Problem tkwi w tym, że nikt nie chce dawać kasy. Nikt. Ani w Polsce, ani jak się okazuje w Niemczech, nie chce przyjąć kilkuset tysięcy ludzi którzy myślą, że cokolwiek im się należy. Jak chcą przyjechać, to proszę bardzo, spieniężyć co można po drodze i niech sobie pracują. Komu to wadzi? Byle, tylko PIP pilnowała, czy aby nie są łamane prawa pracownika w stosunku do nich. Sytuacja zdrowa - Prusy wzbogaciły się tak, gdy protestanci masowo po skasowaniu ich praw, opuszczali Francję.
Tu pojawia się szereg problemów, chociażby bariera językowa. Zanim nauczą się polskiego minie co najmniej pół roku, jak nie rok, dwa. Do tego czasu, ich możliwości by sobie dorabiać nie są duże. Ci którzy mają solidny fach w ręku, wolą zaś jechać do UK czy Niemiec, jak i tak mają startować od 0, to lepiej być np. hydraulikiem w Berlinie niż Warszawie, to raczej oczywiste.
Religia, religią. W każdej są jakieś zapisy, pozwalające mordować innych. Nie przeczę istnieniu Boga, ale to bardzo wygodne prawda? Przez lata, feudalizmu gdzie ponad 90% utrzymywało, malutką resztę, coś trzeba było tym chłopom powiedzieć. Bóg, tak chciał, urodziłeś się chłopem, to tylko podróż do lepszego świata - przejdź ją, jak trzeba, bo taka była jego wola.
Dobrze też, pomyśleć, że walczy się za Boga - umrę to pójdę do nieba. Robię to co on chce. Bzdura. Ale coś trzeba powiedzieć debilom, którzy zamiast sobie normalnie żyć, latają z kałasznikowem, szukając szansy na lepsze, bardziej udane życie. Odwołać się do czegoś wyższego.
To wszystko nie ma sensu - dla mnie już banda najemników, która żadną siłą wyższą gęby sobie nie wyciera, ma większy sens, zasługuje na większe poważanie, niż ktoś kto ubzdurał sobie, że Bóg chce aby ten walczył w jakiejś bezsensownej wojnie. Od lat, od deus vult, przed Got mitt uns, po dzisiejsze wydarzenia, ludzie szukali tego punktu zaczepienia, by czymś usprawiedliwić to, co robią.