No tak istotnie rzucili kłodą - :) Facet musiał się cieszyć z tej wierności realiom. BUHAHHHHAHHAAA!!!! :)
No nie przesadzajmy, zawsze lepiej rzucić kłodą, albo nawet postawić ją przed sobą niż wskoczyć samemu na piki, zawsze można rzucić trupem, workiem, albo obwiesić się pistoletami i wskoczyć pod piki. Powiedzcie proszę co jest złego w takim pomyślę - biorę do ręki dwa garłacze, albo inny odpowiednik shotguna i obrzucając pikinierów granatami robię im akuku spod pik. Jakoś to bardziej do mnie przemawia niż owijanie ich pik własnymi jelitami.
A kto ci każe budować te tarcz z czegoś co można przestrzelić? Worki z piaskiem powinny styknąć. A jeśli chodzi o trafienie z artylerii, no to cóż, bez tarczy nie jest lepiej. Miotacz ognia ma swoje plusy, nie oszukujmy się można to było pociągnąć, tak samo jak wybudować szeregowe skorpiony, które można by podtoczyć pod wroga. Prawdę powiedziawszy to maszynę parową znano już w starożytnej Grecji, a średniowieczu kombinowali z ciężkimi machinami wojennymi. Jeśli połączyć to razem, silnik parowy, wóz bojowy, miotacz ognia - wychodzi z tego czołg. Nie jest to taki zły pomysł. Zresztą wystarczyłoby nie tratować swoich łuczników i kuszników, to też nie było najmądrzejsze wykorzystanie potencjału.
No ja mam jeszcze kilka koncepcji - a jak wasze. Gamling dajesz te swoje głupoty, co tam ci chodzi po głowie?
Wystarczy postawić kłodę drewna, lub w domyśle podtoczyć ciężką tarczę i ją zablokować przed pikinierami. Muszą się zatrzymać albo złamać szyk, chowamy się za kłodą i czekamy co będzie. I robimy akuku! I walimy z dwóch kusz na raz, a nasz kolega rzuca w nich kłodą, albo pomaga nam odpalić ten miotacz ognia - jest ryzyko, że się nie uda - ale nadal jest to lepsze wyjście niż samemu się nabić na pikę. ;)