Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: Król Lew *2019*  (Przeczytany 775 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Kamillo18

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2552
    • Piwa: 360
    Król Lew *2019*
    « dnia: Lipca 26, 2019, 23:49:29 »
    Mało oglądam filmów w ciągu roku, jednak Król Lew to jedna z produkcji, która kojarzy mi się nie tylko z dzieciństwem, ale i okresem, gdy miałem 15-16 lat.
    Króla Lwa oglądałem jeszcze na VHS kiedy miałem 7, może 8 lat. Za pierwszym razem wiadomo, nie zwracałem uwagi na jakieś (wtedy dla mnie duperele) typu dubbing i charyzma danej postaci, która w dużej mierze uzależniona była od tego, kto podkładał danej postaci głos. W skrócie - za dzieciaka mega smuteczek, pierwszy raz chyba nawet płacz w początkowej fazie filmu, potem jednak uśmiech na twarzy, że dobro zwycięża (tak ogólnikowo, nie chce spoilerować, bo może ktoś nie oglądał nigdy). Jakoś od razu oglądałem też drugą część, ale nie podobała mi się ona.
    Kilka lat później ponownie sięgnąłem po Króla Lwa, głównie za sprawą mojego znajomego. Koleś miał niesamowity talent do rysowania, a rysował przede wszystkim postacie z tego filmu animowanego - głównie Simbe i Nale. Ja już wtedy zwracałem jednak uwagę na to co wyżej - dubbing i to, jak dana postać prezentuje się w filmie, niezależnie czy jest dobra i zła. I tutaj diametralnie zmieniło się moje podejście do filmu. Mufasa, któremu głosu podkładał Wiktor Zborowski był mega denną postacią i sprawiał wrażenie lekko ograniczonego umysłowo, zaś spodobał mi się jego brat - Skaza. Tutaj ogromna rola w tym Marka Barbasiewicza i przede wszystkim genialnego w mojej ocenie wykonania piosenki w tej produkcji. Jak wiadomo filmy animowane mają w sobie sporo piosenek, jednak według mnie ta jest jedną z najlepszych w historii.

    Kilka dni temu premierę miał Król Lew. Lecz teraz nie mamy do czynienia z filmem animowanym, a produkcją jak z National Geographic. Postawiono na realizm postaci w filmie. I to dla mnie pierwszy minus. Ja rozumiem, że trzeba robić pieniądze. Że widza przyciągnie odtworzenie filmu sprzed 25 lat w wersji realistycznej. No ale jeśli ktoś oglądał pierwowzór i jest to jeden z jego ulubionych filmów, to w mojej opinii się zawiedzie. Forma animowanego filmu świetnie oddaje chociażby uczucia, emocje bohaterów. Tutaj mamy po prostu zwierzaki, które czasem przymkną oko tak, że ciężko to zauważyć i koniec. Scena, gdzie brat zdradza brata i jej konsekwencje w wersji z `94 roku miała w sobie pewną magię. Coś, przy czym człowiek pękał. W tym, co zobaczyłem kilka dni temu tego nie ma. Można przejść obok tego filmu bez większych emocji.
    Jeśli jestem już przy animacjach, to odwołam się do odnośnika podanego w spoilerze. Ta scena, ze Skazą ma w sobie to coś ( w wersji z 94 roku). W filmie jest mega sztuczna.

    Dubbing.
    W kwestii Mufasy nic się nie zmieniło. Postać ta dalej (u mnie) budzi te same emocje. Ja się skupię na Skazie i Timonie. Barbasiewicz i Tyniec zostali zastąpieni przez Ojca Mateusza Żmijewskiego i Stuhra (młodego). I powiem tak. Postać lwa traci cały urok. Dodatkowo w nowej wersji wykreowana jest ona na postać takiej trochę cipy. W wersji z `94 stoi on na czele hien, czują one do niego respekt. W najnowszej części w zasadzie wygląda to tak, że jest on tylko królem, ale nie odczuwają podwładni strachu przed nim. I uważam to za duży minus, bo jednak postać ta, ukazana jako władca, który stoi na czele królestwa tylko dzięki poparciu hien, które nie czują do niego respektu wygląda słabo. Troche jak król, który rządzi dzięki poparciu szlachty i tyle. Żadnej autonomii w kwestii zarządzania.
    Wracając jednak do dubbingu - w mojej ocenie Żmijewski, ani Stuhr nie zbliżyli się do poprzeczki zawieszonej przez aktorów, którzy udzielali głosu Skazie i Timonowi w produkcji sprzed 25 lat. Skazie brakło tego czegoś, zaś Timon został przedstawiony jako głupiutka surykatka i tyle.

