Ja sobie jak najbardziej wyobrażam zjedzenia małpy, czy psa. Jeżeli coś jest nieodłącznym elementem kultury, jestem w stanie zaakceptować też zwierzęce ofiary na tle kulturowym lub wyznaniowym. Mogę ocenić inną kulturę lub tradycję, ale nie w mojej gestii leży interweniowanie w jej sprawie. Zwiedzając inne kraje oraz poznając inne kultury, jadę tam i robię to, aby daną kulturę zrozumieć w swej prawdziwej postaci- nie poprzez pryzmat moich własnych uwarunkowań społecznych, czy kulturowych. Dlatego jeżeli byłbym w innym kraju, gdzie kuchnia opiera się na psach lub małpach, czy wężach, czy bananach, to poczęstowany nie odmówiłbym i z chęcią bym spróbował. Czy by mi zasmakowało, to już jest zupełnie inna sprawa. Jednak żyjąc tu gdzie żyję, w takim, a nie innym społeczeństwie o takim, a nie innym podłożu kulturowym i swoich własnych zasadach moralnych, etycznych, społecznych- to wszystko wywiera na mnie wpływ i chcąc nie chcąc te zasady są we mnie zakorzenione, więc dlatego nie potrafię świadomie zaakceptować znęcania się nad zwierzętami domowymi. Specjalnie podkreślam domowymi, ponieważ zwierzęta hodowane tylko na ubój, czy w innych konkretnie wyznaczonych celach zwyczajnie musza umrzeć i tego nie nazwę przemocą. Tak samo, jak nie nazwę przemocą zabijania zwierzyny łowieckiej, czy ryb które się łowi. Sam zabiłem kilka zwierząt w swoim życiu, zawsze mając w tym konkretny cel. Nie dla przyjemności, nie w złości, lecz właśnie aby je zjeść, bo to jest naturalna kolej rzeczy dla ludzi będących na szczycie łańcucha pokarmowego. Rozumiem również łowienie oraz polowanie dla sportu, czy masowe tępienie szkodników, nie tylko szczurów czy karaluchów, ale też dzików jak to ma miejsce chociażby w Stanach- ale trzeba pamiętać zabicie nie równa się przemocy. Jeżeli ktoś zabija zwierze brutalnie i boleśnie tylko dlatego że jest zbyt chciwy lub leniwy by zadbać o odpowiednie warunki, to wtedy uznaję to za akt przemocy i nie zgadzam się z nim. Jeżeli ktoś musi zabijać zwierzęta, zwierzęta te nie umierają humanitarnie i ten człowiek choćby chciał to nie ma innej możliwości, to trudno. Jak nie ma, to nie ma i wtedy jestem w stanie to zrozumieć.
Mimo wszystko skłaniam się ku pewnym twardym regulacjom prawnym, ponieważ to o czym piszesz Ive opiera się na zwykłej uznaniowości. Jeden sędzia przyzwoli na lincz- inny nie. A to ma niewiele wspólnego z prawem. Oczywiście zasady można łamać, jeżeli prawo nie potrafi o człowieka lub zwierze zadbać, to człowiek zawsze może się kierować swoimi wewnętrznymi zasadami bądź poczuciem obowiązku, ale to też może się spotkać z konsekwencjami, niekoniecznie pozytywnymi. Wedle moich zasad, jeżeli nie podjąłbym działania w opisanej powyżej sytuacji czułbym się równie winny. Co więcej taki śmieć uszedłby bez kary i na to pozwolić nie mogłem. Ale w innych przypadkach mogę nie czuć takiej samej konieczności, jeżeli według swojej analizy coś nie jest warte uwagi, czy interwencji. Ktoś może mieć z goła odwrotne zdanie i na przykład nie interweniować na widok znęcania się nad zwierzętami. Sam znam takie osoby, które najchętniej widziałyby wszystkie psy i koty otrute na ulicy. Moje groźby, czy stosowanie siły wobec takich osób też może w końcu obrócić się przeciwko mnie, bo chcąc lub nie działam tylko i wyłącznie z osobistych pobudek, wbrew prawu, a moje czyny mają też niewiele wspólnego z jakąś tam moralnością, czy etyką. To tylko osobiste pobudki i preferencje. I jestem tego świadom, dlatego mimo wszystko pewne regulacje prawne odnośnie kar oraz możliwości interwencji w takich sprawach są potrzebne moim zdaniem. Mówiąc wprost: nie zainterweniujesz, to zwierze będzie cierpiało. Pobijesz nic nie wartego śmiecia, a pójdziesz siedzieć jak za człowieka. Rozumiesz?