraszony młodzieniec w czarnych szatach adepta. Starzec uśmiechnął się do kompani ciepło i spojrzał na wszystkich swoimi wyblakłymi oczyma. Patrzył długo a jego szeroka dobrotliwa twarz wydawała się słać uśmiech do każdego z osobna.
    - Witajcie moje dzieci! - krzyknął basowym głosem który nie pasował do ust człowieka już sędziwego.
    - Jakie Twoje dzieci! Mógłbym być Twoim ojcem ale mnie pies na schodach wyprzedził! - krzyknął jakiś oburzony głos z głębi formacji. Niemal wszystkie krasnoludy ryknęły śmiechem. Niemal...Tylko stojący na przedzie krasnolud z mozaika blizn nie uczynił żadnego gestu. Kapłan na chwile zbladł po czym powrócił do swojego starego wyglądu dobrotliwego ojca.
    - Czcigodne krasnoludy! - zaczął raz jeszcze - Ja brat przeor klasztoru Sigmara rad jestem powitać was gorąco w tym ciężkim dla nas czasie! Chciałbym przeto zamienić słowo z waszym dowódcą jest tu takowy?
    Krasnolud idący na przedzie wyszedł krok naprzód w dźwięczeniu swej kolczugi i uderzył trzonkiem młota o ziemie.
    - 6 regiment królewski melduje gotowość bojową, me imię Balwrather!
    - Witaj me imię Witold, jak rozumiem wysłał was kapitan Gunter do mnie...hm..hm....Jako, że ja przyjezdnym miejsca obrony daje wy krasnoludy wspieracie bramę. Możecie się rozejść a Ty czcigodny Balwratherze proszę zabierz dwóch swoich najlepszych wojowników i chodź ze mną... - powiedział przeor po czym zniknął w głębi klasztoru razem ze swoim uczniem. Balwrather odwrócił się do reszty
    - Krasnoludy! Rozejść się! Jutro skoro świt widzę was przy bramie! Dziwek nie chędożyć i nie pić za dużo! Thoren! Ragnar! Wy idziecie ze mną!
    - rzekł a z masy rozchodzących się krasnoludów wyszło dwóch wyjątkowo odznaczających się. Pierwszy nazwany Thorenem z czarnymi włosami i ponurą twarzą wyszedł obciągając czarny stój pod kolczugą zaś drugi, Ragnar, miał szalenie rude włosy i brodę. Trzech najlepszych młotodzierżców...

    ***

    Tymczasem daleko, w zamkowych podziemiach, w pałacowych lochach, przebywał niezwykły gość. W małej celi bez okien siedział pewien kształt. Tłusty strażnik więzienny poszedł do krat i uderzył w nie kluczami.
    - Żyjesz kurwi synu? Mam nadzieje, że żyjesz...Jutro dostarczysz nam hecy nie ma co! Wkoło bitwa a Ty na środku, jako stos, jako sztandar upadku chaosu. Słyszysz kurwi synu? Słyszysz? Wezmę sobie Twoją zbroje żeby do niej lać! Słyszysz?!
    Kształt poruszył się i nagle urósł. Z mroków celi wyszedł berserker Khorna, wielki, odziany nadal w zbroję, emanujący złem. Na każdym naramienniku miał nabite czaszki, na pewno ludzie ale zbyt małe aby były dorosłego człowieka. Strażnik cofnął się i na jego pucowatej twarzy pojawił się grymas strachu. Berserker chwycił swoimi rękawicami obciągniętymi ludzką skórą kraty i zbliżył twarz zakutą w hełm do światła.
    - Nazywasz mnie kurwim synem...? Chcesz mojej zbroi...? To chodź...prze trące Ci kark jak tamtemu tuzinowi który próbował ją ze mnie zdjąć...
    -  z niej wyskoczysz....Tak mówił przeor Witold!- powiedział strażnik zlęknionym tonem...Berserker zaśmiał się po cichu..
    - Obiecuje Ci...zanim spłonę na stosie...przeżuję jeszcze Twój mózg... - rzekł złowieszczym tonem po czym znów zaszył się w mrok celi by rozmyślać nad życiem . Strażnik coś jeszcze przeklął pod nosem po czym wrócił do swoich spraw i obchodu po lochach. Berserker myślał w jak głębokim gównie się znalazł i dlaczego Khorne go opuścił. Rozmyślałby dalej gdyby nie szept który poderwał go na nogi.
    - Baleeeee.....
    « Ostatnia zmiana: Lutego 15, 2010, 23:39:43 wysłana przez Francysh »
    Na chwilę obecną umarłem! Wrócę... kiedyś ;]