    I na koniec, mógłbym przyczepić się do części piosenek. Część, jak np. Hakuna Matata są zerżnięte z pierwowzoru, ale to nie może dziwić - ona odegrała ważną role w fabule, bo kreowała Simbe w czasie, od kiedy został odnaleziony przez Timona i Pumbe, do odznalezienia go przez Nel. Ja się natomiast przyczepię do kawałka zaśpiewanego w Cmentarzysku Słoni (terenu hien) przez Skazę, któremu głos udzielał Żmijewski. :)

    I to tyle ode mnie. Jeśli ktoś z Was oglądał najnowszą część, niech napisze jakie są jego odczucia. Piszcie też, czy oglądaliście obie wersje, czy tylko jedną. :) Zapraszam do dyskusji.

    Offline Matim

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 833
    • Piwa: 54
    • Płeć: Mężczyzna
    • Matim loves you
    Odp: Król Lew *2019*
    « Odpowiedź #1 dnia: Lipca 27, 2019, 09:28:19 »
    Czyli z tego co mówisz kolejny raz remake jest klapą. Ja już od kilku dobrych lat kompletnie się odciąłem od wydawania jakichkolwiek pieniędzy na współczesną sztukę, bo 80% z filmów/sztuk teatralnych jakie widziałem w latach 2014-2016 to było kompletne dno i uznałem, że współczesna sztuka jest po prostu nieuleczalnie chora. Bardzo pozytywnie się zaskoczyłem jak zobaczyłem Czernobyl, niestetey od tego serialu też momentami tak paskudnie je*ało ideologią i traktowaniem widza jak debila, że sporo niesmaku pozostało.

    Także moja rada: w ogóle nie chodzić do kin, nie oglądać żadnych nowych filmów (starych dobrych jest nieskończenie wiele), nie karmić tych, odpowiedzialnych za ruinę współczesnej sztuki. Tam można uważać, że warto czasem zaryzykować, ale oni tymi filmami podprogowo pakują do głów obrzydliwą propagandę i jak się to ogląda, to wpływa to na twoje widzenie świata czy tego chcesz czy nie.

    PS Przyjdzie Czas to też moja ulubiona piosenka z filmów animowanych

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 8470
    • Piwa: 937
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: Król Lew *2019*
    « Odpowiedź #2 dnia: Lipca 27, 2019, 16:37:06 »
    @Kamillo
    Również widziałem nowego Króla Lwa jakiś czas temu, zgadzam się z Kamillem. Nowa wersja została położona jedną decyzją kreatywną - "urealistycznieniem" zwierząt. Koncepcja ta sprawdziła się bardzo dobrze w nowej Księdze Dżungli, bo tam mieliśmy główną postać ludzką. W oryginalnym Królu Lwie takich postaci brak i zwierzętom nadano więcej ludzkich zachowań (nienaturalne sposoby chodzenia, całe to szamaństwo itp). Kiedy tworzono bardzo realistyczne zwierzęta trzeba było pozbawić je zdecydowanej większości tych zachowań, ale w zamian nic nam nie dano. Także nijaki film, nie polecam ani tym co widzieli oryginalną wersję (rozczarujecie się), ani tym, którzy jej nie widzieli (zobaczcie wersję z 1994).

    @Matim
    80% wszystkich filmów i sztuk teatralnych jakie kiedykolwiek powstały to kompletne dno. Po prostu wydaje się, że kiedyś kręcono lepsze produkcje, bo te 80% z przeszłości zostało zapomniane na śmietniku dziejowym kinematografii i najzwyczajniej na nie nie trafiasz. Trafiasz na te dobre 20% plus jakiś 0,5% tych absolutnie najgorszych, a przez to śmiesznych i które pojawiają się w różnych listach najgorszych filmów wszechczasów.

    Tam można uważać, że warto czasem zaryzykować, ale oni tymi filmami podprogowo pakują do głów obrzydliwą propagandę i jak się to ogląda, to wpływa to na twoje widzenie świata czy tego chcesz czy nie.
    Dokładnie, to wszystko spisek Hillary Clinton, Żydów i braci Warner. Zmówili się, żeby zepsuć cywilizację i dlatego każdy powstały po 2001 film musi mieć mandatowe treści propagandowe, inaczej nie puszczą go w kinach.

    Offline Matim

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 833
    • Piwa: 54
    • Płeć: Mężczyzna
    • Matim loves you
    Odp: Król Lew *2019*
    « Odpowiedź #3 dnia: Lipca 28, 2019, 09:23:06 »
    Wiadomo, że kiedyś filmy też były wykładnią propagandową. Ale ze względu na traumę po 2 wojnie oraz wspólnego wroga społeczeństwo było mniej spolaryzowane, a co za tym idzie reżyseria miała więcej wolności. Jeśli myślisz, że czasy się nie zmieniają, to jesteś w błędzie. Jeśli myślisz, że filmy nie są środkiem propagandy i/lub nie wpływają na nas podprogowo, to też jesteś w błędzie, bo życie każdego z nas jest mniejsze niż nam się wydaje a filmy zawsze stanowiły i stanowią formę okna na świat. Pytanie tylko jak bardzo ten świat zakrzywia rzeczywistość.

