Zazwyczaj grałem na podstawce (bo średnio się znałem na instalacji modów w wersji Steam gry, inaczej było z M2 czy R1), ale nie używałem powergaming'u. Dzieliłem armie na dwie grupy: "polowa" była standaryzowana i przeznaczona do oblężeń (10 pułków piechoty, po 3 pułki strzelców, jazdy strzelczej i artylerii). Z kolei "patrolowe" zależały od tego, z czym walczyłem - głównie jednak to była jazda lekka (typu dragonia lekkokonna) i ciężka (kirasjerzy/lansjerzy). I tu była po prostu kwestia gustu, a nie rozjechania systemu - po prostu mam swoje ulubione jednostki, ze względu na to, jak wyglądały i jak walczyły, a nie jak były efektywne. Zresztą, w TW nie gram już, wolę dobre mody pod WB czy serię gier Paradoxu (EU, V2 czy CK2).
------------------------------------------------------------------
Wracając do tematu: dotychczas sądziłem, że liczyła się siła ognia w XVII wieku i kwestie zaopatrzeniowe. Po lekturze Englunda dt. okresu wojny 30-letniej wyobrażałem sobie wojny w XVII wieku jako cykl oblężeń i manewrów. A, że standardem dla epoki był szyk mieszany w piechocie (pikinierzy+muszkieterzy), a jazda (cały czas piszę o Zachodzie) raczej walczyła jako rajtaria czy dragonia, więc sądziłem, że najlepszą metodą walki z pikinierami była siła ognia (kombinacja piechoty liniowej i artylerii). Zresztą, w epoce ludwikańskiej, a więc jeszcze w wieku XVII, Francja wystawiała już piechotę z bagnetami zamiast pikinierów.
--------------------------------------------------------------------
Edit:
W TW nigdy nie grałem dla samej wyrzynki - po prostu to była pierwsza seria strategii, z jaką się zetknąłem (pomijając Kozaków). Nigdy nie uczyłem się strategii z forum - moje armie raczej były mało mobilne i nastawione w bitwach polowych na defensywę (wyjątkiem były patrole). Grałem tak, jak mi się podobało (w kampanii, nigdy w trybie wolnej bitwy), często mając problemy z frakcjami nastawionymi na lekką jazdę. Zresztą - jak wspomniałem, w Total War'y już nie gram.