Kultura języka - inaczej się patrzy na człowieka, który stara się wyrażać inteligentnie i kulturalnie, a inaczej na kogoś, kto klnie i porównuje innych ludzi do kopaczy gnoju. Ten pierwszy stara się wyrazić szacunek wobec współdyskutanta, a ten drugi jest po prostu chamem.
A więc widzisz adriankowaty, ja na Tawernę Four Ways wchodzę już rzadziej niż kiedyś, ale i tak za każdym razem kiedy się loguję, rzucam okiem na czat. Rzadko się tam udzielam – a w dyskusjach na czacie nigdy, ponieważ to co bym napisał i tak zniknie na zawsze przez limit wpisów, a więc konkluzja jest prosta – marnowałbym czas. I jeśli mam dyskutować przez Internet, to wyłącznie za pomocą postów, wtedy to co napisałem pozostanie i ktoś inny będzie mógł to przeczytać. Na wpisy, które znikną po ca. kilku godzinach szkoda mi czasu.
Tak więc jestem tylko biernym obserwatorem i widzę to, co akurat nie zniknęło. I tylko w ciągu ostatnich kilku dni widziałem jak nazywasz kogoś (chyba Bojara) kmiotem i bodajże idiotą albo głupkiem. I teraz jak to wygląda z perspektywy postronnego obserwatora? Bo jeszcze ja, jako że kojarzę was oboje z Internetu i wiem jak się zachowujecie, mogę założyć (i tak właśnie zakładam), że Bojar również puścił wcześniej wodze i pozwolił sobie na obrażenie ciebie – może nie dosłownie, ale przy pomocy jakiejś metafory albo ukrywając obelgę w podtekście. Tyle, że jego akcje nie zachowały się (jak pisałem, taka natura shoutboxa i taka główna przyczyna mojego nieudzielania się tam w poważnych tematach) i dla innych ludzi, gorzej znających któregoś z was, wychodzisz na hipokrytę, kolesia o podwójnych standardach.
A to jak ciebie ludzie postrzegają wpływa na to, jak będą odbierali to co mówisz. I o ile jeszcze takie akcje w rl bym zrozumiał – jedni z nas reagują bardziej impulsywnie na wyzwiska czy ataki, inni mniej. Ale jesteś w Internecie, a dyskusje prowadzisz pisząc – a więc możesz odpowiedzieć w dowolnej chwili. Jeśli ktoś ciebie zdenerwował przejdź się, porób pompki, czy cokolwiek innego co pozwoli ci się lepiej opanować. Bo jeśli tego nie zrobisz, to jak pisałem – ludzie będą patrzeć na ciebie jak na hipokrytę. A tego chyba nie chcesz.
Poszanowanie obowiązujących w danym kraju norm prawnych - człowiek, który narzuca swój model innym będąc w matematycznej mniejszości w stosunku do reszty społeczeństwa nie wykazuje temu społeczeństwu szacunku i jest despotą. Człowiek przyzwoity przestrzega prawa, a dla ludzi je łamiących jest wyznaczony system kar.
Dopiero co było o manipulacjach w dyskusji i jakie są złe, a już sam stosujesz jedną z nich. Zaczynasz od stwierdzenia o konieczności przestrzegania obowiązującego prawa (99% ludzi się z tym zgodzi), ukrywasz punkt na temat dyktatu większości w środku akapitu, po czym znów kończysz zdaniem o przestrzeganiu prawa. Taka technika ukrywania bardziej kontrowersyjnych stwierdzeń, co do których dyskutant mógłby podjąć polemikę, w środku wywodu, co do którego rozmówca prawdopodobnie się zgodzi jest stosowana od dawna w dyskusjach z udziałem publiczności - stwarza iluzję, że w pełni przekonałeś dyskutanta do swoich twierdzeń, podczas gdy temat ze środka najzwyczajniej w świecie mu umyka.
A więc teraz kiedy już ustaliliśmy, że ukryłeś pewne kontrowersyjne stwierdzenie w środku tego wywodu, to skupmy się na nim –
człowiek, który narzuca swój model innym będąc w matematycznej mniejszości w stosunku do reszty społeczeństwa nie wykazuje temu społeczeństwu szacunku i jest despotą. Czym jest „narzucanie”? Bo chyba nie masz na myśli takiej sytuacji, w której jedna osoba wygłasza swoje poglądy – czy to w czasie publicznej dyskusji, poprzez dzieło kultury, w Internecie lub podczas ulicznego protestu/marszu (choć muszę przyznać, że sam tej ostatniej formy głoszenia swoich przekonań nie lubię). To by w istotny sposób łamało wolność słowa i czyniło z takiego kraju właśnie despotię. Tylko, że czerpiącą z mandatu społecznego.
