Wszyscy tak samo skierowali wzrok na Deceptiona. Ten zaś powstał w oburzeniu.
- Nie. Nie mamy z nimi żadnych koligacji. Jednak ledwie kilka pokoleń temu to my znajdowaliśmy się w takiej sytuacji. Barbarzyńska polityka jaśnie oświeconej Rady,
która podaje się za kolebkę galaktycznej cywilizacji sprawiła, że nasza cywilizacja się zatrzymała. Zostaliśmy skolonizowani jak jakieś niezdolne do pisania i mówienia podrzędne ludy, podbici za pomocą ogromnych fabryk i przetwórni. Nikt nie pytał nas o nasze zdanie. Nikt się nami nie przejmował. Skrii, część Rady, przy jej oczywistej afirmacji, zniewolili nas i zamknęli w fabrykach na długie lata, wykorzystując, manipulując i popychając do nienaturalnych czynności. Kiedy w obronie własnej cywilizacji, własnego domu, kiedy w obronie praworządności i równości i niepodległości wystąpiliśmy przeciw agresorom... zostaliśmy potraktowani jak agresorzy! Zrzucono przeciw nam najstraszniejszą z bomb, zastosowano okrutne metody, których skutki są nieodwracalne! Przez właśnie barbarzyńską politykę Rady, przez bezczelną wojowniczość jesteśmy zniekształceni, ekosystem naszego świata rodzimego musi być sztucznie podtrzymywany, aby się nie posypać. To są właśnie efekty głupiej wojowniczej polityki Rady. I ani jeden okręt, ani jeden żołnierz Deceptionów w tym zbrodniczym akcie uczestniczyć nie będzie. Nigdy! - uderzył pięścią w konsoletę, a następnie usiadł. Wzrok zebranych przeniósł się na Przedstawicielkę Zakonu, jakoby to jej głos miał być decydującym w ich osądzie.