Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Ankieta

    Czy starasz się "odgrywać" swoją postać?

    Tak, zawsze patrze z punktu RolePlay'owego, nigdy nie uważałem M&B za zwykłą siekankę, wręcz przeciwnie.
    35 (45.5%)
    Przeważnie tak, lecz w niektórych wyjątkach (opisz je) kieruje się PowerGamingiem*.
    15 (19.5%)
    Rzadko, raczej patrze ze strony PowerGaming'owej* i radochy z wybijania zastępów wroga,  niż odgrywania  postaci.
    9 (11.7%)
    Nigdy, dla mnie M&B to zwykła siekanka, w której liczy się ilość zabitych wrogów.
    3 (3.9%)
    Dla mnie M&B to po prostu gra, w którą można się odprężyć - gram w nią tylko dla wielkich bitew.
    15 (19.5%)

    Głosów w sumie: 73

    Autor Wątek: RolePlaying w M&B, czyli odgrywanie, czy sieka?  (Przeczytany 3541 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline sHadowPL

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 24
    • Piwa: 0
    RolePlaying w M&B, czyli odgrywanie, czy sieka?
    « dnia: Stycznia 05, 2009, 17:54:14 »
    *PowerGaming to dążenie do posiadania jak najlepszego wojska, najpotężniejszej postaci itp.

    Ok, zapraszam do ankiety. Więc chodzi mi o to, czy bawicie się w takie duperele jak odgrywanie postaci (a nie branie wszystkich zadań pod rząd, aby mięc jak najlepsze stosunki i jak najwięcej pieniędzy), dopisywanie konkretnych historii do każdej bitwy (tutaj inspiruje się postem któregoś z userów, jednak nie pamiętam dokładniej nicku), i inne takie rzeczy, które urozmaicają Waszą zabawę w M&B. A może po prostu traktujecie tą grę jako zwykła siekankę i grę, w którą można zagrać po prostu raz na jakiś czas, żeby rozegrać większe bitwy? Przy okazji traktuje tu do rodzaju zapisu, realny/save na zawołanie oraz poziom trudności, który poniekąd wpływ na odgrywanie swój ma...

    No dobra, zaczne od siebie - save zawsze realny, poziom trudności na początku około 70% (obrażenia te po środku), w późniejszym stadium na 100% przechodze, ew. 120-130% z powodu powiększonego battle-size. Raz próbowałem grać na odgrywanie - tj. grając pisałem na kartce zapiski : data i szczególne rzeczy, ktore się działy w tym dniu. Po tym pisałem dziennik w 100% RolePlay, czyli w pierwszej osobie, uwzględniając wszelkie pomysły, niezadowolenia etc. mojej postaci. Jednak prowadzenie tego dziennika było dość nużące, bo trzebabyło trochę posiedzieć, żeby kompletnie spisać chociażby jeden tydzień. To tyle, jeżeli chodzi o podejścia w 100% RolePlay'owe - tak to gram pół na pół, tj. nie gram na PowerGaming, ale i specjalnie na RP. Nigdy nie biore jednostek z wrogich nacji, z przyjaznych raczej rzadko, chyba, że ma to wytłumaczenie w grze (czyli walka z chanatem - bez udziału Rhoodoków nie mamy szans, więc trzeba do nich pójśc o pomoc etc.). Rozwijanie postaci to także pół na pół - takie rzeczy jak handel, czy persfazja, które nie są szczególnie potrzebne w grze, szczerze mówiąc mało dają, mają wytłumaczenie w historii mojej postaci. Przy wyborze historii także kieruje się ciekawymi rozwiązaniami, a niżeli początkowym herbem i 1.000 denarów w kieszeni - na przykład grając dzikuską/dzikusem raczej nastawiam się na łuk i takich samych wojowników (czemu i nie zostać najemnikiem i walczyć z grupą bandytów przy boku? ciekawy pomysł :P). 0 cheatów etc. To chyba na tyle ;) Czekam na wasze wypowiedzi.

