Pytanie tylko co jest po równo. Urodziłem się w Katowicach, podobnie jak moi rodzice, i rodzina ze strony mamy od wielu pokoleń. Jestem więc na pewno Ślązakiem, ale nie mówię, oprócz słowek jakiś tam słowek jak tanksztela, wyciepeć czy ancug, po śląsku, i zdecydowanie jestem najpierw Polakiem. I wiem że większość ludzi ze Śląska jest w podobnej sytuacji. Ba, kiedyś się mnie ktoś z Sosnowca pytał czy znam jakieś Śląskie słowa (choć Sosnowiec to Sosnowiec), bo on sam żadnych nie znał. Chodzi mi o to, że ruchy jak RAŚ biją się o śląskość której nikt tak naprawdę nie chce. Po co komu dwujęzyczne tablice, jak śląski to praktycznie polski z różnymi domieszkami.
Nie wiem jak kiedyś traktowano Śląsk, ale wiem że teraz mamy już różne muzea, akcje, promowanie kultury, i nawet w tramwajach, na świeta, śpiewali kolędy po śląsku zamiast zapowiedzi. Mi to wystarcza. Agresywne promowanie śląskości kłóci się z tym, że dużo ludzi przyjechało tu z innych regionów Polski i że prawie 100 lat temu, twoi i moi przodkowie walczyli żeby Śląsk był polski.