Pochwyciłeś pasownego konara, który nieco dalej był. Zacząłeś go szarpać, szarpać i w końcu wyszarpałeś. Kiedy czyściłeś go z gałązek, bestia powoli, sukcesywnie zbliżała się do Ciebie. Potarłeś go o pień drzewa obok i wtem poczułeś coś okropnego - zwierzę weszło dostatecznie wysoko, aby wysunąć swój długi język i polizać Cię, od uda aż po jajka, zostawiając obślizgłą ślinę nań. To jednak dało Ci moment - kiedy ozor wracał między zębiska euuyomy, Ty w dodatku wpakowałeś jej konar w gardziel. Ta szybko zacisnęła zębiska, przegryzając go z trzaskiem, niemniej opadła na ziemię i zaczęła charczeć i stękać, rzucać się od lewa do prawa. W końcu, po krótkim tańcu euuyoma wydała z siebie piskliwy okrzyk i padła na ziemię nieruchoma, jej długi język zaś opadł tuż obok niej...