Tuż przed długim weekendem majowym przeżyłem małą chwilę grozy, coś, co jest koszmarem każdego łucznika. Przy oddawaniu strzału zerwała się cięciwa. Wredna sprawa, gdyż zwykle coś takiego kończy się złamaniem lub chociażby poważnym uszkodzeniem łuku.
Łuk jednak się nie złamał. Nie było też widać żadnych wyraźnych uszkodzeń. Niestety nie miałem zapasowej cięciwy, by sprawdzić, czy łuk nie pęknie przy oddawaniu kolejnych strzałów. Zaczął się weekend majowy, więc nie było też jak i gdzie kupić nowej. Jako że potrzeba matką jest wynalazków, nauczyłem się sam skręcać cięciwy flamandzkie bez jakichkolwiek maszynek, czy innych pierdół. Jak na pierwszy raz, wyszło całkiem nieźle, a cięciwa prezentuje się znacznie lepiej i solidniej, niż ta robiona przez "fachowca", którą dostałem z łukiem.

Łuk i nowa cięciwa wytrzymały już jedno strzelanie, więc chyba będzie dobrze... ;)
Zrobiłem sobie też nowy komplet strzał treningowych, wzorowany na angielskich strzałach bojowych:

