Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: Karczemna debata polityczna. Ława główna.  (Przeczytany 162150 razy)

    Opis tematu: W I poście linki do powydzielanych tematów

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 8470
    • Piwa: 937
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: Karczemna debata polityczna. Ława główna.
    « Odpowiedź #1185 dnia: Marca 18, 2019, 18:17:43 »
    Nie napisałem, że polska edukacja nie istnieje, albo że jesteśmy sto lat za Murzynami Afroamerykanami, tylko że nie działa - w domyśle dobrze.

    To że jesteśmy ponadprzeciętni na tle reszty krajów, nie znaczy że mamy się zachwycać jacy to jesteśmy wspaniali i udawać, że nic nie da się poprawić. Bo jeśli na 195 krajów jakiś jest w rankingu szkolnictwa 95, to też jest w górnej połowie. A mógłby jeszcze wiele poprawić.

    Zaczynając od rzeczy tak banalnych jak godziny zajęć. Obecnie w Polsce zajęcia zaczynają się od 8:00, choć AAP już kilka lat temu stwierdziła, że najzdrowiej i najlepiej dla uczniów na poziomie gimnazjum i liceum byłoby, gdyby zajęcia zaczynały się między 8:30 a 9:00 (a na pewno nie przed 8:30). Odsyłam do szczegółowego dokumentu: (klik!).
    Idąc dalej, mój największy problem, tj. język polski. Po pierwsze, absurdem jest to jak nauczany jest ten język. Nie wiem jak to podręcznikowo z punktu widzenia MENu powinno wyglądać ale wiem jak to wyglądało przez całą moją edukację – a konkretniej, od 4 klasy podstawówki, przez gimnazjum, na liceum skończywszy.

    Otóż na pierwszych zajęciach omawiania lektury jest wejściówka, tj. kartkówka ze znajomości lektury. Kartkówka ta jest absurdalna, bo zamiast badać zrozumienie dzieła, pyta się o to, jak nazywała się jakaś drugoplanowa postać, bo – cytując jedną z moich polonistek – "inaczej nie mam jak sprawdzić czy rzeczywiście przeczytaliście lekturę, a nie streszczenie". Cóż, niby tak... Gdyby nie to, że ta metoda nie działa. Ja, kiedy mam do czynienia z jakimś tekstem kultury – np. właśnie książką, skupiam się na problematyce i interpretacji, a nie na imionach postaci, które pojawią się w 2 scenach na krzyż. Póki czytałem lektury, miałem z tych kartkówek 2 i 3. Więc zacząłem zamiast tego czytać streszczenia i wykazy bohaterów i nie tylko oszczędziłem czas, ale moje oceny się poprawiły na 3 i 4.

    No, ale wejściówkę mamy za sobą, to pora na kilka nudnych lekcji omawiania zdarzeń z książki. TO JEST TAK GŁUPIE... Po co powtarzać treść książki? Każdy kto ją przeczytał zna treść książki i się nudzi, a ci co nie przeczytali siedzą cicho, żeby jeszcze pani ich o coś nie zapytała. To są stracone godziny.

    A na koniec mamy pointę całego segmentu i stwierdzenie, że ta książka jest ważna, bo jest ważna, bo ktoś tak kiedyś stwierdził, zupełnie jak u Gombrowicza.
    A można ten system ulepszyć. Na co najmniej kilka sposobów.
    Po pierwsze należy zmienić sposób podejścia do literatury. Dziś w Polsce tylko 38% osób rocznie czyta przynajmniej jedną książkę. Jesteśmy daleko w tyle nie tylko za takimi krajami jak USA czy Francja, ale także za krajami bardziej zbliżonymi do nas – w Czechach ten odsetek wynosi 83%.
    Spory udział ma w tym edukacja. Należy po pierwsze zmienić podejście do lektur jako Graali, które są ważne, bo tak i narzucać ludziom jedną ścieżkę interpretacji. Zajęcia poświęcone konkretnej lekturze powinny być oparte o dyskusję nt interpretacji i pozwolenie uczniom na dojście samemu do logicznych wniosków, zamiast ciskać im je w twarz.

    Kolejną kwestią jest aktualizacja listy lektur. I nie mam na myśli dodania Niezgodnej czy jakichś innych bzdur pokroju Zmierzchu. Mam na myśli dodanie dla ostatnich lat takich pozycji jak np. Grona gniewu Steinbecka czy W drodze Kerouaca. W ogóle, jak przy Kerouacu jesteśmy... przeżyłem spory szok, gdy okazało się, że obecnie na języku polskim Beat Generation poświęca się tylko 2 zdania – było sobie Beat Generation i czołowymi jego przedstawicielami byli Kerouac, Ginsberg i Burroughs. Serio?

    Oczywiście należałoby się zastanowić, co trzeba z listy lektur usunąć. Moim faworytem jest romantyzm - przez całe liceum poświęciliśmy mu w sumie niemalże całą drugą klasę, zrealizowaliśmy bez wątpienia najwięcej lektur z tej epoki. Ale czemu właściwie? To znaczy ja rozumiem, że Słowacki Mickiewicz wielcy wieszcze, ale nie przesadzajmy.

