Witam!
Nawiązując do tematu, chciałbym opowiedzieć o śmiesznej historii, która miała u mnie miejsce na początku obcowania z grami komputerowymi. Otóż pierwszą grę, w którą "namiętnie" przechodziłem była FPS-em zwanym "Aliens versus Predator". Po kilku tygodniach grania (w tę samą grę) mysz (jeszcze kulkowa) przestała poprawnie działać (nic poważnego, bo wystarczyło przeczyścić, ale zbyt "zajęty" byłem by się tym zająć), a mianowicie odmawiała posłuszeństwa gdy chciałem obrócić kamerę w prawo. Zamiast się z nią "szarpać" postanowiłem robić obroty o 180-270-360 stopni w lewą stronę, co dawało "ten sam" efekt. Jak wiadomo gry potrafią bardzo wciągać i po czasie oswajamy się z nimi (głównie chodzi o sterowanie), lecz są pewne czynności, które nie mogą czekać i muszą zostać zrobione. W moim przypadku była to potrzeba opróżnienia (o szczegółach pisać nie będę ;D ) i idąc do ubikacji korytarzem, która znajdowała się po prawej stronie, zrobiłem "elegancki" obrót o 270 stopni w lewo (zamiast 90 stopni w prawo). Na chwile zatrzymałem się i zdałem sobie z tego sprawę, że za bardzo oswajam się z czymś, czego w rzeczywistości nie ma (w tym przypadku niemożność obrotu u prawą stronę - nawykiem nabytym od "głupiej" gry komputerowej) i od tamtej pory staram się nie oswajać, ani utożsamiać się z bohaterami (bardziej by pasowało "sprzętem"), którymi kieruję.
Nie pozwalajmy by przedmioty nami sterowały, bo to już pod nałóg podchodzi.
Pozdrawiam!