    Offline Grievous

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2438
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Chwała Konfederacji Niezależnych Systemów.
    Odp: Oblężenie Stadthauer - sesja rpg
    « Odpowiedź #1 dnia: Stycznia 19, 2010, 07:57:21 »
    - Kto to, do cholery?
    Hmm..., Czemu teraz milczysz. Ach, jaki piękny był ten głos, przepełniony złem niczym sam Khorn. Cóż ja bym oddał aby dopaść tych skurwysynów, którzy mnie zdradzili. Sam nieraz w poprzednim życiu zdradzałem kompanów, ale kurwa ja to co innego!! Najpierw jednak chętnie rozłupałbym łeb temu spaślakowi - o takie malutkie życzenie.
    Podchodzę do kraty i stwierdzam : Do usranej śmierci mogę próbować ją wyważyć, a tak nie dam rady. Ale nie mam zamiaru spłonąć na placu jak jakaś szmata ku uciesze gawiedzi.
    - Baleeee.....
    - Kurwa mać!! Pokaż się wreszcie!! Bo utłukę cię jak psa!!
    - Baleeee mój drogi Chaos jest w tobie silny skoro grozisz samemu Khornowi, hahahahaha.....
    - Panie wybacz, nie poznałem Ciebie.
    Padłem na kolana przed ciemnością z której wydobywał się głos.
    - Jesteś częścią wielkiego planu, twoje uwiezienie to jego cześć. Lecz niedługo będziesz mógł zaspokoić pragnienie zemsty.
    - Ale w jaki sposób panie, jestem tu uwięziony niczym jeleń w wilczym dole!!
    - Pociągnij za kratę i sław imię Bogów Chaosu!!
    Ciemność momentalnie zniknęła, ale krata zdawała się być słabsza. Podszedłem do niej i zasadziłem jej siarczystego kopniaka. Padła niczym kłoda drewna.
    - Taakkkk spaślaku!! Nadchodzę!! HAHAHAHA!!
    "I never risk my own skin if I don't have to."

    Offline Roxenheimme

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 134
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Oblężenie Stadthauer - sesja rpg
    « Odpowiedź #2 dnia: Stycznia 19, 2010, 10:54:11 »
    Drzwi od karczmy otworzyły się nagle. W przejściu stanął wysoki, dobrze zbudowany szatyn. Rozejrzał się po gwarnej sali, która nagle zamarła zauważając jego obecność. Nikt nie ważył się powiedzieć ani słowa, każdy zaczął się przyglądać pokrytej słomą podłodze. Mężczyzna wszedł na środek karczmy, dzwoniąc ostrogami, przyjrzał się, znad swych okularów, dokładnie każdej twarzy jakby chciał ją dobrze zapamiętać. Tak naprawdę szukał skazy, nie zwykłej zmiany skórnej jak po ospie. Nie, to nie to, skaza której szukał była piętnem chaosu. Nie zauważywszy nic niepokojącego rozsiadł się na ławie w rogu gospody, aby mieć na wszystko oko na wszystkich, zarówno siedzących jak i wchodzących. Usiadł i czekał. Karczma powoli zaczęła napełniać się głosami.

    Offline Wezyk

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 855
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Oblężenie Stadthauer - sesja rpg
    « Odpowiedź #3 dnia: Stycznia 19, 2010, 15:36:58 »
    Przeor zniknął w brzydkiej i wybudowanej  najpewniej przez pijanego i wychędożonego przez psa architekta . Okna za małe i wszystko kanciaste , aż się niektórym krasnoludom rzygać się chciało . Ale cóż kurwa przecież to dzielnica biedoty pomyślałem . Klasztor nie lepszy niż całe miasto , chociaż widziałem ładne budowle w tym dosyć solidne murowane mury . Poprawiłem brązową brodę i kolczugę , cholera schudłem !
    - Ha przy bramie ! To ci dopiero nowina ! Kurwa jak zwykle wysyłają nas gdzie będzie najgoręcej, chociaż mi to akurat pasuję  . Na psa urok ! Pierdoleni ludzie , zawsze tam wysyłają nieludzi bo nie chcą  narażać tyłków  .   Jeszcze do tego zaraza , ja pierdolę . Najlepsze jest to , że u nas na pogrzebach jest weselej, a stypa to przy tym święto  ! Jedyny plus to chaos za murami , nie ma  to jak porządna bitwa ! Ciekawi mnie  co od nas chce ten przeor , jak myślisz dowódco  i ty Ragnarze ?
    « Ostatnia zmiana: Stycznia 19, 2010, 15:46:45 wysłana przez Wezyk »
    Zero poczucie humoru... Zupełnie jak w IG...