Swoją drogą, czy możemy pomówić o tym, jak dziwne jest to podejście? Ludziom jako wolnym jednostkom przysługują pewne prawa i opinia publiczna nie ma prawa im ich odbierać tylko dlatego, że „większość uważa inaczej”. Tu przychodzi mi na myśl badanie na reprezentatywnej próbce społecznej z 2005 roku, przeprowadzone w Polsce. Pytano w nim Polaków o homoseksualizm i aż 89% respondentów stwierdziło, że jest on nienaturalny i w ogóle to be. Czy to znaczy, że skoro zdecydowana większość Polaków tak uważa, to osoby homoseksualne należy umieścić w szpitalach psychiatrycznych?
Albo inaczej – a przynajmniej aktualniej – jak już jesteśmy w temacie osób homoseksualnych. W 2014 CBOS zadał Polakom proste pytanie: czy stosunek seksualny między osobami tej samej płci jest moralnie akceptowalny, czy też nie. I 70% Polaków stwierdziło, że nie. Czy w takim wypadku penalizujemy osoby angażujące się w homoseksualny seks? Przecież 70% to jest nawet więcej, niż wynosi większość konstytucyjna, to jest gigantyczna przewaga.
Ludzie są w stanie funkcjonować poza społeczeństwem, samodzielnie, a społeczeństwo bez ludzi – jednostek – nie istnieje, a więc logicznym jest, że prawa człowieka jako jednostki mają prymat nad jakimś efemerycznym dobrem ogółu. Bo dobro ogółu jest skrajnie subiektywne. Jedni powiedzą, że dla dobra ogółu będzie, jeśli kobiety odejdą z pracy i zajmą się masowo rodzeniem i opieką nad dziećmi, a za 4 lat rząd się zmieni i zacznie realizować program równouprawnienia obu płci w miejscu pracy. I taka hipotetyczna kobieta, niezależnie od tego co uważa w danym momencie ogół populacji lub rządząca partia, co jest modne, ma prawo mieć własne poglądy i żyć według nich (nawet jeśli są w tym momencie niepopularne), tak długo jak nie narusza bezpośrednio wolności innych ludzi.
A mój problem z twoją retoryką jest taki, że biegnie w prostej linii od reżimów autorytarnych i totalitarnych. Piszesz, że to despotyczne, kiedy ktoś narzuca ogółowi swoje poglądy, ale sam całym tym postem narzucasz innym pewne postrzeganie zjawisk – niżej umieszczoną listą zakazanych ideologii (do czego jeszcze się odniosę, bo to ciekawa sprawa) czy stwierdzeniem, że ktoś
nie ma prawa głosić wartości jakie wyznaje, nawet jeśli nikomu nie szkodzą, jeśli są sprzeczne z tym, co uważa ogół.
I to jest na pewien sposób zabawne. Bo widzisz, przypomnij sobie swój post z założonego przeze mnie tematu o demokracji w Afryce (nawiasem mówiąc, powinienem tam się w końcu wypowiedzieć, no ale czasu nie ma aż tak dużo…). Stwierdziłeś tam, że generalnie niby to demokracje, ale takie rzeczy jak prawa człowieka czy wolność wyznania ma się tam gdzieś. A tam czym niby motywuje się wiele decyzji, nie mających nic wspólnego z demokracją? Właśnie mandatem ludu i tego, że „większość” uważa coś za „dobre”, „moralne”, „akceptowalne” albo w inny sposób pożądane, a alternatywa jest „zła”, „zdeprawowana” i można ją zwalczać niedemokratycznymi środkami. Tu wręcz na usta ciśnie się temat… znowu… homoseksualizmu. Przepraszam, ale nie będę już szukał do mojego komentarza wyżej alternatywnych przykładów, trudno, będziemy mieć post skoncentrowany na orientacji seksualnej.
A więc w takiej Etiopii, niby demokracji, większość ludzi uważa, że orientacja seksualna to kwestia wyboru i generalnie to 97% populacji uważa, że homoseksualizm to styl życia, który nie powinien być akceptowany przez społeczeństwo. I taki mandat ludu wykorzystywany jest do karania osób o tej orientacji więzieniem. Czy w takiej sytuacji ludzi broniących praw LGBT nazwiesz despotami narzucającymi ogółowi swoje własne przekonania, stanowiące mniejszość matematyczną?
Pieniądz nie jest wartością poza sensem ekonomicznym. Jest jednostką płatniczą, narzędziem do samoutrzymania i rozwoju, ale definitywnie nie celem samym w sobie. Mylą się gruntownie ci, którzy nazywają ludzi z klasy średniej i niższej nieudacznikami, durniami, idiotami i komuchami. To też są ludzie, którzy po prostu mają inne cele w życiu niż wartość nabyta.
Czyli sugerujesz, że ludzie z wyższych sfer to pazerni bogacze, a ludzie z klasy średniej i niższej to idealiści i altruiści, niezrozumiani przez zły kapitalistyczny świat? To jest stereotypizacja. Owszem, pewnie jest wielu ludzi z klasy średniej i niższej, którzy nie stawiają pieniądza na pierwszym miejscu, ale to nie znaczy, że wszyscy tacy są – klasa społeczna nie definiuje celów życiowych i charakteru.
