1. Argument, że musimy oddać Wrocław, jak chcemy Wilno, można potłuc o kant dupy. Podbój, zawsze politycy lubili przedstawiać jako pewną sprawiedliwość dziejową, powrót ziem do macierzy itd. Jak ktoś wierzy, że tak to działa, to wtedy faktycznie, może snuć wnioski, że"no, no wypadałoby oddać coś, bo też niesprawiedliwie to mamy". Gówno prawda. Silniejszy, łamie prawo międzynarodowe, zajmuje jakąś ziemie i ma gdzieś sprawiedliwość czy zasady. Kiedyś wojna to była metoda prowadzenia dyplomacji, trzeba było nakopać Francuzów, Austriaków i Duńczyków aby powstały Niemcy. Nikt im wtedy nie podnosił "Oho! Chcecie własne państwo, to wpierw Polaków wyzwólcie, bo oni też chcą się zjednoczyć we własnym państwie ! xoxoxoxo".
2. Nie opłaca nam się zajmować tych terenów.
3. Jedynym sensem podnoszenia tego, jest zabawa podobna do tej średniowiecznych królów, którzy tytułowali się królami różnych zakątków świata, nad którymi faktycznie kontroli nie mieli, byleby Ci którzy mają, zdawali sobie sprawę z tego, że trzeba liczyć się z pewnym zagrożeniem.
Gdyby na Ukrainie, obawiano się tego, że Polska łakomie patrzy na te ziemie, rozdaje paszporty na lewo i na prawo (Bo nie trzeba od razu, wysyłać czołgów na granicę, wystarczy wysyłać socjal za granicę, dla każdego kto czuje się Polakiem i chce nasze obywatelstwo), to może więcej znalazłoby się dziennikarzy tamtejszych którzy pisaliby o tym, że obchodzenie kolejnej rocznicy powstania SS Galizien, w takich warunkach politycznych, nie jest opłacalne. Ba, to samobój i dawanie kart Polakom, że na terenach spornych czci się morderców Polaków.
4. Powrót do punktu drugiego. Nie opłaca nam się tworzyć wroga, aby kłócić się o ziemie, gdy w gruncie rzeczy Polacy emigrują z kraju a ziemia tanieje.