    Idąc dalej, nigdy nie przemawiał do mnie ten dziwny podział, w którym mamy język polski (obejmujący głównie polską literaturę, ale także światową, poezję plus ciekawostki w stylu chwyty erystyczne czy drzewo języków europejskich), wiedzę o kulturze (która w 75% skupiała się na malarstwie i rzeźbie, z pewnym dodatkiem nt. performance'ów, architektury i muzyki), dziennikarstwo (które było tak nijakie, że jedyne co z niego pamiętam to tę lekcję, która się w sumie nie odbyła, bo koleżanka z bio-chemu przyszła nas uczyć języka migowego oraz że na końcową ocenę mieliśmy zrobić pseudogazetkę) i filmoznawstwo, z którego nic się o filmach nie dowiedziałem i szczytem kabaretu były ostatnie zajęcia, kiedy mieliśmy na ocenę zinterpretować obejrzany na zajęciach film Joanna Feliksa Falka, choć wcześniej nie dostaliśmy narzędzi do tego potrzebnych – czyli jakichkolwiek wskazówek, jak to robić. Tylko ja dostałem 5, bo interesowałem się filmem poza szkołą. I każdy z tych przedmiotów był obowiązkowy.

    Nie zastanawiałem się nigdy na ten temat dłużej, bo nie pracuję w MENie i nikt mi za to nie płaci, ale na pewno jakoś inaczej bym posegregował wiedzę z zakresu kultury i języka, bo ten podział jest dla mnie po prostu nielogiczny – a przy tym niekonsekwentny. Przykładowo – skoro filmoznawstwo było w 3 klasie, dziennikarstwo w 2, a wiedza o kulturze w 1, to czemu nie omówiliśmy na którymś z tych przedmiotów podstawowych założeń interpretacji dzieł sztuki i przełożenia tej interpretacji na tekst, zamiast robienia jakichś głupich gazetek?

    BTW, musimy jeszcze wrócić do tego, jak naucza się lektur. Tekst powstaje jako luźny zapis przemyśleń, jakie akurat pojawiają się w mojej głowie, więc niewykluczone, że takie odwołania do wcześniejszych punktów się pojawią, nie mam czasu ich porządkować.
    A więc uważam, że te omówienia lektur to obecnie stracona szansa na dyskusję o interpretacjach/adaptacjach dzieł kultury do innych mediów – czyli o np. ekranizacjach książek. Obejrzenie, w ramach podsumowania lektury jej adaptacji i dyskusja o tym z uczniami byłaby moim zdaniem bardzo pożyteczna. I nie sądzę, żeby to było podejście nieracjonalne. Chodziłem do szkół w mieście mającym kilkadziesiąt mieszkańców, wszystkie były państwowe, a moje początkowe etapy edukacji realizowałem nawet przed wejściem Polski do UE, a więc gdy byliśmy relatywnie biedniejsi i bardziej zacofani technologicznie, niż dzisiaj. I nawet w podstawówce mieliśmy kilkanaście telewizorów z odtwarzaczami VHS w zestawie, plus dwa odtwarzacze płyt DVD. Dziś nawet tego nie trzeba do obejrzenia filmu czy nagrania sztuki teatralnej – wystarczy laptop, który ktoś może przynieść ze sobą plus rzutnik, a te chyba zdecydowana większość szkół już ma.
    Dalej najbardziej bezużyteczny przedmiot kiedykolwiek, czyli WDŻWR. Jest absolutnie zbędny, miałem go od 4 klasy podstawówki do 3 klasy liceum i nie dowiedziałem się na nim NIC. Nie działał jako jakaś wersja edukacji seksualnej (bo w ogóle nie poruszano na nim takich tematów, raz tylko w 2 gimnazjum pani przyniosła ze sobą gumkę w opakowaniu), nie było tam nic o zagrożeniach na jakie młoda osoba może trafić (poza tym jak raz wspomniała, że narkotyki są złe i w ogóle, poświęciła na to jakąś minutę). Jedyne co mi z tych zajęć utkwiło, to to, że w podstawówce mieliśmy narysować na kartce papieru domek z opisu nauczycielki. A nie, przepraszam, w gimanzjum robiliśmy jeszcze test osobowości. To było w sumie ciekawe, oddam honor w tej jednej sprawie.

    Tu nie jestem w stanie dać uwag, jak ten przedmiot poprawić, bo nadal nie rozumiem, co miał właściwie osiągnąć. W sumie to dosyć zabawne, bo to co (chyba) WDŻ miał realizować, realizowała… religia. To na niej poruszany był temat uzależnienia od papierosów, alkoholu, pożycia seksualnego, prostytucji, rasizmu, homoseksualizmu, in vitro, aborcji i innych bardziej życiowych tematów. I o ile tematom nt. narkotyków czy papierosów nie mogę nic zarzucić, alt-right też skutecznie wypunktowano, o tyle jeśli chodzi o homoseksualizm to już miałem generalnie bekę z tego. W sensie, ja rozumiem, że zdaniem katolicyzmu homoseksualizm to grzech i spoko, każdy ma prawo wierzyć w co chce. Tyle, że zamiast podejść do tego stricte religijnie – tj. skupieniu się na tym, że zgodnie z Biblią i Katechizmem KRK stosunek seksualny między dwiema osobami tej samej płci to grzech i wyjście od tego punktu, zabrali się za to „naukowo” XD
    Czyli pani katechetka z dumą przedstawiła nam filmiki z dawno obalonymi w środowisku naukowym hipotezami, uprawiające cherry-picking i nie ukrywam, że mam na takie triki najzwyczajniej w świecie alergię.
    W ogólnym rozrachunku osobiście nie mam tak negatywnego stosunku do religii jak niektórzy, między innymi dlatego, że jak wspomniałem wyżej, w obliczu niedziałającego kompletnie WDŻWR religia poniekąd w niektórych polach je zastępuje i robi to czasami kompetentnie. Natomiast osobiście widziałbym ją nie jako naukę jednego systemu wierzeń, a skupienie się na innych aspektach przedmiotu, tym bardziej ekumenicznym. Nie wiem jak to u was wyglądało, ale u mnie bardzo dużą część w 3 klasie liceum poświęcono innym odłamom chrześcijaństwa i judaizmowi, a także buddyzmowi oraz islamowi (ale w mniejszym stopniu). I prawdę mówiąc tę część zajęć z religii uważałem i nadal uważam za najciekawszą, fajniejszą nawet od oglądania filmów. Można było bardzo dużo dowiedzieć się o innych wyznaniach i różnicach między nami wierzącymi z ust samych innowierców, gdyż do powstania materiałów zaangażowano przedstawicieli i duchownych polskich wspólnot religijnych reprezentujących akurat omawianą wiarę. TBH, gdyby właśnie na tym położono większy nacisk, byłbym skłonny pozostawić religię w szkołach.