    Offline Alkhadias

    • Powabna baletnica
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2662
    • Piwa: 178
    • Płeć: Mężczyzna
    • Push humanity forward
      • Serio Blogów
    Odp: RolePlaying w M&B, czyli odgrywanie, czy sieka?
    « Odpowiedź #1 dnia: Stycznia 05, 2009, 18:03:46 »
    Więc tak: Mój poziom trudności 226%, save Realistic. Niegdyś starałem się odgrywać postać i wymyślać jej historię, ale to wszystko skończyło się na wersji 0.751, a dalej to tylko sporadycznie kierowałem się własną historią. W zasadzie to tylko w modzie Return of Zendar na wersję 0.960 poczułem znów stary klimat. Teraz traktuję Mount & Blade tylko jako grę, w którą można od czasu do czasu pograć, a potem odstawić. Co prawda mod The Eagle and The Radiant Cross przyciągnął mnie na dłużej i nawet da radę wymyślić ciekawy wątek, ale to już nie to samo co Dukes & Mercenaries na 0.751 Niestety w tej grze nie ma możliwości na ciągnięcie takich rzeczy jak ciągłe tworzenie fabuły i tu czuję ogromny żal do twórców, że takowej nie dali. Zaznaczyłem ostatnią odpowiedź.
    Father, forgive me not, for I have sinned!
    Now tremble and fear, and mercy have not upon me!  

    https://alkhadias-rozrywkowo.blogspot.com/
    https://alkhadias-naukowo.blogspot.com/

    Offline Bazyli10

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 53
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: RolePlaying w M&B, czyli odgrywanie, czy sieka?
    « Odpowiedź #2 dnia: Stycznia 05, 2009, 18:41:03 »
    Nie oszukujmy się, większość bitew to po prostu siekanka, tylko po to żeby nabić doświadczenia sobie i wojsku i zdobyć gotówkę, ale zdażają się też takie potyczki, które aż proszą się o poemat i za to tę grę kocham:)

    Sam kieruję się kilkoma zasadami, tak żeby zachować nastrój RPGa. Poziom trudności 154%, realistic save. Nienawidzę Rhodoków, więc nie wchodzę z nimi w żadne układy. Nigdy nie uciekam z bitew, nawet gdy nie mają żadnych szans powodzenia. Dbam o swój honor i reputację, no i oczywiście o swoje wojsko, które zawsze ma co jeść i z kim walczyć:)

    Dziennika nie prowadzę, chociaż jest to niezły pomysł, może zacznę przynajmniej spisywać co piękniejsze starcia.

    Fajna ankieta.

    Pozdrawiam,
    Bazyli10

    Offline Credo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 350
    • Piwa: 1
    • Płeć: Mężczyzna
    • Kaizoku Onii, Ore Wa Naru!
    Odp: RolePlaying w M&B, czyli odgrywanie, czy sieka?
    « Odpowiedź #3 dnia: Stycznia 05, 2009, 18:43:43 »
    Staram się odgrywać swoją postać. Zawszę chcę być potężnym wojakiem, lecz też doskonałym dowódcą. Czuje klimat, kiedy moja taktyka pozwala wybić w pień potężnego wroga. Czuje dreszczyk emocji widząc mojego wojaka przeszywającego wrogiego jeźdźca lub potężnego bandytę z wielkim toporem.
    Staram się być odważny i zdecydowany. Nie zawahałem się iść na samobójczą misję - spotkanie szpiega w Jelkali - wrogiego miasta. Jednak widziałem, że mój towarzysz walczy z wrogą armią, a inni lordowie Rhodoków śpieszyli pomóc w ataku na mojego lorda. Więc obmyśliłem plan - przeczekam, aż wszyscy do niego dojdą, a ja pójdę do miasta. W stroju pielgrzyma oszukałem strażników i przechadzałem się po mieście mówiąc dziwne zdania. Spotkałem szpiega, wybiegłem z zamku i pośpieszyłem pomóc przyjacielowi. Widząc swoich lordów, poczekałem jak dołączą się do bitwy po mojej stronie. Wróg miał lekką przewagę, lecz udało się wygrać dzięki dobrej taktyce. Miałem kontrolę jedynie nad swoimi wojakami, więc rozkazałem iść piechocie na przód, za nimi łucznicy, a po prawej trochę oddalona kawaleria. Zostawiłem ich tak i pośpieszyłem kolegom. Została cząstka wrogów, około stu - akurat dobrze. Miałem około 70 wojaków - poczekałem na wroga. Z pomocą Nordów i ich tarcz nie było dużo strat. Wytrenowani rycerze Swadiańscy ruszyli przed piechotą na atak. Stratowana piechota wroga ledwo stałą na nogach, poległo około 50 rycerzu po wjechaniu w potężną piechotę wroga. Gdy wróg podszedł na dobrą odległość kolejna szarża rycerzy i moja piechota zsiekała wroga. Czasami "wczuwanie się" opłaca - złapałem 2 lordów z 3-4 ;).
    Pozdrawiam.
    Credo
    Japońsko-murzyński twardziel, sądząc po avatarze i sygnaturce.

