Witam,
Następną płytą, która idzie pod młotek jest Mayhem- Ordo Ad Chao, które przynajmniej u mnie miało burzliwą historię, którą Wam nieco przybliżę. Jest to płyta, którą ostatnio nabyłem, jednak nie jest to mój pierwszy kontakt z tym krążkiem. Ba, nawet nie jest to pierwszy raz, gdy ta płyta gościła w mojej kolekcji. Tak więc chciałbym podzielić się z Wami swoimi wrażeniami.
Wstęp:
Ordo Ad Chao jest czwartym i jak do tej pory ostatnim albumem Mayhem. Płyta została wydana w 2007 roku i w swym zamierzeniu ekipa Mayhem chciała nawrócić do korzeni legendarnego albumu De Mysteriis Dom Sathanas z 1994 roku. Dla przypomnienia wspomnę, że DMDS jest największym lub też jednym z największych klasyków Blacku. Zespół nagrywając Ordo Ad Chao chciał wrócić do korzeni, ze względu na 2 poprzednie albumy, które mocno podzieliły ludzi słuchających Mayhem. Mowa tu o Grand Declaration Of War, któremu zarzucono zbyt wiele elektroniki i zbyt techniczne aranżacje, a także Chimerę. W przypadku Chimery akurat nie wiem czego można się uczepić, ponieważ w moim odczuciu był to dobry album. Ale czas wrócić do ostatniego albumu Mayhem. W każdym razie, po odejściu z zespołu Maniaca, na wokal wrócił Atilla, który tworzył wokale na legendarnym krążku z 1994 roku. Głównymi kompozytorami Ordo Ad Chao był właśnie Atilla i ówczesny gitarzysta Blasphemer. Płyta łączy w sobie nieco cech DMDS, a także coś nowego, czego do tej pory w Mayhem nie słyszeliśmy. Głównie za sprawą Blasphemera ostatni album Mayhem nabrał nieco... gotyckiego stylu. Czy to wyszło im na dobre, dowiecie się dalej.
Tracklist:
1.A Wise Birthgiver
2.Wall of Water
3.Great Work of Ages
4.Deconsecrate
5.Illuminate Eliminate
6.Psychic Horns
7.Key to the Storms
8.Anti
Pierwsze wrażenia:
Pierwszym wrażeniem po przesłuchaniu płyty było mocne zdziwienie i poczucie zawodu... Płytę pierwszy raz dopadłem w 2007 roku. Wtedy to zamówiłem limitowany do 1000 winyl i limitowany do 3000 metal box. Czyli CD w stalowym, grawerowanym opakowaniu. Wszystko ładnie wydane, fajerwerki i te sprawy... Po dwóch tygodniach oba limity powędrowały na allegro. Płytą byłem zawiedziony do tego stopnia, że nie chciałem mieć z ostatnim albumem Mayhem nic wspólnego. Wiele osób, które mnie znają nie uwierzą to, ponieważ Mayhem jest zespołem, do którego mam największy sentyment i oddanie. Moja kolekcja płyt opiera się w znacznej mierze na wydawnictwach Mayhem, czy to oficjalnych, czy różnego rodzaju bootlegach. Kult totalny.
Kilka dni temu postanowiłem dać płycie drugą szansę. Dorwałem na allegro pierwsze wydanie z 2007 w zwykłym regularnym CD za jakieś tam grosze i wczoraj płytę odebrałem. Niestety moja ocena płyty podskoczyła minimalnie. Tylko na tyle, aby nie sprzedać jej ponownie. Płyta nie jest podobna do DMDS, nie jest w zasadzie podobna do niczego. Jeżeli zawiera cechy DMDS to w znikomym stopniu. Osobiście uważam, że pod aspektem muzycznym, niektóre kompozycje są bardzo podobne, lub niemalże identyczne do tych zaprezentowanych na albumie Chimera.
Płyta jest nudna, powolna, ociężała i szczerze mówiąc ma niewiele przykuwających cech. Wokal jest kompletnie beznadziejny, kompozycje muzyczne są może i pomysłowe, ale tylko niektóre. Reszta strasznie monotonna. Sama jakość płyty też jest kompletnie beznadziejna jak na płytę "niby studyjną", bo osobiście wyczuwam tu małe zakłamania jak w przypadku niektórych albumów Burzum, ale nie jestem pewny, więc się nie odzywam.
Aby nie być zbyt krytycznym w stosunku do tego krążka dodam dla ścisłości, że kompletny gniot to nie jest. Płyta, gdyby wywalić z okładki logo Mayhem jest nawet dobra i da się tego słuchać. Ale gdy sobie uświadamiam, że to dzieło legendy norweskiego black metalu, to ocena drastycznie spada w dół.
Krótko ujmując, moim pierwszym wrażeniem był po prostu spory zawód.
Technicznie:
Tym razem zwrócę najpierw uwagę na sam sposób nagrania płyty. Otóż jest to kolejna porażka tego albumu, gdyż utwory zostały nagrane w formacie mp3... takiego absurdu dawno nie widziałem i jakość aż rani uszy. Lubię stare i brudne nagrania, ale to nie jest ani stare, ani brudne, ani nic. Po prostu jest beznadziejne. Nie wiem czy tak jest tylko na pierwszym wydaniu, czy też wszędzie, ale aż żal na to patrzeć. W dodatku czego by nie napisano, wiem że to było celowo zrobione, tylko nie wiem w jakim niby celu. Warto też dodać, że na płycie jest tylko jeden plik mp3, nie ma kilku ścieżek muzycznych. W programie do odtwarzania faktycznie jest ten plik podzielony, ale jednak na płycie znajduje się tylko jeden plik i dwa puste foldery.