    Następnie, mam sporo uwag do tego jak naucza się języków, ale je już wyraziłem w temacie adriankowatego nt trudności w nauce języka w formie skróconej. Tutaj odnośnik do mojego posta -> (klik!).

    A teraz matematyka. To jest ciekawy przypadek.
    Część z was zapewne widziała informacje z NIKu o maturze podstawowej z matematyki (klik!). Zgodnie z nimi, co szósty maturzysta nie zdał podstawy z matematyki. To jest jakiś kabaret. Zdawałem maturę w 2016 roku i wówczas po fakcie trafiłem na artykuł nauczyciela matematyki, który udowadniał, że do zdania tegorocznej matury wystarczało opanować:
    1)   podstawowe elementy wiedzy, którą powinno poznać się w gimnazjum,
    2)   korzystanie z kalkulatora prostego,
    3)   korzystanie z tablic matematycznych, które każdy dostawał razem z arkuszem.
    Teraz nie mogę znaleźć tego artykułu niestety, ale trafiłem na coś innego – post na wykopie: (klik!), który pokazuje dokładnie to samo. Jeśli poziom nauczania matematyki w Polsce jest taki świetny, to jakim cudem można tej matury nie zdać?

    Nie ukrywam, że osobiście ani fanem, ani geniuszem tego przedmiotu nie jestem, więc sam propozycji żadnych nie przedstawię. Można za to przyjrzeć się propozycjom NIKu – poza tą o zawieszeniu matury obowiązkowej z tego przedmiotu. Przecież to są absolutne podstawy. Jeśli ktoś ich nie jest w stanie opanować, to pytanie, czy powinien w ogóle studiować? Celem matury jest chyba odsianie części mniej pracowitych uczniów po liceum.

    Dobra, mógłbym poruszyć inne przedmioty, ale mi się już nie chce. Może później.

    Offline _Jasiu_

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 225
    • Piwa: 20
    • Płeć: Mężczyzna
      • Kanał na YouTubie
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: Karczemna debata polityczna. Ława główna.
    « Odpowiedź #1186 dnia: Marca 18, 2019, 19:35:11 »
    Wypunktowałeś główne przywary polskiej szkoły, z którymi niejeden z nas się zgadza, aczkolwiek odnoszę wrażenie, że to, o czym piszesz albo nie ma już miejsca, albo mam szczęście lub wystarczające predyspozycje, by tego uniknąć. Chodzę do naprawdę niezłego liceum w Warszawie i śmiało mogę powiedzieć, że zasugerowane przez ciebie zmiany są w większości realizowane na co dzień. Uważam, że to nie do końca wina wadliwego systemu (albo przynajmniej nie tylko jego wina), bo najważniejsza jest osoba przekazująca wiedzę i prowadząca lekcje. W zasadzie to wszystko od niej zależy, od tego, jak prowadzi lekcje, czy potrafi zainteresować uczniów, czy jest konsekwentna i ma świadomie ustalone zasady, ale również od poziomu, jaki prezentuje, szacunku, który wzbudza lub nie.

    Ukończyłem prywatne gimnazjum i różnica między tym, jak traktowano mnie w podstawówce, która była szkołą państwową, a  w szkole niepublicznej, była znaczna. Myślę, że problemem nie jest program, a podejście nauczycieli do uczenia, do ich pracy. Tutaj właśnie zauważyłem różnicę. W gimnazjum miałem fenomenalnych nauczycieli, kontaktowych, życzliwych i z pasją. Mieli, czy raczej mają, wiedzę i umiejętności, które chcą przekazać. Co ciekawe, po trzech latach nauki, nie traktuję ich obojętnie, bo są to ludzie, z którymi utrzymuję kontakt i jestem gotowy rozmawiać na różne tematy albo nawet zwrócić się o radę, która jest szczera i poparta doświadczeniem.

    Nie było moim celem lansowanie prywatnych szkół i ich personelu, więc wrócę do tematu, bo trochę odbiegłem. Kiedy wracałem do szkoły publicznej, spodziewałem się spadku poziomu nauczania, o którym pisałem. Nieco się zdziwiłem, bo ci nauczyciele źli nie są. Bez bicia mogę przyznać, że, niektórzy z nich, są naprawdę dobrymi fachowcami, którzy mają pomysł na lekcję i potrafią je prowadzić w taki sposób, żebyśmy z nich coś wyciągnęli i przemyśleli sprawę. Tak się stało, że wybrałem się na dwujęzyczny mat-fiz (swoją drogą te profile poważnie ograniczają możliwości uczniów, szufladkując i nie pozwalając na rozwój  zarówno w kierunkach humanistycznych, jak i ścisłych) i lekcje tej fizyki są tak niesamowicie odmienne od tego, co doświadczyłem do tej pory. Przyczyną tego jest fakt, że nie korzystamy ze śmiesznych podręczników podanych do użytku przez MEN, tylko nauczyciel ciśnie jakiś swój własny program, który uczy nas fizyki w zasadzie od początku, ale w zrozumiały i konsekwentny sposób, prowadzący do szerszego pojęcia. Podane jest to z pasją, a poparte jest doświadczeniem zawodowym faceta,  który pracował przy detektorze ATLAS, mającym za zadanie "odkryć" cząstkę czy bozon Higgsa.