    Offline Kolba

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1697
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Ten który opowiada kretowi bajki do snu
    Odp: RolePlaying w M&B, czyli odgrywanie, czy sieka?
    « Odpowiedź #4 dnia: Stycznia 05, 2009, 19:04:18 »
    Ode mnie wczucia się w postać raczej nie należy oczekiwać. Skończyły się te dobre czasy...

    Wersja 0.751 moim zdaniem po prostu powala na ziemię i dobija drzewcem 1.011. W tamtych czasach za każdym razem grałem na realistycznych sejwach, maksymalna trudność i zawsze gra sprawiała mi ogromną przyjemność. Nie miał znaczenia fakt, że podróżowałem zbrojnym rycerzem czy też trudniącym się handlem kupcem. I ciągły stres, że wrogi nobleman obierze inną drogą z punktu x do y. Pewnie mnie za to zlinczujecie, ale twierdzę, że grafika w 0.751 jest lepsza niż w nowszych wersjach. Zgadzam się, że gra wtedy odstaje mocno od innych tytułów, ale po co komu te: pixel shadery, bloom, rag-dolle czy tekstury rodem z Obliviona czy Crysisa, jak można się bardzo dobrze bawić przy średniawej grafice? Jest gorsza, ale klimatyczniejsza. Od razu mówię, że odgrywanie postaci w najnowszej wersji po prostu nie istnieje. Walka mimo, że jest bardziej realistyczna to nie jest w ogóle ciekawa i doprowadza mnie to do stanu, w którym trzeba używać kodu uśmiercającego przeciwników. Zawsze gram na kodach i na najniższym stopniu trudności. Native nie włączałem od miesięcy, a każdy mod to popatrzenie na mapę, kupno kilku przedmiotów, krótka bitwa i koniec. Moja postać w zasadzie mogłaby nie istnieć i mógłbym grać jako obserwator, nie zaś jako gracz. Jeśli zaś tworzę moda, wygląda to prawie tak samo: kupno paru przedmiotów (przy okazji sprawdzenie czy poprawnie działają), wynajęcie w jak najszybszym czasie (oczywiście używając kodów), jak największą liczbę żołnierzy i bitwa, która kończy się na triumfie moich ludzi, lub użyciem cheatów (w przypadku wymordowania wszystkich moich rycerzy).

