Nie zgadzam się z tobą IvE. Wbrew pozorom takie plebiscyty spełniają bardzo ważną rolę.
Po pierwsze nagrody (zwłaszcza w kategoriach reżyserskich) mogą bardzo pomóc twórcom dostać w przyszłości większy budżet i więcej wolnej ręki w tworzeniu autorskich projektów od wytwórni. Bo przecież wytwórnie nie istnieją pro publico bono – generalnie podstawowym wyznacznikiem sukcesu są zyski, ale nagrody mogą podnieść lub uratować notowania twórcy za dane dzieło.
Dobrym przykładem jest tutaj Blade Runner 2049, który jako film jest bardzo dobry, a jako sci-fi bije najnowsze Star Warsy na głowę, ale okazał się finansową wtopą. Doceniono go jednak na gali – w przeciwieństwie zresztą do ww. Gwiezdnych Wojen.
No ale jeśli kogoś przykład BR2049 nie przekonuje to proszę rzucić okiem na Obywatela Kane'a, przez wielu uważanego za jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy film w historii. Dziś cieszy się popularnością i jest doceniany również przez szeroko pojętą publikę, lecz w 1941 docenili go przede wszystkim krytycy i otrzymał aż 9 nominacji do Oscarów, natomiast pod względem finansowym był jedną wielką klapą. Ludzie woleli oglądać feel-goodowy, prosty, patriotyczny film biograficzny o bohaterze z I wojny światowej. Nie był to film zły (praktycznie nigdy nie topują złe filmy), ale był po prostu okej. Różnego rodzaju plebiscyty są okazją dla filmów zbliżonych do Kane'a.
Dodatkowo, Oscary (jak i inne plebiscyty, ale przede wszystkim Oscary, bo są najgłośbiejszym konkursem) to świetna okazja dla widzów na całym świecie do poznania filmów, które normalnie ominęłyby ich szerokim łukiem. Powiesz mi może, że gdyby nie Oscary, obejrzałbyś choćby Phantom Thread, który z tego co widziałem na Filmwebie dopiero co oglądałeś? Gdyby nie Oscary PT pewnie by do polskich kin nawet nie trafił, poza jakimiś wyjątkami w kinach studyjnych.
A zeszłoroczny triumfator, Moonlight, to jeszcze lepszy przykład. Przed ogłoszeniem nominacji myślę, że liczba Polaków, którzy ten film widzieli, zamknęła się w 500. Maksymalnie. A tak jest okazja do poznania nowego filmu. Czy rzeczywiście najlepszego z tamtej stawki? To kwestia dyskusyjna - moim zdaniem tak, twoim nie. Niemniej jest to film trzymający poziom, zbudowany w okół jakiegoś pomysłu i w tym pomyśle konsekwentnie zrealizowany, a do tego - co chyba w sztuce najważniejsze – nie jest nijaki i skłania do dyskusji. Nasz spór o ten film jest chyba na to najlepszym dowodem.
Jeśli natomiast poprzez „przedstawienie dla snobów” rozumiesz samą galę, to (co za zaskoczenie)… ponownie nie zgadzam się. To dawno temu przestało być dla snobów. To show oglądane rokrocznie przez 20 milionów ludzi na świecie, które przede wszystkim ma bawić masy. To nie jest jakiś wysoki, egzaltowany humor i odniesienia do sztuki pięknej. Humor na Oscarach potrafi być naprawdę płytki, a wspaniały pan Kimmel spłycił go w tym roku jeszcze bardziej, jak wiadomo żarty o kupie to wspaniała komedia.