    Ale mniejsza o te szczegóły. Zapisując ten słowotok, chcę zwrócić uwagę na najistotniejszy element edukacyjnej układanki, czyli nauczycieli, którzy, w wielu przypadkach, tylko odbębniają swoją robotę i mają głęboko w dupie uczniów i całą resztę. Bez dobrych nauczycieli nie ma dobrych szkół, a w konsekwencji i "wyedukowanych" młodych ludzi. Prawda jest taka, że nauczyciele zarabiają grosze i nie jest to zawód, który przyciąga wielu chętnych. Z tego powodu w ogóle nie dziwię się ten grupie zawodowej i strajkowi, który zapowiedział czy o którym wspomniał prezes tego całego związku, bo są oni olewani przez rządy różnych rządów i wielu z nich żyje na poziomie niegodnym wykształcenia wyższego. Słyszałem kiedyś o opinii, że nauczyciele są taką grupą zawodową, której łatwo pieniądze zabierać, ponieważ nie wyjdą na ulice z gównem w ręku, jak rolnicy, i nie będą robić ogólnego ekscesu, ze względu na ogładę i pewną klasę, chociaż z tym bym nie przesadzał, które z założenia dają studia wyższe.
    « Ostatnia zmiana: Marca 18, 2019, 19:40:45 wysłana przez _Jasiu_ »

    Offline Bojar

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1197
    • Piwa: 354
    • Płeć: Mężczyzna
    • A proper wife should be as obedient as slave
    Odp: Karczemna debata polityczna. Ława główna.
    « Odpowiedź #1187 dnia: Marca 18, 2019, 19:49:44 »
    Nie napisałem, że polska edukacja nie istnieje, albo że jesteśmy sto lat za Murzynami Afroamerykanami, tylko że nie działa - w domyśle dobrze.

    Na dłuższą odpowiedź przyjdzie czas, ale teraz chciałbym tylko odnieść się do tego lekkiego przekłamania. Nie jesteśmy sto lat za murzynami, ani też nie jesteśmy 90 w rankingu. Jesteśmy w top 20 na świecie dokładniej koło 15 miejsca z tego co pamiętam, przed Niemcami czy Belgami. A według rankingu pearson z 2k14 byliśmy na miejscu 10 pod względem kognitywnych zdolności uczniów z naszych szkół.

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 8470
    • Piwa: 937
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: Karczemna debata polityczna. Ława główna.
    « Odpowiedź #1188 dnia: Marca 18, 2019, 20:13:25 »
    [...] chciałbym tylko odnieść się do tego lekkiego przekłamania. Nie jesteśmy sto lat za murzynami, ani też nie jesteśmy 90 w rankingu. [...]
    Znowu - nie napisałem, że jesteśmy na 90. miejscu w rankingu. Podałem przykład 95. kraju w rankingu jako znajdującego się w górnej połowie, który może wiele poprawić. I w polskim systemie edukacji też można wiele poprawić - niezależnie od miejsca w rankingu. Bo nawet fakt bycia na pierwszym miejscu w rankingu nie oznacza, że ma się idealny system szkolnictwa. Zaledwie kilka przykładów podałem wyżej.

    Wypunktowałeś główne przywary polskiej szkoły, z którymi niejeden z nas się zgadza, aczkolwiek odnoszę wrażenie, że to, o czym piszesz albo nie ma już miejsca, albo mam szczęście lub wystarczające predyspozycje, by tego uniknąć. Chodzę do naprawdę niezłego liceum w Warszawie i śmiało mogę powiedzieć, że zasugerowane przez ciebie zmiany są w większości realizowane na co dzień. [...]
    Jeśli w istocie tak jest, to świetnie. Choć jeśli mam być szczery, to nie chce mi się wierzyć, że w 3 lata nastąpiła tak gigantyczna zmiana w polskiej edukacji. Myślę raczej, że kluczowe jest to, że ja uczyłem się w małym mieście, a ty w Warszawie. Poziom nauczania co do zasady powinien być wyższy, bo duże ośrodki miejskie skupiają utalentowanych ludzi.

    Offline Bojar

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1197
    • Piwa: 354
    • Płeć: Mężczyzna
    • A proper wife should be as obedient as slave
    Odp: Karczemna debata polityczna. Ława główna.
    « Odpowiedź #1189 dnia: Marca 18, 2019, 21:03:46 »
    Tylko teraz wypadałoby się zastanowić na jakiej podstawie i czym jest poparte to twierdzenie:

    Tak jak napisałem na msngrze - kogo obchodzi system edukacji, i tak w obecnej formie nie działa. Trzeba go albo głęboko zreformować, albo sprywatyzować.
    A jak wstrzymają promocję to oddać ich pod sąd i tyle.

    I ok rozumiem, że miałeś pewne gorsze doświadczenia z pewnymi przedmiotami i ja też miałem pecha z pewnymi przedmiotami (fizyka i polski), ale równie dobrze mogło to wynikać z tego, że nie byłem tymi przedmiotami zainteresowany. Ale w kontekście dyskusji o szkolnictwie moje personalne doświadczenia nie mają i NIE POWINNY mieć znaczenia (zwłaszcza negatywne). Osoby niezadowolone są bowiem o wiele bardziej skłonne dzielić się tym niż osoby zadowolone, a to jednak zaburza ogólny obraz.

    I tak samo moje indywidualne podejście do szkoły (byłem typem, który uczył się nie dla wiedzy tylko dla ocen - nie zależało mi na tym, żeby być dobrym tylko zawsze lepszym od reszty) nie powinno mieć tu znaczenia, ponieważ tak jak mówię nie powinno mieć to znaczenia w dyskusji na temat "głębokiej reformy".

