Noc, deszczowa noc. Siedziałeś przy swoim biurku po godzinach, czekałeś na pilny telefon od swojego szefa, który nie przychodził. Zadzwoni? Nie zadzwoni? Sekundy wydłużyły się w godziny, minuty w dni. Stres powoli Cię zjadał od środka, czułeś na sobie spojrzenie wszystkich ważnych osobistości w tej firmie. Jeżeli szef i klient zaaprobuje twój projekt, staniesz się sławny! Takiego przetargu dawno nie było w tym mieście! Masz nadzieję, że wszystko się uda... Musi się udać! Gdzie ten cholerny telefon! Tutaj, nie uciekł. Sprawdzasz kabel, może któryś zazdrosny kolega Ci go uszkodził, nie wszystko jest ok... Telefon... cholerny telefon. Po chwili telefon zadzwonił a ty byłeś tak przejęty, że krzyknąłeś - tak się przestraszyłeś. Zestresowany nie mogłeś chwycić słuchawki, lecz w końcu opanowałeś się. Podniosłeś ją i usłyszałeś
- Pan Renfield proszony do gabinetu szefa - usłyszałeś głos Barbary, sekretarki szefa, po czym rozłączyła się dopełniając formalności. Odłożyłeś słuchawkę.
Co robisz? Którędy idziesz do gabinetu? Wykorzystujesz windę czy schody?