    Więc w moim przypadku nie wyciśniecie nic z roleplaya. I nie zaznaczam żadnej opcji, bo żadna do mojego stylu rozgrywki nie pasuje. Jeśli Armagan i spółka nic ciekawego nie wykombinuje to kończę przygodę z M&B i/lub wracam do 0.751. Koniec biadolenia, kropka.
    « Ostatnia zmiana: Stycznia 05, 2009, 19:26:05 wysłana przez Kolba »

    Offline Alkhadias

    • Powabna baletnica
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2662
    • Piwa: 178
    • Płeć: Mężczyzna
    • Push humanity forward
      • Serio Blogów
    Odp: RolePlaying w M&B, czyli odgrywanie, czy sieka?
    « Odpowiedź #5 dnia: Stycznia 05, 2009, 19:34:47 »
    Nikt lepiej nie opisze ducha wersji 0.751 niż Kolba. Od siebie dodam tylko, że tam na prawdę można było grać bez przerwy niczym istny non-lifer. Pamiętam swe tygodnie spędzone przy tej wersji gry, gdzie nie było żadnych zbędnych smaczków, a tylko Ty i pełno różnych przeciwników dookoła. Nie było lordów, ale były dużo milsze War Party, Scouts, River Pirates, Dark Hunters itp. Teraz lord ma ze sobą 100 ludzi i to słabych, a prawdziwe War Party miewało po 500-600 ludzi w jednym oddziale. Gdy uruchomiłem swego pierwszego moda pochłonął mnie jeszcze bardziej, a mowa tu o Dukes & Mercenaries. Ten klimat, który wynikał z niezwykłej prostoty, a jednocześnie wspaniałej grywalności zaczął zanikać z wersji na wersję, a 0.894 była ostatnią wersją w którą się grało z ogromną przyjemnością. Im więcej bajerów, animacji itp. tym mniejszy klimat. Teraz mamy ładną grafikę, nowe przedmioty oraz lordów prowadzących swe armię.... jednak nie możemy zapomnieć od czego zaczynaliśmy i co tak bardzo ceniliśmy w Mount & Blade.
    Father, forgive me not, for I have sinned!
    Now tremble and fear, and mercy have not upon me!  

    https://alkhadias-rozrywkowo.blogspot.com/
    https://alkhadias-naukowo.blogspot.com/

    Offline Pablo77

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 977
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    • |\/|00j $$w33t4$|\|y i loofC14nY B3nD!!!!1111 :*:*
    Odp: RolePlaying w M&B, czyli odgrywanie, czy sieka?
    « Odpowiedź #6 dnia: Stycznia 07, 2009, 15:31:58 »
    Jak chcę odgrywania postaci, to gram z kumplami w D&D :P
    Zapoznaj się z treścią regulaminu forum mówiącą o wysokości całej sygnatury. // Kalpokor

    Offline arkhir

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 15
    • Piwa: 0
    Odp: RolePlaying w M&B, czyli odgrywanie, czy sieka?
    « Odpowiedź #7 dnia: Stycznia 08, 2009, 08:29:52 »
    Jak chcę odgrywania postaci, to gram z kumplami w D&D :P

    Ja tak samo. Albo Warhammera.
    @topic
    No cóż, w Mount and Blade gram w nativa i wiele modów. Pasuje do mnie opcja druga aczkolwiek czasami, przed epicką bitwą przemawiam do nich w szeregu jak dowódca. Potem standartowa taktyka na swadie/rhodoków/khanat i gotowe. :)

    Offline Pifcio

    • Powabna baletnica
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2243
    • Piwa: 11
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: RolePlaying w M&B, czyli odgrywanie, czy sieka?
    « Odpowiedź #8 dnia: Stycznia 08, 2009, 09:11:03 »
    "Dla mnie M&B to po prostu gra, w którą można się odprężyć - gram w nią tylko dla wielkich bitew" dobre sformuowanie, podoba mi się...ale za wyjąkiem sielanki to oczywiście doszukiwanie się czegoś więcej, a raczej udoskonaleń w modach, M&B jako Roleplaying raczej nie i długo nie będzie, chyba, że twórcy postarają się o to w drugiej odsłonie....sieka, sieka i sieka, chyba, że ktoś siedząc w pokoju, przed monitorem, przed każdą bitwą krzyczy: CHARGE!!!itp...

    Offline k.