    Ulepszanie - jasne, poprawianie - pewnie, głęboka reforma z d**y - sorry, ale mnie dowody anegdotyczne nie przekonują, ponieważ na podstawie dowodów anegdotycznych nie podejmuje się takich decyzji. I okej, w polskim społeczeństwie jest głębokie przekonanie, że szkoła jest do bani, ale znowu nie jest to poparte wynikami a tylko i wyłącznie subiektywnym i spłyconym obrazem.

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 8470
    • Piwa: 937
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: Karczemna debata polityczna. Ława główna.
    « Odpowiedź #1190 dnia: Marca 18, 2019, 21:58:45 »
    Przedstawiłem zarzuty nieoparte o dowody anegdotyczne - jak choćby nt. godzin rozpoczęcia zajęć, czy nt. zdawalności matur z matematyki i tego co trzeba umieć, żeby podstawę z matematyki zdać. Nie odniosłeś się do nich choćby słowem, więc teraz nie sugeruj jakbym nic poza dowodami anegdotycznymi tam nie umieścił.

    Offline Bojar

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1197
    • Piwa: 354
    • Płeć: Mężczyzna
    • A proper wife should be as obedient as slave
    Odp: Karczemna debata polityczna. Ława główna.
    « Odpowiedź #1191 dnia: Marca 18, 2019, 22:34:59 »
    I to jest ta twoja głęboka reforma? Godziny lekcji? Może i ma to wpływ na poziom edukacji, trudno mi to stwierdzić. Z drugiej strony jeśli przełożysz lekcje o godzinę i będą zaczynać się o 9 to zajęcia po 8 h lekcyjnych kończyłyby się około 17.

    Zgadzam się z jednym, że na matematykę i przedmioty ścisłe powinno położyć się większy nacisk i przełożyć ten nacisk z historii i polskiego właśnie na matmę. Matematykę podstawową można zdać spokojnie na początku liceum (u mnie w liceum zrobiono w 1 klasie maturę podstawową w 1 miesiącu, żeby sprawdzić jak mniej wiecej ogarniamy po gimnazjach. Zdawalność była gdzieś na poziomie 70-80%. I oczywiście to nie pokazuje nic, bo znowu to jest dowód anegdotyczny.

    Wydaje mi się jednak, że w dobie coraz bardziej "ścisłego" i zglobalizowanego, zinformatyzowanego świata świata, powinniśmy jako społeczeństwo przerzucać nacisk z polskiego, historii, wosu, religii, woku itd na właśnie matematykę, informatykę, fizykę. Ale nadal to nie uzasadnia głębokiej reformy, a raczej stopniowe zmienianie priorytetów dla szkół.

    A jeśli chodzi o poziom nauczania i zdawalności to odnosi się on do statystyk. I takich samych idiotów jak masz w Polsce, masz w Niemczech, Korei, Singapurze i Finlandii. Bardzo dużo ludzi w szkołach po prostu nic nie robi i to jest ich wybór. Nie możesz zmusić wszystkich, żeby się uczyli. Ludziom się wydaje, że matematyka po prostu się im do niczego nie przyda i dlatego skupiłbym się na promocji tej nauki i pokazywaniu jej realnych zalet.

    Po za tym odwołując się do statystyk OECD akurat nasza matematyka jest mocno ponadprzeciętna. A to, że masz ludzi, którzy u nas nie są w stanie zdać matury to nie znaczy, że w innych krajach takich ludzi nie ma.

    Jak ktoś chce to może sobie poklikać, porównać różne kraje itd.
    http://www.oecd.org/pisa/

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 8470
    • Piwa: 937
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: Karczemna debata polityczna. Ława główna.
    « Odpowiedź #1192 dnia: Marca 18, 2019, 23:14:39 »
    I to jest ta twoja głęboka reforma? Godziny lekcji?
    Albo próbujesz udawać głupiego, albo nie umiesz czytać ze zrozumieniem. Już w pierwszym dzisiejszym poście zaznaczyłem, że:
    [...] już mi się nie chce. Może później.
    Co dosyć zrozumiałe biorąc pod uwagę długość posta i to, że nie mogłem wiedzieć czy ktokolwiek w ogóle się do moich słów odniesie - tematy polityczne ostatnio za bardzo żywe nie są. Logicznym jest zatem, że nie przedstawiłem wszystkich moich zarzutów oraz propozycji poprawienia edukacji w Polsce.

    Zgadzam się z jednym, że na matematykę i przedmioty ścisłe powinno położyć się większy nacisk i przełożyć ten nacisk z historii i polskiego właśnie na matmę. Matematykę podstawową można zdać spokojnie na początku liceum (u mnie w liceum zrobiono w 1 klasie maturę podstawową w 1 miesiącu, żeby sprawdzić jak mniej wiecej ogarniamy po gimnazjach. Zdawalność była gdzieś na poziomie 70-80%. I oczywiście to nie pokazuje nic, bo znowu to jest dowód anegdotyczny.
    Dyskutujesz sam z sobą - przedstawiasz dowód anegdotyczny niby popierający moje zdanie (ale nie wygłoszony przeze mnie), po czym sam go obalasz. Fajnie. Wolałbym jednak, żebyś podczas dyskusji ze mną odnosił się do moich argumentów.

