Wielki głód:
-Ej John, masz Ty jeszcze tego prosiaka? Żona i dzieci mi głodują odkąd tamci spalili nam pole.
-Cześć Henry, nie niestety nie mam. Wczoraj mi ten porucznik Cumber... Cucumber... Chumbratch.. no wiesz Benedykt co był synem starego Carltona z Abercomb, zarekwirował. Wiesz stara śpiewka, na rzecz królowej, bronić kraj i takie inne bzdety.
-Ehhh, przez tą dziwkę na tronie tylko my głodujemy, a ona co? Żre pewnie tam u tych jaśniepaństwa....
-Morda John, dziwka, czy bydle a to jeszcze jest nasza królowa.
-Wiem, wiem... tylko cholera mnie bierze jak to widzę. No dziękować Bogu chociaż trzeba, że nas jeszcze ci „czarni” z południa nie dopadli. Podobno w Reading spalili większość pastorów, bo łaciny nie umieli...
Takie to rozmowy dało się słyszeć po miastach i wsiach Anglii, od czasu kiedy jeden atak i próba sięgnięcia po koronę Szkocji przez Elżbietę nie rozpoczęła tych dramatycznych wydarzeń. Żeby walczyć w wojnie należy odpowiednio zaopatrzyć wojska, inaczej oni sami sobie znajdą jedzenie, w zagrodach bezbronnych mieszkańców. A tak się składa, że ani Anglicy, ani Szkoci nie mieli dość jedzenia by sami utrzymać armię. Lepiej trochę wyżywieni byli Irlandczycy, lecz oni łupili Anglików by się zemścić za krwawą okupację, a Hiszpanie? No cóż oni mimo że tabory mieli pełne jedzenia palili chyba tylko dla przyjemności, jakby było to ich sportem narodowym.
Zrozumiałe jest to, że chłopi zaczęli się niepokoić. Chwilowo problem jeszcze nie był taki wielki, ot wioska cała poszła do lasu by dołączyć do bandytów, jakiś szlachcic został znaleziony nagi na trakcie z odciętymi rękoma, czy kościół zapłonął, bo pastor nie chciał się kolacją podzielić. Lecz jeśli sytuacja będzie się przeciągać istnieje duże ryzyko, że chłopi wezmą broń w swoje ręce i idąc przykładem swych poprzedników spróbują obalić królową, króla czy jakąkolwiek władzę, która by im jedzenie zabierała.