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 139
    • Piwa: 1
    Odp: RolePlaying w M&B, czyli odgrywanie, czy sieka?
    « Odpowiedź #9 dnia: Stycznia 08, 2009, 11:00:56 »
    Głos na: Przeważnie tak, lecz w niektórych wyjątkach (opisz je) kieruje się PowerGamingiem*.
    Choć szczerze mówiąc po pewnym czasie jak już pozna się wszystkie możliwe rozmowy etc. normalnie jest się zmuszonym, żeby grać schematycznie.

    Offline sHadowPL

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 24
    • Piwa: 0
    Odp: RolePlaying w M&B, czyli odgrywanie, czy sieka?
    « Odpowiedź #10 dnia: Stycznia 09, 2009, 16:28:17 »
    Jak chcę odgrywania postaci, to gram z kumplami w D&D :P
    Taak, cieszymy się, że ty w D&D grasz, ale czy ja pytałem w jakie RPGi gracie?

    Choć szczerze mówiąc po pewnym czasie jak już pozna się wszystkie możliwe rozmowy etc. normalnie jest się zmuszonym, żeby grać schematycznie.
    Przeważnie właśnie dlatego się odgrywa, by zapełnić pustkę w niektórych grach, ewentualnie dla solidnej zabawy i ciekawej gry.
    Widzę, że temat trochę się rozwinął, a same odpowiedzi są na poziomie ;) No, może poza tą Pabla.

    A teraz takie pytania:
    a) Co sądzicie o soundtracku? Czy używacie orginalnego?
    b) Czy jeżeli gracie na większym battle-size, a wasza armia jest mniejsza od wroga, to czekając w niespokoju na nią odgrywacie momenty "przemowy do żołnierzy", czy chociażby przejazdu przed waszymi ludźmi?
    c) Czy w ogóle walczycie w walkach z góry straconych? Nie chodzi tutaj o to, że nie uciekniemy, ale o honor naszej postaci.

    Oczywiście wszystkie pytania dotyczą odgrywania, więc niech wasza "inteligencja" nie mówi wam, żeby napisać posta w stylu "I co, kszyczysh pshed monitorem "ZA NOLDORUFFF!!!" ?", bo wszystko to może innym sprawiać przyjemność, co was irytuje i nudzi ;)

    Offline Pifcio

    • Powabna baletnica
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2243
    • Piwa: 11
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: RolePlaying w M&B, czyli odgrywanie, czy sieka?
    « Odpowiedź #11 dnia: Stycznia 09, 2009, 16:38:03 »
    :) Ładnie to skwestowałeś:
    a) Używam oryginalnego
    b) ja zawsze rozmawiam ze swoim koniem:P, z żołnierzami nie gadam, bo nie chcą ze mną gadać
    c) tak walcze, zawsze, nie ważne czy przegram, czy nie, i tak nie zginę, a walki z góry stracone są o wiele ciekawsze niż 300 moich na garstke 15
    Wczuwam się w swoją postać, właśnie wczoraj na allegro kupiłem sobie konia i lance, i teraz cały czas biegam za bratem przed domem....:D
    A tak poważnie to spokojnie, każdy rozwija temat na swój sposób, i próbuje wejść do dyskusji...spokojnie z tym

    Offline Alkhadias

    • Powabna baletnica
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2662
    • Piwa: 178
    • Płeć: Mężczyzna
    • Push humanity forward
      • Serio Blogów
    Odp: RolePlaying w M&B, czyli odgrywanie, czy sieka?
    « Odpowiedź #12 dnia: Stycznia 10, 2009, 17:46:04 »
    Ostatnimi czasy sporo gram w Mount & Blade, a dokładnie moda The Eagle and The Radiant Cross. Tak sobie gram i gram, aż w końcu zaczęło mi się nudzić, więc przypomniałem sobie o tym wątku i postanowiłem spróbować wymyślić fajną hitorię, która sprawi, że nadal będę grał długi czas. Jak się już wypowiadałem, wolę stare wersje M&B, bo tylko w nich jest klimat. Długo myślałem nad ciekawym wątkiem, aż w końcu postanowiłem połączyć: stare wersje, Native 1.011 i The Eagle and The Radiant Cross, gdyż we wszystkich tych wersjach było coś innego. Wymyśliłem pewne zdarzenia, które działy się w Calradii w trakcie życia naszego kochanego NPC Borchy. Jak każdy zapewne wie, w TEATRC jest broń palna i inny okres i to jest kluczem do fabuły, którą sobie wytyczyłem.
    Zapraszam do przeczytania historii opowiedzianej przez Borchę, weterana wielu wojen i ważnej postaci w dziejach Calradii! ;D