Choć należy nadmienić, że większości Polaków i tak zależy na pieniądzach. W 2014 roku Instytut Psychologii PAN przeprowadził wieloobszarowe badanie zebrane pod nazwą
Rodziny z wyboru w Polsce. Życie rodzinne osób nieheteroseksualnych. Choć jak nazwa wskazuje, badanie przede wszystkim skupiało się na rodzinach z nieheteroseksualnymi rodzicami, w ramach próby badawczej sięgnięto również po rodziny z heteroseksualnymi rodzicami i interesujący nas fragment pojawił się w temacie wartości życiowych respondentów. A więc badacze ustalili, że wartości życiowe obu tych typów rodzin są całkiem różne i w przypadku członków rodzin heteroseksualnych stanowiły one kolejno: dzieci, praca i pieniądze. A, jak sądzę, zgodzimy się wszyscy, że większość Polaków stanowią i osoby heteroseksualne i ludzie z klasy średniej i niższej. A więc pewnie spora część obu tych grup się przenika i wielu ludzi z powiedzmy, klasy średniej, ceni pieniądze i zależy im na zdobyciu ich subiektywnie sporej ilości.
Ideologie oparte na nienawiści i żądzy mordu (korwinizm, anarchokapitalizm, komunizm, radykalny socjalizm, faszyzm/nazizm) powinny być zakazane prawnie. Nie mają długoterminowej wartości społecznej i generują jedynie chaos i bałagan, deprecjując ład społeczny.
Wspominałem już, że się do tego odniosę. A więc po pierwsze, ciekawi mnie to co poruszył już Abaddon, czyli gdzie widzisz w fundamentach akapu nienawiść i żądzę mordu.
Po drugie, ciekawi mnie czemu (nawet jeśli założymy, że ta nienawiść i żądza mordu leży u podstaw anarchizmu) gdzie podziały się anarchosyndykalizm, agoryzm czy anarchistyczny indywidualizm? Bo jeśli akap jest dla ciebie takim słowem-kluczem i rozumiesz przez niego wszystkie nurty anarchistyczne, to… mam wrażenie, że nigdy nie widziałeś anarchisty na oczy. Miałem okazję poznać dwójkę anarchistów w Warszawie i to naprawdę pozytywni ludzie, pacyfiści i generalnie nie mogę im nic zarzucić. Mam wrażenie, że anarchistom złą prasę zrobili ich XIX-wieczni poprzednicy, lubujący się w strzelaniu do celu i rzucie w dal środkami wybuchowymi. Współcześni anarchiści to nie jest jakaś mroczna sekta asasynów. Chyba, że wymienienie akapu było celowe, bo tylko ten odłam anarchizmu uważasz za morderczy. W takim razie chętnie dowiedziałbym się, co go tak drastycznie różni od wielu innych nurtów, które są najwyraźniej okej.
A to co jest wartością jest kwestią czysto subiektywną, zależnie od twojego światopoglądu, doświadczeń i sytuacji społecznej. To co ty uznasz za wartościowe (np. zdecydowanie wyższe bezrobocie u kobiet niż u mężczyzn, bo kobiety niepracujące mogą poświęcić więcej czasu wychowywaniu dzieci), ktoś może odebrać całkowicie negatywnie (bo nierówność na rynku pracy i ograniczanie możliwości rozwoju intelektualnego i zawodowego kobiet wynikające z oczekiwania, że to one powinny zajmować się dziećmi). I ma do tego pełne prawo, jako wolna osoba.
Zresztą ten cały tekst o ideach generujących chaos i bałagan oraz deprecjujących ład społeczny, to jak wyrwać słowo w słowo z którejś z przemów Josepha McCarthiego z czasów Hollywood Blacklist…
Do pozostałych punktów albo już ktoś się wyżej odniósł, albo z tego co wiem się odniesie kiedy już wyśle posta, a ja nie mam zamiaru na nie odpisywać, bo w przeciwieństwie do powyżej przeze mnie omówionych są po prostu twoją opinią (do której masz prawo) i niczym więcej. Pozwoliłem sobie skupić się wyłącznie na tych aspektach, które mnie tknęły, jak np. to wykorzystanie triku dyskusyjnego z początku.
EDIT: widzę, że wysłałeś nowego posta kilkanaście minut przede mną. A więc tak:
Na podstawie wypowiedzi jednego z ich głośnych zwolenników w tym kraju. Pana JKM, który chwali się szlachectwem zdobytym za służalczość wobec Rosji w ramach tępienia powstania styczniowego (w którym walczyli przodkowie mojej matki i za co ich wyrugano z ich włości na Kielecczyźnie).
Czyli jeśli znajdę ci brudy na jednego z liderów innych ideologii, to będzie znaczyć, że te ideologie są mordercze i zbrodnicze (czy co tam było, już nie chce mi się przewijać) u swoich podstaw?