Panie, daj pan spokój.
Jeden z działów który jest tradycyjnie nieuregulowany prawnie to tatuaż, to tak dla przykładu.
Tam zawsze się dzieją magiczne rzeczy. Powiedzmy, że przychodzisz do studia i mówisz - "ile mam odpalić ci za naukę", facet mówi ile i sobie ćwiczysz.
W sumie dobrze, jeśli koleś ciebie oszuka, i nie tatuujesz tylko sprzątasz, ale możesz mieć bardzo fajnego kolesia i to ty się bawisz.
Jedną z osób która wprost mówi, że dala łapóweczkę na początku jest Paul Booth
:format(jpeg):mode_rgb():quality(40)/discogs-images/A-276457-1387205948-8904.jpeg.jpg)
Reszta nie przyzna się, jakieś 99,99%, w praktyce więc przychodzisz do studia, a tu z maszynką siedzi kolega brata chłopaka byłej dziewczyny właściciela. Podobnie "tattoo kit", czyli zestawy dla początkujących, które są powszechnie dostępne i odpowiedzialne za setki tysięcy ofiar, eksperymentów artystycznych - no skąd masz wiedzieć, może masz talent - sprawdźmy to w kuchni z maszynką za 50 zł, wartą 10 zł, tylko trochę upadła na ziemię - jest ok.
Dzieciaki rozrywają sobie mięso do kości, i jest ok!
Gdybym zaczął teraz pisać tylko w tym temacie - czyli brak regulacji prawnych w tatuażu - to wyszedłby osobny wątek, każdy na pewno na swoje własne poletko, gdzie widzi jak prawo jest ułomne.
A tu proszę, memy - będę teraz płacił odszkodowanie dla Paul Bootha!
NIEEEEEEEEEEEE!!!!