    A jeśli chodzi o poziom nauczania i zdawalności to odnosi się on do statystyk. I takich samych idiotów jak masz w Polsce, masz w Niemczech, Korei, Singapurze i Finlandii. Bardzo dużo ludzi w szkołach po prostu nic nie robi i to jest ich wybór. Nie możesz zmusić wszystkich, żeby się uczyli. Ludziom się wydaje, że matematyka po prostu się im do niczego nie przyda i dlatego skupiłbym się na promocji tej nauki i pokazywaniu jej realnych zalet.
    Znowu nie wiem z czym dyskutujesz. To, że idioci są w różnych krajach to fakt i nikt (w tym ja) nie poddał tutaj tego pod wątpliwość. Potem stwierdzasz, że są ludzie w szkole, którzy nic nie robią (duh), czyli znowu coś z czym się nie kłóciłem. Ale da się ludzi motywować do nauki. I to jest propozycja, którą zresztą ty dajesz - a więc prezentujesz kolejny przykład zmiany, jaką można wprowadzić. Próbujesz mnie steelmanować, czy co? :D

    Po za tym odwołując się do statystyk OECD akurat nasza matematyka jest mocno ponadprzeciętna. A to, że masz ludzi, którzy u nas nie są w stanie zdać matury to nie znaczy, że w innych krajach takich ludzi nie ma.

    Jak ktoś chce to może sobie poklikać, porównać różne kraje itd.
    http://www.oecd.org/pisa/
    Tym razem z kolei praktycznie powtarzasz to, co już wspomniałeś w pierwszym poście - i coś, z czym się nie kłóciłem - że nasz poziom nauczania jest ponadprzeciętny. Jedyna zmiana to doprecyzowanie, że chodzi o poziom nauczania matematyki - prawdopodobnie dlatego, że powołujesz się po raz pierwszy na konkretne badania, te organizowane przez OECD, a one mierzą wyłącznie poziom z przedmiotów matematycznych. W związku z tym pojawia się kilka kwestii.

    Raz: stwierdzasz, że
    to, że masz ludzi, którzy u nas nie są w stanie zdać matury to nie znaczy, że w innych krajach takich ludzi nie ma.
    I tym samym kompletnie piszesz o czymś innym niż ja. Jak napisałem wcześniej:
    w polskim systemie edukacji też można wiele poprawić - niezależnie od miejsca w rankingu. Bo nawet fakt bycia na pierwszym miejscu w rankingu nie oznacza, że ma się idealny system szkolnictwa.
    To chyba dosyć jasne zatem, że komparatywny poziom edukacji jest dla mnie rzeczą drugorzędną. W sensie - fajnie, że w porównaniu do innych krajów jesteśmy wysoko. Ale to nie znaczy, że mamy szkolnictwo bez wad i bardziej powinniśmy interesować się usuwaniem obecnych wad i wynajdywaniem sposobów na ulepszenie poziomu nauczania niezależnie od rankingów. Ew. przesunięcia w nich mogą ułatwiać ewaluację wprowadzanych zmian.

    Dwa: jak sam przyznajesz, poziom nauczania matematyki jest ponadprzeciętny. Większość mojego postu tyczyła się jednak nauk nie będących matematyką, ja poświęciłem więcej uwagi choćby takiemu WDŻ. I problem polega na tym, że nikt nie mierzy poziomu nauczania tego typu przedmiotów fancy rankingami (a przynajmniej nic mi na ten temat nie wiadomo). Idąc zatem twoją logiką, nie da się o nim w ogóle dyskutować, bo dowody anegdotyczne be, muszą być rankingi żeby poddać przedmiot krytycznej ocenie.

    Offline Bojar

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1197
    • Piwa: 354
    • Płeć: Mężczyzna
    • A proper wife should be as obedient as slave
    Odp: Karczemna debata polityczna. Ława główna.
    « Odpowiedź #1193 dnia: Marca 18, 2019, 23:52:02 »
    Albo próbujesz udawać głupiego, albo nie umiesz czytać ze zrozumieniem. J
    Ooo... :D To mój tekst...

    Nie chce się cytować wszystkiego po kolei i nie będę się odnosił do twoich argumentów z których część jest według mnie słuszna, a część mniej, bo odchodzimy od tematu dyskusji a przechodzimy powoli w coś co byłoby tylko i wyłącznie "erytystyczną" igraszką.

    Wróćmy do tego w czym wydaje się, że się zgadzamy:
    1) Szkolnictwo ma swoje wady i może zostać ulepszone, ale równocześnie są też i duże plusy tego systemu.
    2) Istnieje problem z tymi pseudo-przedmiotami jak WDŻ, religia, jakieś filmoznastwo itd.

    Moje pytanie dotyczy bardziej samej kwestii "głębokiej reformy". Osobiście jestem zdania, że swobodny i zrównoważony rozwój w każdym aspekcie jest lepszy niż gwałtowne zmiany. Reformy mają to do siebie, że mogą mieć negatywne konsekwencje. Patrząc i opierając się właśnie na aktualnym poziomie czy uważasz, że "głęboka reforma" jest tego warta? Gdyby nasze szkolnictwo rzeczywiście było powiedzmy 100 w rankingach to bym się zgodził, bo jest to wtedy szansa na dużą zmianę, na duży progres. W tym wypadku wydaje mi się, że potencjalne korzyści są niewielkie przy ogromnym ryzyku.

    Tak btw. z tym odpowiadaniem na własne pytania to jest trick. Bo w gruncie rzeczy jak odpowiesz na swoje pytania w dyskusji, które w teorii powinno być skierowane do przeciwnika, bo jest bliższe jego poglądom to możesz przy okazji przepchnąć coś z czym się nie zgadza. Tylko to lepiej działa jak dyskutujesz na żywo i metoda jest podobna jak na zasadzie wciskania najmniej wygodnego pytania gdzieś w środek zadając parę pytań pod rząd.
    Przykładem może być też moje wciśnięcie religii w środek "pseudo-przedmiotów" między WDŻ i filmoznastwem

    Offline Kradus

    • Administrator
    • Użytkownik
    • ***
    • Wiadomości: 2884
    • Piwa: 463
    • Płeć: Mężczyzna
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: Karczemna debata polityczna. Ława główna.
    « Odpowiedź #1194 dnia: Marca 20, 2019, 19:44:16 »
    Jako że przed nami wybory do Europarlamentu to powstał specjalny temat temu poświęcony - http://www.mountblade.info/forum/index.php?topic=20534.msg387817#msg387817. Zapraszamy do udziału w głosowaniu w ankiecie oraz brania udziału w dyskusji. Temat zostaje dodany do listy tematów w pierwszym poście niniejszej Ławy Głównej.