    Pewnego razu Almaro jechał ze swoją piechotą oraz towarzyszem Borchą do zamku Malayurg, gdzie miał swoją siedzibę. Almaro był wasalem władcy Lion Throne, ale bardzo chciał stworzyć własne niepodległe królestwo, w którym będzie pełna swoboda wyznań i kultur, królestwo, które będzie neutralne we wszystkich zdarzeniach Calradii. Po rozbiciu obozu zagadał Borchę, by przedstawć mu swój plan odłączenia zamku i wioski od Korony oraz wypowiedzenia posłuszeństwa wobec władcy, by założyć Królestwo Noldamaru. Borcha, który był już w podeszłym wieku wiedział co może z tego wyniknąć i powiedział wprost, że nowe państwa są słabe i wkrótce zostaną zdominowane przez mocarstwa, które od wieków władają Calradią.
    - Spójrz na państwo Imperial States. Zostalo zalożone 12 lat temu i nic nie wskazywało na szybki upadek, a teraz jest powoli żerane przez Cesartwo Swadian, a także Laurianów i nasze własne państwo.
    - Prawda lecz Ty Drogi Borcho spójrz na Ormelów. To państwo widnieje na mapach od niedawna i jest zewsząd atakowane, ale odpiera wrogów i życie wśród nich jest spokojne.
    - Mylisz się przyjacielu. To Państwo nie jest takie młode, jak ci się wydaje. Zapewne słyszłałeś o Khanacie Khergickim? Imperium Ormelów to jest to samo państwo, ale 20 lat temu zostały wprowadzone reformy państwowe, bo trzeba było zażegnać groźbę wojny z Laurianami, ale to długa historia.
    - Opowiedz.
    - 55 lat temu byłem zwykłym młodzikiem, który podróżował z grupami bandytów po stepie szukając pieniędzy. W tamtym czasie liczyły się tylko dwa państwa: Królestwo Vaegirów i Królestwo Swadii. Jednak inne narody zaczęły już się osiedlać w pewnych rejonach. Powstały kolonie rybackie, które załozyli ludzie z gór, dały one początek Królestwa Nordów. Na zachodzie osiedlili się ludzie, o których nic nie wiedzieliśmy. Oni mówili, że są z odległych pustyń, ale nigdy w to nie wierzyliśmy, bo ich wyglad nie sugerował tego ani trochę. Oni także założyli miasteczko i kilka wiosek w pobliżu. Swadianie nazwali ich Rhodokami. Te dwa plemiona nie posiadały wojska i żyły z roli, więc Swadianie i Vaegirowie nie zwracali na nich uwagi.
    - Powiedzialeś Nordowie i Rhodocy, ale teraz tych państw nie ma. Nie wspomniałeś także o Khanacie.
    - Przyjechałeś tu ledwo rok temu, więc mało wiesz o tych krainach. Wysłuchaj dalszej części.
    Otóż pewnego razu ja i moi towarzysze napadliśmy na Swadyjską karawanę. To był najgorszy błąd jaki popełniłem. Naszym tropem posuwały się oddziały Swadii. Niestety wpadliśmy w ręcę Vaegirom. Teraz wiem, że miałem szczęscie, bo skończyłem w lochu, a gdybym został schwytany przez Swadian zawisłbym na sznurze. Rok spędziłem w lochu i usłyszałem wiele nowin ze świata. W tym taką, że plemiona ze stepu zebrały się razem, by najechać Swadię. Harlaus dobrze przewidział ich zamiary i posłał armię przeciwko Khergitom, bo tak ich nazwano. Król jednak nie przewidział, że zwykli bandyci tak sprawnie jeżdzą i posługują się łukiem... to była straszna bitwa. W dziejach Calradii jedna z najkrwawszych i najdłuższych. Po 3 dniowej bitwie Khergici zostali pokonani i wycofali się wgłąb stepu, jednak zadali Swadianom tak poważne straty, że ci nie byli w stanie ruszyć w pościg. Khergici osiedlili się w opuszczonej twierdzy Swadian i zaczęli prężnie prosperować. Zakładali farmy, hodowali konie i budowali umocnienia. Pewnego razu zjawił się w mojej celi człowiek imieniem Laress, z którym na polecenie samego króla miałem ruszyć i mu pomagać, w zamian zyskałem wolność. Wiele lat byliśmy przyjaciółmi. Laress został bogatym i potężnym lordem Vaegirskim, a ja cały czas byłem przy jego boku. W ciągu tych lat Nordowie zyskali duże tereny nad morzem, gdyż Wojna Vaegirsko-Swadiańska osłabiła oba państwa. Nordowie zaczęli szkolić się wojskowo i wkrótce władcą został się Ragnar i ogłosił swe tereny niepodległym Królestwem Nordów. Za jego śladem poszli