Mordor wydaje mi się, że jest frakcją z największą liczbą generałów i w ogóle wszystkiego. Mają też niby duże armie, bo orkowie ze względu na balans zwiększają wielkość oddziału. Niestety nie jest to za dobrze zbalansowane jeśli chodzi o autocalc, w bitwie grupka elfów powystrzela ci hordę orków, na mapie będzie odwrotnie albo szanse będą wyrównane. Ja robiłem tylko orków strzelców i Numenorejskich jeźdźców, bo to się na większość frakcji sprawdzało i potem jedna bitwa z Elfami i kapa, heh.
Nie podoba mi się w tym modzie, że choć jednostki wyglądają na pancerne, to staty ich pancerza są słabsze niż jakaś skórzana zbroja Elfów... Ja rozumiem dostosowanie pod 'lore' książkowy, różnice 'technologiczne' i Elficką supremację zawsze i wszędzie, ale to jak jednostka wygląda kłóci się z tym jak intuicyjnie chcemy ją zastosować. Jest też na to mod, ale to znów wywraca balans i jest za bardzo nastawione na militarny pseudorealizm jak w totalwarowym Third Age na Meda 2.
http://mbx.streetofeyes.com/index.php/topic,2546.msg66894.html#msg66894 - spis nagród, ale nie ma wszystkich frakcji. W każdym razie widać, że gra daną nacją wymusza na graczu wybranie również jakiejś konkretnej ścieżki rozwoju oraz rasy. Typowe TLDowe zawężanie gameplaya sandboxowego, co zrobisz... Dla mnie zupełnym nieporozumieniem są np. bronie których można używać tylko piechotą albo zbroje z pancerzem poniżej 40... Większość modów M&B jest totalnie hardkorowa na piechotę, a tu dobry wierzchowiec jako nagroda jest tylko dla kilku nacji(btw. najciekawszy jest pająk dla Dol Guldur, ale najlepiej miec dużego warga, najmocniejsza opcja).
Połozenie tych pobocznych nacji jest początkowo kiepskie, w ogóle początek TLD zachęca tylko do tego, żeby jak najszybciej wywalić tego moda :P Jednak po przysunięciu 'frontu' i powstaniu obozów, jest już normalnie.
Jeśli chodzi o złe nacje, to według mnie w tym modzie Rhun ssie(zrobili jakichś Konanów na osiołkach z nich), Umbar jest totalnie niedorobiony i dla mnie antyklimatyczny, pikinierzy z muszlami na głowach, Dol Guldur jakoś tak na siłę i niezbalansowane(kopia mordoru ale same orki), Gundabad w sumie też, Harad i Dunland są za słabe niestety, choć są w miarę spoko zrobione, a Harad ma bardzo szerokie drzewko jednostek. Moria i Khand w miarę spoko, jest klimat, ale trzeba dopasować się do stylu nacji, to są takie wojska typowo do blitzkriegu, Mordor chyba największa róznorodność i skrajności, ale lepiej grać człowiekiem. Isengard jest najsilniejszy imho, szeroki wachlarz jednostek, przy czym w przeciwieństwie do mordoru, gdzie nie da się stworzyć mocnego trzonu armii, tak isengardcy Uruk-hai się idealnie do tego nadają. Poza tym ma gameplayowo fajne położenie. Ok, trzeba grać urukiem, ale nagrody też są pod to i są porządne.
Co do dobrych frakcji nie ma co się specjalnie rozpisywać, rohan konna zielona nuda, gondor najwięcej opcji, ale też nuda, bo za łatwo, Wysokie elfy i Lothlorien to spina żeby przypadkiem zaden kilkusetletni młodzian nie padł od gobliniej strzały...(ale oczywiście Imladris jest najlepszą nacją, bo Wysokie Elfy to w każdej grze o LOTR najlepsza nacja), Mroczna puszcza kolejna zielona nuda, beorninowie bardzo fajna ciekawostka ale niestety trochę za słabi(najlepsza piechota średnia, a berserkerzy owszem wycinają wszystko, ale też wszyscy łatwo padają), krasnoludy spoko(wiadomo), Dale spoko, taki słabszy gondor. Grając dobrymi zawsze wybierałem w grach i modach różnych Dale(czasem Erebor/Iron Hills), bo to taka jakby neutralna nacja i nie tak łatwa dla mnie jak Elfy czy Gondor, gdzieś daleko, w miarę róznorodna, jedynie mnie denerwuje, że trzeba ciągle hordy rhunu odpierać.
Możliwe, że pozostanę przy Numenorejczyku, aczkolwiek grając bitwy jestem maszyną do wycinania, a orkowie typowym mięsem armatnim, które ma za zadanie zginąć i przegrywać 3/4 bitew w sytuacjach gdy nie mają 5-ciokrotnej przewagi nad wrogiem :/
No taki jest Mordor :D Nieważne czy to gobliny, czy orkowie czy nawet uruki, wszyscy padną, ważne żeby powoli gromadzić(mozna trzymać wojska w stolicach) numenorejczyków. Jest to strasznie męczace, bo zanim awansują na czarnych złowrogich ubermenschów na galopujących rumakach zagłady, to są słabą, a drogą piechotą i do tego zajmują sloty w armii. A chyba 3(?) orków za jednego numenorejczyka można mieć.
Ogólnie ja nie potrafię grać w tego moda tak, żeby mi sprawiał przyjemność, bez korzystania z cheatów i opcji do debugowania. Normalnie grając jest za dużo czekania, za często trzeba liczyć na ruchy sojuszniczej SI, za mało widać na mapie(gram zawsze z ctrl+T), za wolno się podróżuje(ja się często teleportuję), za wolno się leveluje, zarabia, szkoli itp. itd. Do tego nie ma szerokich mozliwości działań poza podążaniem ścieżką wojny(tutaj też sam o niczym nie decydujesz) i pewnej dawki ekploracji i misji, bez tego ten mod byłby średniawką, na szczęście się tu postarano. Niestety też grając nacjami orkowymi czasem po prostu nie ma szans w żadnym starciu w bitwie vs. Imladris czy Minas Tirith/Dol Amroth. Ot taki 'balans' zgodny z klimatem LotR według twórców... no ja rozumiem, że to jest klimatyczne, ale dlaczego nie daje się graczowi jakichś innych opcji, tylko trzeba się naczekać i natrudzić(zdobyć wysoką rangę) i potem nakombinować(odnaleźć, wydać rozkaz czy skłonić do podążania i potem jeszcze liczyć na to, że dołączą do bitwy), żeby być może się udało? No bo co to za opcja, że trzeba czekać na wyprawę wojenną i nawet wtedy używać autocalca, bo wyprawa wojenna Imladris tak właściwie mogłaby za jednym zamachem podbić wszystko.
Btw. nie wiem czy wiesz, ale po pokonaniu dobrej strony, zaczyna się walka między Mordorem a Isengardem, czyli jakby kampania od początku, tylko że nudno, bo czarni walczą z czarnymi. No i generalnie Mordor w bezpośrednim starciu jest przez Isengard miażdżony...