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 8470
    • Piwa: 937
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: Karczemna debata polityczna. Ława główna.
    « Odpowiedź #1195 dnia: Marca 25, 2019, 21:31:41 »
    Nie chce się cytować wszystkiego po kolei i nie będę się odnosił do twoich argumentów z których część jest według mnie słuszna, a część mniej, bo odchodzimy od tematu dyskusji a przechodzimy powoli w coś co byłoby tylko i wyłącznie "erytystyczną" igraszką.
    Szkoda, takie dyskusje są najciekawsze. Co się stało z tym starym Bojlerem, który potrafił kłócić się w tematach politycznych na TFW „dla zasady”? :D

    Wróćmy do tego w czym wydaje się, że się zgadzamy:
    1) Szkolnictwo ma swoje wady i może zostać ulepszone, ale równocześnie są też i duże plusy tego systemu.
    2) Istnieje problem z tymi pseudo-przedmiotami jak WDŻ, religia, jakieś filmoznastwo itd.
    No powiedzmy. Może bym nie przesadzał z tymi dużymi plusami, ale tak, dostrzegam pewne zalety tego systemu i nie uważam, że jest najgorszym na świecie.

    Moje pytanie dotyczy bardziej samej kwestii "głębokiej reformy". Osobiście jestem zdania, że swobodny i zrównoważony rozwój w każdym aspekcie jest lepszy niż gwałtowne zmiany. Reformy mają to do siebie, że mogą mieć negatywne konsekwencje. Patrząc i opierając się właśnie na aktualnym poziomie czy uważasz, że "głęboka reforma" jest tego warta? Gdyby nasze szkolnictwo rzeczywiście było powiedzmy 100 w rankingach to bym się zgodził, bo jest to wtedy szansa na dużą zmianę, na duży progres. W tym wypadku wydaje mi się, że potencjalne korzyści są niewielkie przy ogromnym ryzyku.
    A więc – co bym zreformował? Po pierwsze, jak wspominałem godziny rozpoczęcia zajęć. O tym już pisałem, więc tylko odniosę się do tego, o co się wcześniej pytałeś. Czyli o godziny zakończenia zajęć.

    Jak stwierdziłeś, w przypadku rozpoczęcia zajęć o godzinie 9:00, po ośmiu lekcjach zajęcia kończyłyby się o 17:00. Po pierwsze znajduje się tu pewne przekłamanie – godzina lekcyjna =/= godzina zegarowa. I tak, przykładowo, w moim liceum ósma lekcja kończyła się o 15:10, czyli po 7 godzinach i 10 minutach. A więc w przypadku rozpoczęcia nauki o 9:00 (choć powinienem dla porządku zaznaczyć, że osobiście postulowałem zaczynanie najwcześniej o 8:30, a najpóźniej o 9:00) ósma godzina lekcyjna kończyłaby się najprawdopodobniej tuż po godz. 16:00. I znowu, ciekawostka: kiedy poproszono polskich uczniów o preferencje co do godzin trwania zajęć, to najczęściej pojawiającym się timeslotem był właśnie między 9:00 a 17:00.

    Teraz poświęcę kilka słów matematyce. Jak wspominałem wyżej, nigdy nie była moją specjalnością i nie czuję się na tyle kompetentny, żeby wygłaszać na temat jej nauczania jakieś sądy. Niemniej, uważam że pomysły NIKu na poprawę nauczania tego przedmiotu są warte uwagi. Szczególnie przemawiają do mnie postulaty podziału na grupy podczas nauczania tego przedmiotu.

    Przez całe liceum podziału na grupy wg poziomu wiedzy doświadczyłem tylko raz – na językach od drugiej klasy wzwyż. Większość uczniów podchodziło do matury z angielskiego i tam wyodrębniono cztery grupy bez podziału na klasy: niezdających, najsłabszych, przeciętnych i najlepszą grupę – i z każdą pracowano trochę inaczej – do tego każda z tych grup była podzielona na 3 części (z których każda miała zajęcia w trochę innych godzinach), tak by liczba uczniów nie przekraczała 20 osób w sali. I choć nic się ciekawego nie nauczyłem, bo i tak mój poziom znajomości przekraczał zakres z liceum, to jedno muszę przyznać. Różnica w poziomie i ogólnej ciekawości zajęć była nieporównywalna względem tego, czego doświadczyłem w klasie pierwszej, gdy podział nie uwzględniał umiejętności, czy względem zajęć grupy przeciętnej, którą raz miałem okazję odwiedzić.

    Co za tym idzie, z moich doświadczeń wynika, że ten podział może po prostu wyjść wszystkim na dobre. Oczywiście, zwiększałoby to komplikację planu zajęć, ale nie oszukujmy się – dziś plany generowane są przez oprogramowanie, a więc nie jest to tak duży problem jak X – dziesiąt lat temu.

    Teraz wolałbym cofnąć się do kwestii systemowych, coś co generalnie w poprzednim poście pominąłem – wtedy skupiłem się na krytyce konkretnych przedmiotów, coś (poza matematyką) albo zignorowałeś, albo przyznałeś mi rację, więc więcej nie będę nad tym deliberował. A przynajmniej tak długo, jak nie odniesiesz się do moich opinii np. nt. polskiego.