Rhodocy, którzy też zgromadzili pewne siły. Khergici wybudowali wspaniałe miasta i zapuszczali się coraz dalej w tereny Swadii. Równowaga została zachwiana i Wojna Vaegirsko- Swadiańska została zakończona. Królowie obu państw zrozumieli, że wojna zbyt osłabia ich państwa i nowe królestwa są dla nich niebezpieczne. Tak zaczęły się błogie lata pokoju w Calradii, gdyż Khan Khergitów Sanjar podpisał ze Swadią rozejm w Halmar. Przez pięć lat wszystkie królestwa rozwijały się, bo każdy przeczuwał nadchodzącą wojnę. Stało się, lordowie Swadii pomimo rozkazów króla przekroczyli zbrojnie granicę Khanatu i pokonali Khergitów pod Tulgą. Vaegirowie wysłali 4000 ludzi, by wspomogli Swadian. Byłem tam i ja oraz mój przyjaciel Laress. Niestety w kolejnej bez sensownej bitwie Laress zginął i wkrótce wosjka Vaegirów powróciły do kraju. Król Harlaus zmarł rok później.
    - Co się stało z tobą?
    - Ja zostałem poddanym Alkhadiasa, który był synem Laressa i lordem Vaegirów. Niestety miał zupełnie inne poglądy niż ojciec. Pewnego razu zebrał swoje wojska i ruszył do Khanatu, a ja ruszyłem z nim. Ku mojemu zaskoczeniu nie ruszył na oddziały Khergitów lecz oddziały Swadii. Bitwa była wygrana, a Alkhadias został lordem Khergitów. Wkrótce wojana znów ogarnęła Calradię. Alkhadias także chciał założyć własne państwo i wywołał wojnę domową, którą wygrał i ogłosił się Khanem Khergitów. Miało to miejsce 23 lata temu. Wprowadził coś zupełnie nowego do Calradii, a mianowicie religię Islamską. Wiara bardzo przypadla do gustu Vaegirom, którzy także uznali Islam za religię państwową. Jednak nie wszyscy byli z tego radzi. Król Yaroglek zostal zamordowany przez własnego syna, który przekształcił królestwo na Carat Vaegirski, jednak Islam pozostał. Wkrótce rozpętał wojnę z Nordami, którzy nie potrafili pokonać Vaegirów w polu. Nordowie wysłali dyplomatów za morze lecz wkrótce resztki armii schroniły się w Warcheg. Koniec był bliski, gdy na horyzoncie pojawiły się statki. W bitwie poległ król Ragnar, ale jego ludzie nadal walczyli i utrzymali miasto do czasu przybycia floty, z której wysiadłą armia nie podobna do żadnej innej. Wszyscy oglupiali i zamarli w miejscu, patrząc co to za ludzie. Oddziały wojowników uzbrojonych w kilkumetrowe piki ruszyła na Vaegirów, a z tyłu obcy wojownicy miotali przerażające grzmoty.
    - Grzmoty? Nie rozumiem.
    - Wojska, które przybyły zza morza przywiozły do Calradii pierwsze bronie palne, które bardzo szybko się zaadoptowały. Tak czy inaczej Bitwa był wygrana, a dalsza wojna przynosiła Vaegirom tylko przegrane, więc upokorzeni musieli podpisać rozejm. Nordowie skopiowali taktyki i uzbrojenie wojowników zza morza i przekształcili nazwę państwa z Królestwa Nordów, na Królestwo Laurianów.
    - Co się działo potem?
    - Potem było już tylko gorzej. 20 lat temu Alkhadias został zamordowany, a władzę przejął jego następca, który przekształcił Khanat na Imperium Ormelów i zaczął szkolić nowe wojska.
    Wkrótce jak plaga zaczęli napływać misjonarze chrześcijańscy. Dotarli do Rhodoków, gdzie nowy władca nawrócił się na chrześcijaństwo i zmienił nazwę państwa. Przeprowadził reformy armijne, które miały go przygotować do Świętej Wojny. Nie każdy był zadowolony i wielu odchodziło na zachód. Swadia zauważyła potęgę dawnych Rhodoków i przyjęła chrześcijaństwo jako religię państwową oraz zmieniła nazwę na Holy Swadian Empire. Wkrótce przez pomyłkę ograbiła karawanę Lion Throne, na co odpowiedzią była sześciotysięczna armia przekraczająca ich granice. Wybuchała wojna, ale nie trwała długo, bo wielu poddanych Króla Mondo opuściło kraj, by założyć własne królestwo na zachodzie, tak narodziło się najmłodsze państwo Imperial States.
    - Teraz wszystko rozumiem. Jednak nowe królestwo nie musi być skazane ma zagładę. Być może załagodzi konflikty, jak niegdyś Królestwa Rhodoków i Nordów.
    - Miejmy nadzieję

