Jeśli, przyjmując, że średnio co 5 rekrut jest zaopatrzony w topór, a reszta w pałki, siekierki i falcjony (to akurat dobra broń do walki w zwarciu. Mała, szybka, poręczna i ma 30 pkt obrażeń cięcia!), to wśród 300 rekrutów jest 60 toporników. Czyli, huskarle muszą się zmierzyć z trzykrotnie większymi siłami żołnierzy z toporami (statystyki huskarla w posługiwaniu się bronią dwuręczną są ponad dwukrotnie wyższe, ale same nie rekompensują przewagi liczebnej. Vaegirzy mają prawie czterokrotnie słabszy pancerz i o wiele mniej życia). Pewnie ich zmiotą z powierzchni ziemi. Ale straty będą na 100%, jakichś 2-3 ludzi eliminujemy z rozgrywki. Teraz, 17 trochę obitych Nordów wystawiamy do walki z 240 wrogami. Powiedzmy, że połowa ma siekierki, dalsza ćwierć pałki i kamienie, a reszta falcjony. 120 siekier, 60 pałek i 60 falcjon. Dobra, mamy ludzi, nie śpieszy się nam, wszystko spoko. Pałkarze, na przód. Stuk, puk! Pałkarzy nie ma! A wraz z nimi 4 huskarli! 13 rannych vs 180 wypoczętych. Hmmm? Dobrze, falcjon nam szkoda, siekierki naprzód! pawie 10 na 1. Huskarl nie poradziłby sobie nawet 5:1, co dopiero 10. Siekiery wygrywają tracąc 10 ludzi. Podsumowując: Nordowie giną wszyscy, Vaegirowie tracą 130 ludzi. Tak to by wyglądało, gdyby huskarle stali w jednej linii blisko siebie, a Vaegirzy nadciągaliby falami. Ale, zwykle wróg atakuje zbitą masą. Więc, gdyby wróg zaatakował normalnie, 20 na 300, to huskarle legliby szybko, zabierając ze sobą do diabła co najwyżej 30 wrogów... Taka wygrana jest niemożliwa.
Domysły podane z przypuszczalną trudnością gry ok. 30%.