Dam chyba najlepsze rozwiązanie. Trzeba pierdyknąć w kompa siekierą.
Wiem, że głupio zabrzmiało, ale tylko, gdy się rozwali kompa na jego oczach zrozumie, jak bardzo wam na nim zależy. A niech se wali po takich kafejach. Nie będzie tam siedzieć przez cały dzień i noc (chyba, że całodobowa). A nawet jeśli, to chyba ktoś zauważy, że się uzależnił.
W swojej rodzinie mam/miałem kilka uzależnień (niektórzy krewni nawet twierdzą, że ja jestem uzależniony, ale aby udowodnić, że tak nie jest, trzeba pokazać, że można bez tego żyć) i pomoc specjalisty jest niezbędna tylko przy skrajnych wypadkach (a często wydaje się, że każdy jest skrajny), bo bądź co bądź to dosyć kosztowne.
pozdro i życzę powrotu brata do zdrowia!
EDIT: sory, nigdy na to nie patrzę!