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 8470
    • Piwa: 937
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: Król Lew *2019*
    « Odpowiedź #4 dnia: Lipca 28, 2019, 13:25:35 »
    Wiadomo, że kiedyś filmy też były wykładnią propagandową. Ale ze względu na traumę po 2 wojnie oraz wspólnego wroga społeczeństwo było mniej spolaryzowane, a co za tym idzie reżyseria miała więcej wolności.
    Reżyseria miała więcej wolności? Śmiem wątpić. Na pewno nie miała ich w krajach po wschodniej stronie żelaznej kurtyny. W USA? Również nie. Kodeks Haysa nakładał na twórców bardzo surowe reguły. Zakazywał choćby przedstawiania związków mieszanych rasowo. Narzucał również odgórnie jak mogą być przedstawiane takie tematy jak zdrada małżeńska czy przemoc. Film, który nie wypełniał tych reguł, nie miał praktycznie szans w dystrybucji. Współczesne kino może ci się nie podobać, masz do tego absolutne prawo – ale nie da się ukryć, że XXI wiek z wszelkimi dobrodziejstwami Internetu i globalizacji pozwolił na wolną jak nigdy dystrybucję filmów. Nawet jeśli treść spotyka się z krytyką jakiejś opcji politycznej czy mediów, film można nadal sprzedać kinom w innym kraju, platformie streamingowej, lub umieścić go w najgorszym wypadku na vimeo/youtube czy innej stronie, jeśli absolutnie nikt nie będzie chciał twojego filmu pokazywać. W latach 40., jeśli media przejechały się po tobie i twoim filmie, to mogłeś zapomnieć o tym, że osiągnie sukces. Warto tu wspomnieć choćby o kazusie Obywatela Kane’a, z perspektywy czasu uznawanego za jeden z najlepszych i najbardziej przełomowych filmów w historii kina, który jednak miał pecha zostać obsmarowany przez Heddę Hopper, wówczas najpopularniejszą publicystkę. No i okazał się finansową klapą, a na gali Oscarów zdobył zaledwie jedną statuetkę, przegrywając chociażby z taką Zieloną doliną Forda – filmem, o którym dziś większość ludzi już nawet nie pamięta.

    Jeśli myślisz, że czasy się nie zmieniają, to jesteś w błędzie.
    Gdzie stwierdziłem, że czasy się nie zmieniają? Oczywiście, że się zmieniają. Chyba, że to komentarz do mojego stwierdzenia, że 80% wszystkich filmów, jakie kiedykolwiek powstały to szrot. W takim wypadku podtrzymuję co pisałem wyżej, co roku wychodzi mnóstwo beznadziejnych filmów i tak samo było trzy ćwierćwiecza temu. Po prostu wszyscy pamiętają Bulwar zachodzącego słońca i na jego podstawie wyrabiają sobie opinię nt wszystkich filmów powstałych w tamtym okresie, a nie na tasiemcowych, schematycznych westernach w stylu Montany czy Dallas, których jedynymi argumentami nawet w momencie premiery był po prostu solidny aktor w głównej roli, w postaci Errola Flynna czy Gary’ego Coopera.

    Jeśli myślisz, że filmy nie są środkiem propagandy i/lub nie wpływają na nas podprogowo, to też jesteś w błędzie, bo życie każdego z nas jest mniejsze niż nam się wydaje a filmy zawsze stanowiły i stanowią formę okna na świat. Pytanie tylko jak bardzo ten świat zakrzywia rzeczywistość.
    Znów, nigdzie nie zanegowałem wpływu filmu na ludzi. Mój prześmiewczy komentarz natomiast nt spisku wynikał z bardzo prostej przyczyny – rozbawiło mnie, jak z jednej strony przyznajesz, że nie śledzisz na bieżąco współczesnego kina (Ja już od kilku dobrych lat kompletnie się odciąłem od wydawania jakichkolwiek pieniędzy na współczesną sztukę), ale z drugiej strony masz bardzo mocną opinię na temat tego kina jako całości (współczesna sztuka jest po prostu nieuleczalnie chora [...] Także moja rada: w ogóle nie chodzić do kin, nie oglądać żadnych nowych filmów). To dosyć wygodna pozycja, formułować osądy na temat treści i poziomu całej twórczości jakiegoś okresu, jednocześnie kompletnie się z tą twórczością nie zapoznając.

    Oczywiście nie znaczy to, że sam fakt preferowania starszych filmów jest zły, sam gdybym miał wskazać mój ulubiony kierunek artystyczny w filmie, to byłby to niemiecki ekspresjonizm z lat 20., a nie jakieś marvele.