    Offline Grievous

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2438
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Chwała Konfederacji Niezależnych Systemów.
    Odp: Oblężenie Stadthauer - sesja rpg
    « Odpowiedź #4 dnia: Stycznia 19, 2010, 17:07:22 »
    Słyszę jakieś kroki - Czyżby to ten gruby skurwiel?! Grrrrr.... nie mogę się doczekać, aby rozłupać mu czachę. Zaraz, chwila - nie jestem jeszcze do końca przesiąknięty Chaosem, nadal przejawiam ludzką kalkulację zysków i strat. Zamiast rzucić się na niego i wyżreć jego parszywy mózg, ogłuszę go, dowiem się gdzie jest moja broń i wypuszczę więźniów. Skrywam się za gzymsem uprzednio gasząc pochodnię na ścianie. Strażnik przechodzi obok mnie nie spodziewając się niczego - Łapię za gardło i podduszam, a następnie rzucam klucze do najbliższej zajętej przez "lokatorów"
    - Psy zwracam was wolność, ale musicie wypuścić resztę więźniów!!
    - O tak, tak panie, jak sobie życzysz.
    Chuderlak z wielką gorączkowością zabrał się do realizowania mojej woli. Hmmm... mógłby być z niego niezły kultysta. Ale dość tych popierdolonych myśli!! Skurwysyny mnie zdradziły, a ja mam werbować im zwolenników?! Ni chuja!! Czuje jak przepełnia mnie gniew na samą myśl o tych podłych zdrajcach - krew zaraz rozsadzi moją głowę, chyba że się na czymś wyżyję..... Mój grubasek!! Łapię potężnym chwytem za jego jaja i ściskam je nie całej siły, czuję jak ma dłoń powoli zaciska się pieść. Strażnik drze się wniebogłosy, ale jego okrzyk staję się coraz bardziej piskliwy.
    - No kochany zanim zakończę twe męki musisz mi powiedzieć gdzie są moje piękne topory. Radzę abyś szybko wyznał mi prawdę bo inaczej doświadczysz prawdziwych tortur.
    Zauważyłem że otoczyła mnie zbieranina uwolnionych uprzednio więźniów.
    - Daj go nam! Daj go nam!
    Durne psy! Myślą że oddam im moją ofiarę!
    - Milczeć!! Kiedy grubas zdradzi mi położenie zbrojowni napadniemy na straż i każdy będzie mógł wyżreć flaki swojemu oprawcy!
    Hmm.. Stoją jak zamurowani, analizują moje słowa. Ale widzę że ma propozycja trafiła na podatny grunt - są zepsuci do szpiku kości. Takkk, o to chodziło - moje opanowanie i roztropność były tylko narzędziem w rękach Chaosu. Czuje jak przenika mnie coraz bardziej i mocniej!!
    - Spaślaku czekam na odpowiedź!!
    Po tych słowach oderwałem mu prawe ucho.
    "I never risk my own skin if I don't have to."

    Offline Barudokuku

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 601
    • Piwa: -2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Zbieracz puszek
      • (nie)Oficjalne Forum Antyfanów CD-Action
    Odp: Oblężenie Stadthauer - sesja rpg
    « Odpowiedź #5 dnia: Stycznia 19, 2010, 17:50:44 »
    (Balwrather)
    - Ha, kurwa, ten człowiek na tak nieroztropnego nie wygląda, by trzech młotodzierżców wziąć do pomocy w obieraniu kartofli. - Splunąłem sobie pod nogi. - Wokół wszędzie zabawa, a jeśli mnie weźmie na wykończenie jednego, pies go trącał, chaota, to go kułakiem wyćwiczę, choćby mnie miał Sigmar ukarać! Nie po to król, niech żyje tysiąc lat, nas tu przysłał, byśmy kuchennymi pierdółkami się zajmowali. No cóż, miejmy nadzieję, że znajdą tam miejsce a bynajmniej nie odpoczynek ni spoczynek nasze młoty. - Mówiąc to, byłem ciągle spokojny, nie emocjonowałem się, przyzwyczajony do krwi i pożogi - jak każdy krasnoludzki woj. A przynajmniej ich większość, która już coś takiego widziała. Rzuciłem przelotne spojrzenie na nader paskudny budyneczek przede mną. Architekt spierdolił robotę, widać człowiek, co się na kamieniach nie zna... Gdyby jednak z setka brodatych przeżyła w tej mieścinie z rok, może dwa... Ponownie splunąłem na ziemię, przestając myśleć o takiej durnej sprawie, co mnie tam obchodzi jakaś katedra, Sigmara można wszędzie chwalić.
    - To co, chłopaki, nie ma co dup wietrzyć przy kupie, zobaczym, co też tam wymyślono. - I to rzekłszy, wkroczyłem do klasztoru, nucąc kolejne wersy piosenki o dziewicy i dwóch kundlach.
    Ileśtam procent kogośtam robi cośtam. Jeśli należysz do iluśtam procent pozostałych, wstaw to gdzieśtam.
    Wyobraź sobie też, że tutaj jest jakiś fajny tekst pokazujący, jak bardzo jestem nieskażony mediami, propagandą i tak dalej i ogólnie coś, co sprawi, że wszyscy będą wiedzieli, że nie lubię czegośtam.
    Oczywiście, możesz też sobie wyobrazić tutaj jakieś mHroczne/lolowate/jestem-taki-zarąbisty zdanie po angielsku. Ot, choćby traktujące o śmierci czy religii, coby pokazać, że jestem ateistą.

