Ah.....stary dobry Elder Scroll....kiedy w szafce natknę się na trylogię TES III, miło wypominam te godziny, zwiedzania, kolejnych dwemerowych ruin, czy deadrycznych świątyń i ten klimat na górze przeklętej, przy wzniosłej muzyce :)
Wyścigi, kto pierwszy zabije Vivec'a(bez kodów), czy przeszukiwanie, ogromnych obszarów szukając jakiegoś popielnego!Wschody i zachody słońca, nad wybrzeżem, i ten klimat łazików.Wiele by jeszcze opowiadał...
TES IV już mnie tak nie urzekł...Wszystko było...tak jakby cukierkowe, za słodkie, do obrzygania!Zero tajemniczości, w którą Morrowind był bardzo bogaty.Graficznie przeświecony, co wyglądało bardziej na wymuszenie na graczach kupna nowego sprzętu!
Mała ilość zadań, zły balans przeciwników, przewrażliwiona grawitacja i wiele innych!
Czego oczekuję od kolejnej odsłony?hm....może tego co miał morrowind, a nie miał Oblivion, a wszystko oparte na solidnym silniku, dając jednocześnie porządne narzędzia moderskie, co da grze 99 żyć :]