To ja coś machne o swojej przygodzie z motoryzacją:
Wszystko zaczęło się od uzbierania pewnej kwoty pieniędzy z prac dorywczych (roznoszenie ulotek, korepetycje, pilnowanie imprez masowych)....kupiłem swój pierwszy samochód, a był to Fiat 125 p ....za 1,5 tyś... wyglądał jak Kazik z serialu 39 i pół jak by go jeszcze pomalować...mam sentyment do tego samochodu i bije się w pierś, że go nie zostawiłem, może bida nie była w dobrym stanie technicznym, ale była pierwsza, moja.... no i na mazury czy w góry można było pojechać, choć palił jak smok tego klimatu nie zapomne do końca życia...później autko sprzedałem bo musiałem mieć coś wygodniejszego...kupiłem Golfa...II...specjalnie pojechałem po niego do Niemiec i go ściągnąłem, miał iść na sprzedaż do kupca (miałem taką robotę) ale ja go jednak wziąłem... jeździlem nim około roku...części tanie, tam w sumie nie miało się co psuć...ale problem był z wydechem... 3 razy go wymieniałem podczas tego roku.... po golfie był opel....opel astra kombi, silnik w benzynie 1.4....super wóz, mało palił, z 6 litrów i można było w nim przeprowadzki robić, a że akurat miałem małe remonty to bardzo mi sie przydał... był z 1992 rocznika, więc staruszek, ale kase wolałem inwestowac w co innego niż samochody.... no i oplem jeździlem aż do roku 2007, gdzie później go sprzedałem i w końcu kupiłem sobie nowiutkiego z salonu VW passata kombi w dieslu z dwiema turbinami... i narazie nie będę chciał się go pozbyć....acha i jeszcze niedawno kupiłem seicento, chce go tuningować, tzn nie ja a firma....tylko w środku..silnik, żadnych pierdół wiejskich z zewnątrz
Co do samochodów to francuskie jakoś nigdy mi nie podchodziły...a Mustang....to tylko Shelby:)