    Offline Eiren

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 25
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Oblężenie Stadthauer - sesja rpg
    « Odpowiedź #6 dnia: Stycznia 19, 2010, 18:41:19 »
    - Dobrze prawisz Bal, chodźmy zobaczyć co od nas chce ten staruch. - mówiąc to ruszyłem za Balwratherem.
    Kurwa ci ludzie to potrafią jednak wszystko spierdolić. - mruknąłem do swoich towarzyszy. Nawet porządnego klasztoru im się nie chciało wybudować. Ale cóż , w końcu nie dziś wiadomo, że nic nie może się równać z krasnoludzką architektura . - popatrzyłem na miny towarzyszy - w pełni podzielali mój pogląd.  
    Weszliśmy do wnętrza Klasztoru. W środku panował półmrok. Nad sufitem wisiała wielka makieta dwuogoniastej komety , jednego z symboli Imperium i Sigmara. W środku nie było widać wiernych  i zewsząd ogarniała nas pustka. Wbrew pozorom świątynia nie była taka mała jak mogłoby się wydawać.
    Mało obchodziło mnie to, co miał nam do powiedzenia przeor. Moje myśli wciąż krążyły wokół zbliżającej się bitwy. Nie mogłem się doczekać chwili, kiedy znów zmiażdżę parę plugawych zielonych czaszek. Pamiętałem również o powierzonym mi zadaniu i miałem świadomość, że nie mogę zawieść króla.
    « Ostatnia zmiana: Stycznia 19, 2010, 18:43:39 wysłana przez Eiren »

    Offline proud

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 3264
    • Piwa: 4
    Odp: Oblężenie Stadthauer - sesja rpg
    « Odpowiedź #7 dnia: Stycznia 19, 2010, 19:26:21 »
    -To trzeba mieć psie szczęście... - mruknąłem pod nosem poprawiając pas z zaciśniętymi za nim dwoma skałkowymi pistoletami. Przecie trzy dni nie minęły jak tą ladacznicę na stosie żem w łono Sigmara odprawił, a tu znów brodzę w gównie tego miasta. - dodałem w myślach. Jak ja kocham tą kurwią robotę! - dodałem krzywiąc mordę w uśmiechu.
    Trzeba zacząć węszyć bo z gadania nic jeszcze pożytecznego nie wyszło, a czym prędzej bluźnierczy pies krwi upuści tym prędzej nowego zajęcie podjąć się będę mógł. - przeleciało mi w myślach. Przerzuciłem płaszcz na prawą stronę i kierowany instynktem skierowałem konia w dół ulicy.
    - Hmm... - zamruczałem uśmiechając się pod nosem widząc lęk w oczach wieśniaków, którzy tylko mnie widząc wzrok spuszczali, do domu czym prędzej nogi za pas brali i okiennice zamykali na trzy spusty.
    - Tak, tak... Bójcie się świnie bo nie wiem co wolelibyście spotkać na swej drodze. Mnie, czy jakiegoś wyznawcę Khorna... których tuziny u mych stóp sczezły. - dodałem patrząc z politowaniem na tych kurwielców, których przecie mam chronić. Ciekawe gdzie ta dwójka psich synów polazła, co się ze mną do tej dziury wlokła? - pomyślałem o pozostałych łowcach, których ostatni raz za bramą widziałem. Nie zwracając więcej uwagi na strachliwych mieszkańców ruszyłem w dzielnicę gdzie mogłem się czegoś dowiedzieć... do slumsów...

