Wyjść z kryzysu demograficznego było kilka:
Po pierwsze, można by było zlikwidować Zus, co mogłoby zmotywować ludzi do posiadania licznego potomstwa, bo obowiązek alimentacyjny między dziećmi a rodzicami, istnieje w obie strony. Co do zasady, to zawsze działa w dwie strony, dziadek mnie, a ja dziadka. Tak by chciał Korwin, jeśli by to dało efekt, to za jakieś 50 lat. Ale by nie dało, raczej ludzie poszliby w stronę prywatnych ubezpieczeń, albo ich braku. Nie stać, no to trudno. Jakiemuś nastolatkowi, który dopiero kupił rynienkę na paróweczki, wydarzy się wypadek, no to także trudno musisz płacić za wszelkie koszty leczenia Ciebie w tym z operacją, jeśli taka będzie potrzebna. Możliwe, że z tego byśmy w sumie wszyscy skorzystali, bo bez konieczności utrzymywania masy rzeczy, to byśmy autostradę budowali z wsi A do wsi B, bo ręczę, że politykom o wiele łatwiej coś opodatkować, niż odpodatkować - nawet w przypadku ostrych cięć i nawet politycy liberalni, myślę, że mogliby uznać, że warto przez kilka lat mając taką furę kasy pakować to wszystko w infrastrukturę czy też w armię.
Drugie wyjście, to wspomóc rodziny posiadające dzieci. Wręcz, płacić im za to. To nie jest ani socjalne, ani prospołeczne, więc argumenty typu "Samotna matka z 1 dzieckiem bla bla, a bogata rodzina z 3 bla bla" są o kant dupy, bo tu chodzi tylko o prokreacje. Nie o równość, ani tym bardziej polepszanie bytu, bo generalnie dziecko generuje większe koszty niż 500 zł na miesiąc. To jest problematyczne o tyle, że taka pomoc jest potrzebna, ale po prostu może nas na to nie być stać. Poza tym, państwo które chyba zarabia na paczce papierosów więcej niż wszystkie inne podmioty razem wzięte które biorą udział w procesie od produkcji do sprzedaży, które potem rzuci jakiś ochłap w postaci 500 złotych ale które mają być przeznaczone na dziecko, to jakiś absurd.
Samo przeznaczenie na dziecko, co to ma być? Jak traktować jedzenie, czy jakieś wydatki typu czynsz. Albo sytuacja taka, że rodzina bierze pensje 28 a 25 przychodzi 500 złotych. To co, nie mogą ich użyć na siebie rodzice, a na dziecko wydać pieniądze z pensji?
Pomysł jest szczytny, ale problem w tym, że PiS jakkolwiek chce wesprzeć rodziny i program wsparcia ich, płacenia pieniędzy rodzinom, doprowadzenie do sytuacji w której ludziom dobrze się żyje i stać ich na 2-3 dzieci, bez obawy, że tak długa przerwa w pracy, wykluczy kobietę z rynku, a mężczyzna będzie wtedy w ciężkiej sytuacji - wyżywić rodzinę + nie stracić pracy, pod żadnym pozorem.
Problem tkwi w tym, że PiS chce zrobić wszystko za szybko. To tak jakby ktoś doszedł do słabego klanu i postawił sobie za cel, aby to był najlepszy klan na świecie. Tak dobry, że za tydzień gramy oficjala z AE, tylko trzeba rozpisać co dziennie treningi od 5:30 rano do 22:30.
Podobnie z podatkami od marketów. To jest wspaniały pomysł, aby zmienić strukturę kto i jak dokłada się do budżetu, aby ciężar ten spoczywał na marketach i bankach w większym stopniu, niż na szarych obywatelach. Tyle, że aby wprowadzić ten pomysł należałoby tego samego dnia obniżyć vat. Możliwe, że ceny by zaczęły opadać w związku z konkurencją.
A jeszcze bardziej możliwe jest to, że obniżka vatu do 15%, byłaby największym wsparciem, jakie rodziny w Polsce mogłyby uzyskać.