Ja wczoraj nie mogłem...
Gramy sobie na Field by the River... Tario łucznikiem, ja wziąłem kuszę, reszta walczących raczej na piechotę... Pierwsza runda Tario pada od moich bełtów... Druga runda Tario znów ginie... Trzecia runda, ostrzeliwuję Tario, ten żeby uniknąć śmierci wskakuje pod most, nic mu to nie dało, bo za chwilę jego truchło leży w wodzie od moich bełtów... Czwarta runda Tario ginie po ostrzale z połowy mapy... Piąta runda (już miało być, że wszyscy na piechotę) Tario bierze konia, zajeżdża nas od tyłu i mnie zabija z okrzykiem "No i teraz było fair! Oko za oko, ząb za ząb" (mimo tego, że ja miałem tylko miecz i tarczę, a on konia i lancę :D)...
Przez cały ten czas Tario płakał "Ej noooo.... znowu do mnie strzela... No nie strzelaj do mnie.... Dlaczego Ty mi to robisz... Proud nie strzelaj do mnie z połowy mapy... Znowi tylko do mnie strzelasz... No weź przestań do mnie strzelać..." Już w trzeciej rundzie miałem problemy, żeby utrzymać celność przez palpitację całego ciała spowodowanego rechotem z Taria płaczu... Później jeszcze jego wiazd koniem i triumf, że "równe szanse" i że "mam za swoje"... :]