Sheldon i Truśka
Szef spojrzał po swoich towarzyszach, uśmiechnął się i wydał "rozkaz wymarszu". Kolumnę otwierał on sam, po środku szli Trusia z Sheldonem, a zamykali Dherko i Diana. Szli tak przez dłuższą chwilę, nic nie zapowiadało tego, co ujrzeli po chwili, gdy wyszli z zaułku. Gdy tylko wyszli z niego, zauważyli uciekających ludzi. Co chwilę ktoś krzyczał "mord!", "tam się leje krew!", "uciekajcie dobrzy ludzie!". Szef ciężko przeklnął w myślach, bo domyślił się, że nastał czas kłopotów.
- Sprawdźmy co tam się dzieje. W razie kłopotów Sheldonie pilnuj Truśki. Dherko zostanie z wami. Ja z Dianą będziemy w razie czego odpowiadać - po czym truchtem pobiegł "pod prąd ludzi". Ruszyliście szybko za nim starając się nie stracić go z oczu. Po krótkim biegu (gdzie podejrzewam Sheldon i Trusia dostali zadyszki [ :) ] ) dobiegli w pobliże karczmy. Zauważyliście, że leżą jakieś dwa ciała przed karczmą. Sama karczma jak było widać trzyma się dosłownie "na słowo". Szef z Dianą podbiegli do ciał, sprawdzając czy to nie ktoś od nich. Dherko powiedział : - Jak będą kłopoty, będę was ubezpieczał najpierw z kuszy. Mam nadzieję krasnoludzie, że nie zmęczyłeś się bardzo tym biegiem i będziesz w stanie wspomóc mnie. Truśko, jak tylko zaczną się kłopoty biegnij ile sił w nogach do strażnicy miejskiej. Będzie tam przesiadywał pewien starszy jegomość z siwym wąsem. Powiedz mu, że Verator potrzebuje jego pomocy pod dżinem. On już będzie wiedział jak zareagować. Ty za to - wskazał na Arnulfra - pobiegniesz z nią jako osłona - nie oczekując na reakcję swojego oddziału wziął ciężką kuszę w ręce i przeładował bełt. Tymczasem Diana krzyknęła długim "NIE!" jak tylko Szef odwrócił ciało Erharda. Erhard wyzionął ducha wykrwawiając się. Szef tylko zamknął mu powieki, po czym wyciągnął swój miecz i powiedział - Zostań tutaj. Wspomóż Dherko i resztę grupy - po czym wbiegł do karczmy.
Karczma
- Ty śmiesz kmieciu tak się odzywać?! - krzyknął czerwony w stronę Garvaletha - stawaj psie! - po czym podbiegł do swojego nowego przeciwnika i uderzył na skos z prawej do lewej strony. Marcus tymczasem podszedł do ostatniej znanej pozycji elfa, lecz tego już nie było. Cofając się pod ścianę nie zauważył, że czarodziejka już go spostrzegła i zaczęła "tkać" zaklęcie. Co robisz Marcusie?
Tymczasem Karl myślał, że swoim atakiem zaskoczy zielonego. Nic z tych rzeczy. Zielony pewnie przyjął uderzenie na swój dwuręczny topór, po czym zamachnął się tak potężnie, że tarcza która służyła mu przez wiele lat postanowiła się poddać. Po prostu rozpadła się pod uderzeniem zielonego. Wróg tylko szczerze się uśmiechnął i zadał ponowne uderzenie z prawej strony. Co robisz Karl?