    Offline Romanow

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 474
    • Piwa: 26
    • Płeć: Mężczyzna
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: Król Lew *2019*
    « Odpowiedź #5 dnia: Grudnia 16, 2019, 04:14:20 »
    Oczywiście nie znaczy to, że sam fakt preferowania starszych filmów jest zły, sam gdybym miał wskazać mój ulubiony kierunek artystyczny w filmie, to byłby to niemiecki ekspresjonizm z lat 20., a nie jakieś marvele.
    A propos filmów z  lat 20 Faust jest świetny.
    « Ostatnia zmiana: Grudnia 16, 2019, 04:57:42 wysłana przez Romanow »

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 8470
    • Piwa: 937
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: Król Lew *2019*
    « Odpowiedź #6 dnia: Grudnia 16, 2019, 11:22:52 »
    Owszem, widziałem "Fausta" i jest naprawdę dobry. Choć nie osiąga poziomu najlepszego filmu niemieckiego ekspresjonizmu, tj. "Gabinetu doktora Caligari". Jeśli idzie o niemieckie kino lat 20. to spoko jest też choćby "Zmęczona śmierć".
    Kino amerykańskie też wtedy jeszcze było ciekawe, zanim na nie nałożono kodeks Haysa. Wczoraj oglądałem "Ten, którego biją po twarzy" z Lonem Chaneyem, nie tak dobry jak te wyżej, ale też z ciekawym konceptem.

    Offline Romanow

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 474
    • Piwa: 26
    • Płeć: Mężczyzna
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: Król Lew *2019*
    « Odpowiedź #7 dnia: Grudnia 16, 2019, 12:17:36 »
    Dodałbym do tej listy Nosferatu jeszcze.

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 8470
    • Piwa: 937
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: Król Lew *2019*
    « Odpowiedź #8 dnia: Grudnia 16, 2019, 15:11:18 »
    Pewnie, Nosferatu jest spoko i ważne jako najstarsza istniejąca ekranizacja historii Drakuli. Choć osobiście z Niemiec okresu przedhitlerowskiego jeśli idzie o filmy z wampirami, moim ulubionym jest Vampyr Dreyera. Nawiasem mówiąc, jeśli kogoś ciekawi kino przedwojenne, to poza wymienionymi przeze mnie i Romanowa wyżej filmami, mogę z czystym sumieniem polecić również:
    • Golem (1920) - dziś z perspektywy czasu ciekawy kawałek kina, ostatnia (i jedyna zachowana) część trylogii żydowskiej o legendarnym monstrum z żydowskich podań, źródło inspiracji później dla Amerykanów przy tworzeniu wczesnych filmów o Frankensteinie
    • Metropolis (1927) - wybitne dzieło pod względem scenografii i techniki filmowej, kadry są tam po prostu niesamowite i nadal wyglądają świetnie w odrestaurowanych wersjach; na minus kiepska fabuła o uproszczonym socjalistycznym wydźwięku; Tim Burton często cytował wizualnie w swoich wczesnych filmach Metropolis, a zwłaszcza w Batman Returns, gdzie te odwołania są praktycznie na każdym kroku
    • Portier z hotelu Atlantic (1924) - film świetny, zwłaszcza dzięki występowi Emila Janningsa, późniejszego pierwszego laureata Oscara za rolę męską
    • Carmen (1918) - ekranizacja słynnej opery Bizeta w reżyserii Ernsta Lubtischa, legendy niemieckiego filmu z Polą Negri w tytułowej roli
    • Fantom (1922) - wariacja Murnaua (tego od Nosferatu, Fausta, czy Portiera... wyżej) na temat pościgu za sławą; na tle jego dorobku to dosyć realistyczny film, bez wampirów i diabłów
    • Raskolnikow (1923) - w najgorszym stanie ze wszystkich wyżej zachowany, nie słyszałem nic o tym, żeby ktokolwiek poddał go restauracji, a więc jeśli ktoś chce oglądać te filmy rozrywkowo, to obiektywnie muszę zaznaczyć, że jest pod tym względem aoglądalny; sam sięgnąłem po tę adaptację Zbrodni i kary tylko ze względu na jedną osobę - aktora Gregoriego Chmarę; aktor ten wystąpił później w polskim Mocnym człowieku i miał mieć wówczas ponoć renomę wybitnego aktora kina niemego. Chciałem sprawdzić jak to jego aktorstwo wyglądało, no a wiele filmów z nim nie zachowało się w ogóle. Raskolnikow tym czasem nie tylko się zachował, ale był okazją dla niego do pokazania się jako aktor, bo gra tytułową rolę. Na tyle na ile da się cokolwiek zobaczyć, jego gra zdaje się być rzeczywiście solidna, choć nie porównywałbym go z największymi aktorami tamtej epoki.