    Offline Samowar

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 240
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Oblężenie Stadthauer - sesja rpg
    « Odpowiedź #8 dnia: Stycznia 19, 2010, 19:57:51 »
    *Młody inkwizytor kroczył ulicą. Zataczał stopami szerokie półokręgi. Gwizdał pod nosem wesołą melodyjkę. Poruszał się tak wolno, iż wszyscy mieszkańcy miasta będący w pobliżu dawno już zdąrzyli się pochować. Hah! Czy ci ludzie nie mają za grosz poczucia humoru? Nigdy nie śmieją się z moich żartów!. Łowca uśmiechnął się pod nosem. Szaleńczo wręcz, jak wiariat, psychopata lub człowiek opętany. Zerknął na prawo. Zerknął na lewo. Aaa... Nudzi mi się trochę. Może zrobię coś wesołego? Hmmm... Chyba odwiedzę ten domeczek po prawej. Na pewno zaproszą do środka zmęczonego wędrowca.. Podszedł do w miarę solidnego, drewnianego domostwa. Zapukał do drzwi. Na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech. Oczy mu błysnęły. *

    Offline Francysh

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 264
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    • ARE YOU READY TO UNLEASH FURY?!
    Odp: Oblężenie Stadthauer - sesja rpg
    « Odpowiedź #9 dnia: Stycznia 20, 2010, 00:09:00 »
    Bale

    Strażnik kwiknął jak zarzynany wieprz i jakimś nadludzkim wysiłkiem strącił chaota z siebie. Odturlał się na bok i oparł plecami o ścianę. Dyszał ciężko, chwytając się za miejsce gdzie kiedyś znajdowało się ucho. Spojrzał po wszystkich zgromadzonych więźniach. Tyle chaosu...Sigmar go nagrodzi. Zaśmiał się dziwnie zmodulowanym głosem i spojrzał z nienawiścią na Bale.
    - Wracaj do swoich mrocznych Bogów i do swojej matki kurwy... - powiedział przez zaciśnięte z bólu zęby i za pleców wyjął małą kulkę. Na pierwszy rzut oka wydawała się zwykłą kulą, jednak dopiero po chwili wszyscy zrozumieli...Bomba prochowa...z lontem który zaraz się wypali...

    Siegfried

    Cisza w karczmie po wejściu łowcy była już tylko wspomnieniem. Zwyczajny gwar wypełniał calutką karczmę, wesołe śmiechy i śpiewy jakby zaprzeczały oblężeniu i powszechnej apatii. Jedna rzecz tylko psuła ten cały sielankowy widok. Pierdolony łowca czarownic. Każdy rzucał w jego stronę złe spojrzenia i wykrzywiał twarz w złowieszczym grymasie sięgając do broni. Jedyna osoba która zdawała się nie zauważać wejścia tego osobnika był wielki, gruby karczmarz. Ustawił on na swoim wielkim brzuchu kufel który zaciekle polerował brudną szmatą. Podniósł nagle swoją wielką, łysą, spasłą twarz i rzucił sponad sześciu podbródków zdanie w stronę łowcy, które chyba nawet chaoci w swoich obozach słyszeli.
    - PANIE MĄDRY! KUPUJESZ PAN COŚ?! - po czym dodał przyjemniejszym tonem - Piwa, wina, rumu, plotek?

    Krizz

    Długo odpowiadała tylko cisza, już łowca miał iść w innym kierunku kiedy drzwi otworzył mu młoda kobieta z butelką wina w ręce. Była urocza, miała wyjątkowo kobiece kształty, powabną twarz, długie czarne loki, pełne usta i była pijana. Oparła się ciężko o drzwi i rzuciła spojrzenie swoimi ciemnymi oczami w stronę łowcy. Nie okazał starchu tylko parsknęła śmiechem i pociągnęła łyk z gwinta.
    - Ooo...pan łowca, chcesz mnie pan spalić? - zaśmiała się drwiąco - A może najpierw zgwałcić a potem spalić ku chwale Sigmara? - machnęła lekceważąco ręką, odsunęła się na bok kłaniający się w pas - Zapraszam więc do siebie czym chata bogata. Wróżka Sybilla zaprasza, pana kata - wybuchnęła znowu śmiechem po czym odeszła w mrok mieszkania kusząco kołysząc biodrami.