    Ooo ale się rozpisałem. Jednak jeżeli coś planuję, to zawsze robię to szczegółowo. Taką fabułą się będę kierował. Moja postać Almaro będzie chciała założyć Królestwo, które nie będzie zależne od innych pańśtw. Wiem, że to głupie, ale taka fabuła wpadła mi do głowy. Wiem też, że jest niezgodna, bo królestwa upadały i powstawały w ciagu ledwie 50 lat, ale jakoś musiałem rozwiazać ten problem. Swoją drogą mogłem to inaczej opisać, bo z perspektywy borchy to dziwnie wygląda ^^
    Father, forgive me not, for I have sinned!
    Now tremble and fear, and mercy have not upon me!  

    https://alkhadias-rozrywkowo.blogspot.com/
    https://alkhadias-naukowo.blogspot.com/

    Offline Jorik

    • Komuszek
    • BANITA
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 42
    • Piwa: 0
    Odp: RolePlaying w M&B, czyli odgrywanie, czy sieka?
    « Odpowiedź #13 dnia: Stycznia 11, 2009, 10:08:00 »
    ja sie bawie w takiego oficera co zabija nieposzlusznych zolnierzy (czyt holote) lub takich co odchodzą od pola bitwy. np. wydalem rozkaz by utrzymac pozycje obok sztandaru. 2 zoldakow dalej szlo na bitwe. 1 head shot, drugi ass shot i nikt wiecej sie nie ruszyl
    Pryki sprzed Fabryki

    Offline ARGAIL

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 44
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: RolePlaying w M&B, czyli odgrywanie, czy sieka?
    « Odpowiedź #14 dnia: Stycznia 11, 2009, 16:58:48 »
    W grze trzeba mieć jakiś cel bez tego szybko robi się nudna ! I ja mam taki-chce zetrzeć królestwo Swadii z powierzchni mapy. 
    Krótko i już !