Pierwszy zarzut:
Nie ma różnicy, że były też inne wojny. Cały świat został praktycznie zasiedlony. Prawie cały.
Drugi zarzut:
Najpierw ludzkośc musi przetrwać do tego momentu. Poza tym to nie rozwiązuje sprawy. Po księżycu będzie Mars, inne planety i co? Zawsze skończy się brakiem terenów. A zanim ludzkość stworzy cokolwiek pozwaljącego im zasiedlić cały wszechświat na pewno coś ich przed tym unicestwi. Kometa niszcząca jedną z planet, eksplozja naszego Słońca. Dziwnie to zabrzmi, ale trzeba się spieszyć by uciec przed nieuniknionym. Nasz Układ Słoneczny przestanie kiedyś istnieć i nic z naszej Ziemi nie zostanie.
Trzeci zarzut:
To by pogłębiło problem. Już teraz wiele krajów boryka się z samobójstwami z depresji, spowodowaną przeludnieniem, brakiem pracy, szybkością życia. Chcesz bardziej pogłębić tych ludzi? To samo stanie z mieszkańcami Afryki jak wyemigrują. A to nie rozwiąże problemu. Ludność Afryki się ustatkuje, zaznają dobrobytu i znowu zaczną się rozmnażać. A dawni emigranci wciąż będą w krajach, gdzie pojechali. Jeszcze więcej ludzi, jeszcze szybsza zagłada.
Nie ma już ucieczki. Co byśmy nie zrobili to się w końcu skończy. Spowolnieniem byłaby wielka katastrofa, która by wybiła 3\4 ludzkości. Ale ludzie to karaluchy, nie uczące się na błędach. Przetrwają i wrócą do punktu wyjścia.
EDIT:
Jako jedyny wymknął się z pod kontroli natury i nie dotyczy go selekcja naturalna, która potrafiłaby zapobiec zbliżającemu się przeludnieniu,
Kwintesencja. Już kiedyś kłóciłem się z Matem, że ludzkośc przez tą cechę jest najsłabsza. Bo sama w sobie nie ma nic, co pozwoliłoby jej przetrwać. Musi się albo uzbroić, albo coś wybudować, co go ochroni. I zrobi to narzędziami, lub obecie technologią. To zastopowało jego ewolucję, stanął w miejscu, rozwinął się tylko mózg. I nie jest w stanie bez osiągnieć cywilizacyjncyh przeżyć w innym środowisku.
Ale posty, to my edytujemy. ;p