    Karlan

    Jadąc mrocznymi uliczkami, cuchnącymi gównem i szczyniami, łowca myślał o swoich sprawach, o sprawach które przerastają mniemanie prostego człowieka. Jadąc tak zauważył nagle halabardę wycelowaną w jego pierś. Przed nim stał młody zbrojny, na oko miał 20 - 25 lat, czarne krótkie włosy, bystre niebieskie oczy i blizne przecinającą jego twarz w poprzek. Za nim stała barykada oddzielająca slumsy od mieszczaństwa. Tuzin zbrojnych pilnował przejścia.
    - Czego tu szuka? Nie widzi, że palimy? - Powiedział i skinął głową w stronę slumsów. Faktycznie cała dzielnica biedoty stałą w ogniu, trawiona przez świętą wole samego Sigmara. Młodzieniec spojrzał jeszcze raz w stronę łowcy nie rozpoznając widocznie jego profesji. - Niech się odwróci i spierdala. To nie była groźba, tylko dobra rada. Palimy dzielnice bidoty, bo zaraza jest, psia jucha. Jak chce niech jedzie jak ma jakiegoś glejta ale ostrzegam, że jak plamę jaką zobaczymy to zakłujemy jak kundla.

    Balwrather, Ragnar, Thoren

    Krasnoludy szły długo, gubiąc się w gąszczu korytarzy klasztornych mijając cele zakonników którzy przy otwartych drzwiach albo modlili się do Sigmara albo umartwiali ciało w jego imię, za przewodnika zaś służył im tylko skrawek szaty przeora ginący za zakrętem . Jeden przypadek szczególnie rozbawił drużynę, zakonnik rozebrany do pasa uderzał się biczem po kroczu wykrzykując hymny ku chwale Sigmara i prosząc o rychłe zwycięstwo. W końcu stanęli przed komnatą przeora która stała dla nich otworem. Była to surowo urządzona komnata zakonnika. Stół, materiały do pisania, bibloteczka, łóżko, jedno krzesło i młot bojowy, którego obuch był czarny jak węgiel zawieszony na ścianie...Przepiękny młot...Prawdopodobnie robota krasnoludów. Witold spojrzał na towarzyszącego mu ciągle młodego blondyna obciętego na giermka w czarnej szacie i skinął mu głową. Adept ukłonił się w pas po czym wyszedł zamykając za sobą drzwi, zostawiając w komnacie krasnoludy i kapłana. Przeor ciężko zajął miejsce przy stole i długo milczał zasłaniając oczy dłonią. W końcu odjął dłoń od twarzy i spojrzał na młotodzierżców. Jego oczy zmieniły się, już nie był dobrotliwym ojczulkiem który resztę swoich dni dożywa na śpiewaniu psalmów, teraz czuć było od niego bitwie. W tych oczach o kolorze wyblakłego błękitu widać było jakąś niezwykłą siłę, grozę, śmierć...
    - Więc moje drogie dzieci - powiedział basem, jednak jakże innym niż przed chwilą. Bas ten wykrzykiwał komendy wojskowe, bas ten klął na ludzi, bas ten rozkazywał zabijać. Nikt nie odważyłby się oburzyć na stwierdzenie ,,moje dzieci" - mam do was gorącą prośbę...jak widzicie miasto tonie w apatii i sodomii. Tylko my kapłani Sigamara stoimy naprzeciwko szaleństwu ludzi... Ciężko, oj ciężko w tych czasach zaufać komukolwiek. Ale ja wam ufam. I mam o was prośbę, a zauważcie, że nie rozkazuję. Nasz.. - tu się skrzywił - Głownodowodzący... kapitan von Dussenrin, jest bezużytecznym wieprzem. CO to za dowódca który swą chwałę nie zdobywa na polu walki lecz na salonach żrąc jak wieprz? Tak, tak człowiek ten bitwy nigdy na oczy nie widział i zamiast stać z sercem pełnym wiary wśród obrońców siedzi w twierdzy i tylko patrzy jakby tu czmychnąć. Ehhh...moje dzieci...Gdyby go nie było...Władze w obronie przejąłby najwyższy dostojnik w mieście. W tym wypadku ja. Nie uwierzycie ale on i jego dwóch kuzynów chodzą codziennie do bordelu zamiast zajmować się obroną! Dobrze, że Imperator chodź kazał mnie rozstawiać wojska a nie temu wieprzowi. Widzicie, bo tak sobie myślałem...on i jego kuzyni...gdyby tak...przypadkiem jakiś wielki głaz spadł im na głowy...? No wiecie urwana dachówka albo coś...Nie wiem czy rozumiecie o co mi chodzi...
    Na chwilę obecną umarłem! Wrócę... kiedyś ;]