Gitary brzmią na płycie nawet dobrze. Są stosunkowo cicho nagrane, ale słychać brud i ciężkie brzmienie. Jako ciekawostkę dodam, że całość muzyki skomponował Blasphemer i to właśnie on nagrał też wszystkie gitary. Wszystkie, czyli też bas. Wbrew temu, co jest napisane na płycie
Necrobutcher nie nagrywał na tym albumie basu. Nie robił w zasadzie nic, został po prostu wpisany na booklet płyty. Gitary są ciężkie, miejscami trochę melodyjne, ale jednak ciche i monotonne. Nie ma tu żadnej agresji, nie ma tu żadnej siły. ścieżki gitar zostały nagrane dosłownie jak pod jakiś album muzyki gotyckiej... może przesadzam, ale czuć tutaj silne powiązania. A jako dowód dodam, że Blasphemer w 2008 roku opuścił Mayhem, aby spełnić się przy swojej własnej kapeli założonej w 2005, która tworzy właśnie muzykę w stylu doom/gothic metalu. Bas tak samo jak reszta gitar, nagrany cicho i nie wybija się niczym konkretnym.
Perkusję na albumie jak zwykle nagrywał Hellhammer. Przyznam, że ścieżki bębnów jak zwykle trzymają wysoki poziom, gra jest bardzo płynna i klimatyczna. Nie jest tak szybka jak na GDOW, faktycznie nieco przypomina dokonania z DMDS, ale mimo wszystko czegoś w niej brak. Gra jest bardzo techniczna, brak w niej agresji, nastawiona głównie na tworzenie klimatycznego, mrocznego rytmu. Nastrojenie jak zwykle bez zarzutów. Akurat na Ordo Ad Chao można usłyszeć styl gry, który Hellhammer bardzo lubi. W zasadzie bez zarzutów, ale czegoś brak.
Wokal jest beznadziejny. Osobiście uważam, że Atilla nigdy nie spełniał się za dobrze w Mayhem i zaryzykuję stwierdzenie, że w chwili obecnej tylko psuje wizerunek zespołu. I to na całej długości. O ile w 1994 roku na DMD pokazał on swą pełną klasę, o tyle na Ordo po prostu sprawa przedstawia się wybitnie beznadziejnie. Nie ma tu ani jego potężnego growlu, ani nie prezentował nam pełni swoich zdolności wokalnych. Głos Atilli jest kompletnie pozbawiony emocji, nastawiony tylko na technikę i umiejętności, bo tych Atilla zawsze miał sporo. Na płycie uświadczymy zarówno growl, zarówno nieco czystsze wokale, trochę znanego nam wstawek "operowych", ale to wszystko jest takie bez siły. Zrobione na odwal, jakby od niechcenia. Wokal jest najsłabszą stroną płyty.
Ogólna kompozycja jest jak zwykle dobrze zgrana. Wszystko co skomponowano, zagrano dobrze, bo całość brzmi jak w dobrze nastrojonym zegarku. Więc w czym problem? Otóż w tym, że poszczególne części, jak wokal, gitary, kompozycje są kompletnie pozbawione mocy. Więc i całość posiada jej niewiele więcej. Prawda jest taka, że ogólnie płyta brzmi dobrze, ale jak na inne płyty Mayhem, które posiadam czuć, że jest cholernie wypalone to wszystko.
Oprawa graficzna:
Oprawa graficzna płyty nie jest taka zła. Nie wiem co tu więcej napisać, bo szczerze mówiąc okładka nie przedstawia niczego konkretnego. Sami zobaczcie
Podsumowanie i ocena:
Podsumowując, jest tak jak napisałem wcześniej. Płyta mogła być czymś dobrym, ale jest po prostu pusta i czuć w niej wypalenie. Nie zapowiada to niczego dobrego. Do tej pory zespół nie nagrał niczego nowego. Wydano tylko jedno DVD z filmem o zespole i jedną kompilację, czy tam mini album, gdzie nie ma niczego nowego, bo zawiera on tylko stare nagrania z DMDS. Epka zwie się Life Eternal. Po odejściu Blasphemra Mayhem zabrakło głównego kompozytora i nie wiem co będzie dalej. Album Ordo Ad Chao wieje pustką tak naprawdę. Kiedyś pisałem na forum recenzję European Legions, czyli albumu koncertowego/kompilacji Mayhem. Album promował płytę Grand Declaration Of War. Wtedy pisałem, że jest to najgorszy album Mayhem jaki mam i wystawiłem ocenę 6 lub 7. Po kilku odsłuchach nawet do mnie przemówił i szczerze mówiąc przy Ordo Ad Chao, European Legions to majstersztyk.
Plusy:
+ Niektóre kompozycje gitarowe
+ W jednym utworze czuć nawet niezły klimat...
+ Bębny. Nie to samo co kiedyś, ale ratują nieco ocenę
+ Niech będzie ta oprawa graficzna
Minusy:
- Pustka
- Nuda
- Wokal
- Paskudny sposób nagrania
- W zasadzie nie wiadomo co to jest
- Ciche gitary i ogólnie słabe kompozycje
- Brak klimatu
Oceną, którą wystawiłbym Mayhem- Ordo Ad Chao jest takie słabe 5/10. Ale to tylko jeżeli miałbym oceniać album nie myśląc o innych dokonaniach zespołu. Inaczej Ordo zyskałoby całe 2-3 punkty na 10.
Oczywiście nie jest to żadna tam recenzja. Po prostu moje skromne zdanie na temat płyt, ktoś może się z tym zgadzać, ktoś może myśleć co innego. Pragnę jedynie wyrazić własne zdanie i moja ocena płyt jest w pełni subiektywna.
Pozdrawiam.