Stolfi
- Musimy wyznaczyć warty... ktoś chętny pierwszy iść? - zapytał bez entuzjazmu krasnolud. Wielogodzinne błąkanie się tunelami, a następnie ucieczka przez las, wyssała z niego znaczne pokłady sił. Teraz jedyne o czym marzył, to prosty siennik, na jakim sypiał w swoim bandyckim leżu w Mieście. A łoże, na jakim sypiał w młodości, w siedzibie swojego klanu, zdawało się już być w ogóle jakimś nierealnym miejscem, chciało by się rzec - niebem. Cholera, na Terraxa - skup się! - pomyślał Stolfi, wyrywając się mackom półsnu na jakąś minutę. Później znowu popadł w stan bezwolnego otępienia.