    Offline proud

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 3264
    • Piwa: 4
    Odp: Oblężenie Stadthauer - sesja rpg
    « Odpowiedź #10 dnia: Stycznia 20, 2010, 09:26:53 »
    Co za lump... Na dodatek ślepy. - przeleciało mi przez myśli patrząc na stojącego przede mną i przed barykadą której pilnuje strażnika.
    - Kto palić kazał i dlaczego? - rzuciłem patrząc "bohaterowi" prosto w oczy.
    - Nie wasza sprawa! Odjedź! Nikt wstempa ni ma! - odrzekł cały czas kierując ostrze halabardy w moją pierś. Noż co za kurwielec! Nawet kroku nie zdąży zrobić, a jego ręka przeturla się w tym gównie upuszczając halabardę. Czy ten kmieć pierdolony myśli, że szabla jest dla ozdoby jak ta jego halabarda? - pomyślałem patrząc na udającego twardego strażnika. Odrzuciłem w tym samym czasie płaszcz tak, aby odsłonić wiszącą u mego pasa szablę oraz dwa zaciśnięte pistolety. Może teraz zobaczy obwieś jeden? Jak nie to krew się przeleje... - dodałem w myślach.
    - Tyś dowódca? Jeśli nie to spieprzaj z drogi pókim dobry! - rzuciłem przez zęby. - Aaa... I żadnych głupich ruchów radzę nie robić bo skoroś ślepy to możesz jeszcze sobie krzywdę to halabardą poczynić. - dodałem szybko.
    - Ja nie... - odezwał się.
    - Nie ma "nie" psi chuju! Masz rodzinę? Żonę? Bachory w domu? - dodałem wcinając mu się w pół zdania. - Jeśli tak to lepiej odsuń dupe bo dwa razy powtarzać nie będę. Skoroś zakonu nie poznajesz to może dla rozrywki wypruję ci flaki przez dupe po kawałeczku, a konającego nabiję na pal i spalę na stosie? Każdego można o herezję przeciw prawom Sigmara oskarżyć... a uwierz mi, że przyjemność mi sprawisz bo od trzech dni z okładem przyjemności egzekucji prawa Sigmara nie miałem sposobności... Wybieraj więc? - dodałem niemal sycząc przez zaciśnięte zęby i mimowolnie oparłem prawą dłoń na rękojeści szabli, a lewą w odległości dającej strzał z jednego z pistoletów dosłownie w ułamku sekundy. Czekałem tak sekundę na to co zrobi...

    Offline Samowar

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 240
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Oblężenie Stadthauer - sesja rpg
    « Odpowiedź #11 dnia: Stycznia 20, 2010, 15:18:30 »
    *Po około dwóch godzinach opuściłem domostwo kobiety, dyskretnie oblizując przy tym opuszki palców. Na moim licu widniał jakiś tajemniczy, mroczny uśmiech. Rozejrzałem się, wciągnąłem trochę świeżego powietrza, po czym skierowałem się czym prędzej w stronę klasztoru. Nasunąłem sobie kapelusz na czoło, chcąc ukryć swą szaleńczo uśmiechniętą twarz i począłem przemykać z dużą prędkością, wręcz biec pochylony do przodu licznymi ciasnymi zaułkami.  Długi płaszcz trzepotał za mną nadając mi wyglądu zjawy, czy to upiora. Moje stopy poruszały się szybko i bezszelestnie, jak gdybym lewitował nad ziemią. Prawą ręką przytrzymywałem rondo kapelusza.

    Offline Grievous

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2438
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Chwała Konfederacji Niezależnych Systemów.
    Odp: Oblężenie Stadthauer - sesja rpg
    « Odpowiedź #12 dnia: Stycznia 20, 2010, 16:11:45 »
    Cholera!! Jak mogłem nie zauważyć iż miał bombę!! Z jednego gówna w drugie. Teraz pozostaje mi tylko spierdalanie ile sił w nogach - roztrącam stojących mi na drodze kretynów, gapienie się na bombę nie ocali wam życia. Dokąd biec? Przecież nie znam tych lochów! Nie mam teraz czasu na myślenie - biegnę do przodu, nie oglądam się za siebie. Już słyszę ten huk i wrzask konających debili. Jakie te jebane lochy są długie - czuję ogromny ból w płucach, a nie widzę żadnego miejsca gdzie mógłbym się schronić! Cóż tam widać w oddali? Drzwi! Och... Uratowany! Nie myślę co za nimi spotkam - najważniejsze do zdarzyć przed podmuchem ognia. Wpadam z impetem do pomieszczenia rozwalając uprzednio przegniłe i niezaryglowane drzwi. Resztki drzwi przewracają jakiegoś strażnika - muszę znaleźć broń! Zaraz czyżby na ścianie wisiały.... Tak to moje kochane topory!! Chwytam je czym prędzej, strażnik wstaje szybko na nogi - w jego oczach dostrzegam strach i zarazem wściekłość. Jest skoncentrowany i milczący.
    Przyjmuje postawę bojową i krzyczę:
    - Już jesteś martwy skurwysynie!!
    Po tych słowach rzucam się na niego z całą zaciekłością. 
    "I never risk my own skin if I don't have to."

    Offline Wezyk

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 855
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Oblężenie Stadthauer - sesja rpg
    « Odpowiedź #13 dnia: Stycznia 20, 2010, 17:02:34 »
    Że co kurwa ??!! Czy ten Witold , czy jak go tam zwą wypił za dużo wina  mszalnego ?! - pomyślałem
    - Rozumiem lecz najwyraźniej  przeor  pomylił naszą profesję . Ja rozumiem kurwa , że te skurwysyny nie bronią miasta i tylko chodzą do burdelu , ale to już nie nasza brożka . My jesteśmy młotodzierżcami , nie jakimiś pierdolonymi zabójcami co będą zrzucać dachówkę na jakiś idiotów a potem lać na ich ciała  . Potem wina będzie na nas pewnie , czy szanowny przeor weźmie za to odpowiedzialność jak to zrobimy ? Widzę że z pana przeora wykształcony człek co widzę po opasłych tomiskach nie tylko na temat religii . Ja rozumiem , że trzeba dowódcy co ma jaja na właściwym miejscu , lecz my do bitwy stworzeni . Takie jest moje zdanie , lecz nie do mnie w tej chwili decyzja należy .
     Spojrzałem pytająco na Balwrathera , czekając na jego odpowiedź i dodałem w myślach :
    Jak kurwa będę musiał skakać po domach jak jakiś kurwa elf  czy kurwa urządzać zasadzkę na tych sukinsynów to Ja pierdolę,   . Tfu !! Na psa urok !!  
    « Ostatnia zmiana: Stycznia 20, 2010, 17:27:45 wysłana przez Wezyk »
    Zero poczucie humoru... Zupełnie jak w IG...

    Offline Barudokuku

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 601
    • Piwa: -2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Zbieracz puszek
      • (nie)Oficjalne Forum Antyfanów CD-Action
    Odp: Oblężenie Stadthauer - sesja rpg
    « Odpowiedź #14 dnia: Stycznia 20, 2010, 17:26:51 »
    Stałem przez dłuższą chwilę w milczeniu, patrząc na zakonnika z jak najbardziej spokojną twarzą. Zerknąłem na towarzyszy, a potem wlepiłem wzrok w starca. Powoli podniosłem lewą rękę i, nie zdejmując zdobionego hełmu z nosalem, który nie zasłaniał żadnej blizny, dotknąłem szramy biegnącej od lewej dolnej powieki do prawego czubka wargi z przerwą nieco szerszą niż nosal - nosił wtedy widać inny hełm.
    - Widzisz tę szramę? Od usranej śmierci orka, który mi ją zrobił, nigdy nie zabiłem kogo w nieuczciwej walce. Kurwa, co ja gadam, nigdy nikogo nie zabiłem w nieuczciwej walce, chyba, że na moją niekorzyść. I nie zamierzam zmieniać do mojej usranej śmierci. Uważaj, panie kapłan, bo dla każdego normalnego krasnoluda prośba o coś takiego jest nie dość, że skazą na honorze proszącego, to jeszcze proszonego, bo to jakby oskarżyć go o skrytobójstwo. Już lepiej by było, gdybyś nas wezwał do kartoflanej roboty czy na zabicie jakiego chaota, pies ich wszystkich trącał, a tak widzę, że najbardziej interesującą rzeczą w tym budynku są obite jaja jakiegoś modłownika czy jakkolwiek się to, kurwa, mówiło. Dziwię się wam, ludziom, takiego zamiłowania do cichych rozwiązań, w czas, gdy sam Sigmar zapewne by to potępił i opierdolił pomysłodawcę. Poza tym, jak mądrze rzekł Thoren, nasza rasa jest do zwykłej bitki stworzona. Panie drogi, masz od chuja adeptów, wyślij jednego z nich i niech ku chwale Sigmara zapierdoli kogoś dachówką!
    Po wypowiedzeniu słów nadal patrzyłem w jego oczy, oczekując reakcji przeora.
    Ileśtam procent kogośtam robi cośtam. Jeśli należysz do iluśtam procent pozostałych, wstaw to gdzieśtam.
    Wyobraź sobie też, że tutaj jest jakiś fajny tekst pokazujący, jak bardzo jestem nieskażony mediami, propagandą i tak dalej i ogólnie coś, co sprawi, że wszyscy będą wiedzieli, że nie lubię czegośtam.
    Oczywiście, możesz też sobie wyobrazić tutaj jakieś mHroczne/lolowate/jestem-taki-zarąbisty zdanie po angielsku. Ot, choćby traktujące o śmierci czy religii, coby pokazać, że jestem ateistą.