    A więc – co jeszcze jest nie tak? Po pierwsze, mania na punkcie robienia notatek. To jest dla mnie po prostu niezrozumiałe, jak zafiksowani są polscy nauczyciele na punkcie notatek. Owszem, są takie przedmioty, gdzie bez pisania podczas lekcji uczestnictwo na nich nie ma sensu (choćby ww. matematyka). Ale z innych przedmiotów, jak np. historia notowanie wszystkiego co nauczyciel mówi nie jest konieczne.

    Co więcej, jak twierdzi dr Gregory Linton z Johnson University (klik!) robienie notatek wywołuje efekt wręcz odwrotny od zamierzonego. Nie identyczną, ale analogiczną perspektywę prezentuje artykuł Iry Sagera z Bloomber Business, podsumowujący efekt badań współczesnych naukowców w dziedzinie zapamiętywania. W artykule Sager powołuje się m.in. na badania Michelle Eskritt. Podobny punkt widzenia prezentuje zresztą psycholog Jordan Peterson.

    Pomimo tego ogromu dowodów podważających znaczenie notowania co do słowa, co nauczyciel mówi, w polskich szkołach kładzie się na to nacisk. I teraz mógłbyś powiedzieć, że dowód anegdotyczny i miałbyś pewnie rację, bo bazuję moją opinię co do tego na co kładzie się nacisk na bazie własnych doświadczeń. Problem polega na tym, że nie tylko ja mam takie doświadczenia. Ale nie będę rzucał teraz przypadkami osób skarżących się, skoro ostatnio ci to nie pasowało. Zamiast tego, zwrócę uwagę na to, że część szkół ma najzwyczajniej w świecie wpisany w statut ocenę „sposobu prowadzenia zeszytu” – lub czegoś w ten deseń. Pierwszy przykład z brzegu: wykonałem ślepą próbę i z głupia frant wyszukałem w Google hasło ”wystawianie ocen na podstawie zeszytu statut” i oto trzeci wynik od góry już na pierwszej stronie: (klik!). Przykładów jest tam więcej, ale uznałem, że nie będę podawał przykładów statutów szkół podstawowych i nieistniejących już gimnazjów, biorąc pod uwagę, że moje dotychczasowe posty dedykowane były szkole średniej.

    Rzecz następna w temacie zapisywania wiedzy z zajęć: nagrywanie lekcji i alergia na to nauczycieli. Nagrywanie lekcji dyktafonem czy też – obecnie – raczej dyktafonem w telefonie bardzo może pomóc w utrwalaniu wiedzy, bo raz wygłoszonej lekcji możesz przesłuchać kiedykolwiek i ile razy chcesz. A jednak, pomimo tego, wielu nauczycieli jest z zasady na nie. Mógłbym podać więcej niż dużo przypadków takiego traktowania u mnie w liceum, ale znowu – odwołam się do innych przypadków. Jest ich sporo.
    Cytat: Przykład
    Witam. Mac córke słabowidzącą z orzeczeniem o potrzebie ksztalcenia specjalnego. Chodzi do III kl. szkoły podstawowej. Na lekcjach nie nadanża wszystko notowac i musi zaleglosci nadrabiac w domu. Zaproponowalem wychowawczyni ze kupie córce dyktafon zeby nagrywala zajęcia i w domu sobie odsluchiwała uzupelniajac zaleglosci. Pani powiedziała ze to jest nielegalne i na to nie pozwala.

    Teraz – ktoś mógłbyś powiedzieć w odniesieniu do akapitu wyżej, że przecież używanie sprzętów elektronicznych/jakieś inne sformułowanie/telefonów jest zakazane przez statut szkoły. I taki ktoś miałby rację, bardzo często tak jest… Ale czemu? Polska szkoła jest nieprawdopodobnie archaiczna w podejściu do sprzętów elektronicznych.

    A przecież digitalizacja edukacji – poprzez choćby dopuszczenie do stosowania laptopów/tabletów w celach korzystania z podręcznika w postaci programu lub pliku .pdf – rozwiązałaby choćby problem przeładowania plecaków dzieci. Oczywiście, polscy uczniowie radzą sobie z przeładowanymi plecakami na przeróżne sposoby, ale nadal fakty są takie, że ważą za dużo. Jak wykazała interwencja sanepidu, waga plecaków prawie połowy uczniów przekraczała zalecane normy.

    Dobra, a teraz przejdźmy do twojego Graala z poprzedniego posta, tj. http://www.oecd.org/pisa/. A więc zgodnie z tym samym badaniem, na które się powołujesz, tj. PISA 2015, polscy uczniowie są jednymi z najmniej związanych emocjonalnie ze swoim miejscem edukacji. Po prostu czują, że polskie szkoły nie są dla nich miejscem, w którym mogą się czuć dobrze czy rozwijać swoje pasje. Można oczywiście zadać pytanie: co z tego? Cóż, kilka implikacji z tego wynika. Ale dla szerszego kontekstu, pozwolę sobie podać kilka innych danych.

    Przykładowo, zgodnie z badaniem TIMSS, polscy uczniowie nie lubią szkoły. Kiedy badano, czy lubią ją i spędzanie tam czasu, a następnie poszeregowano kraje według wyników, zajęliśmy 46. miejsce na 49. Z kolei gdy PIRLS zadało uczniom pytanie, czy lubią uczęszczać na zajęcia, odpowiedzi twierdzącej udzieliło 35%. To o połowę mniej, niż globalna średnia. Równolegle, więcej polskich uczniów, niż przeciętnie w krajach OECD czuje się wyobcowanych w szkole. To z kolei jest problematyczne, bo zgodnie z ustaleniami OECD, taki rodzaj uczniów niżej określa swoje samopoczucie i średnio osiąga niższe wyniki w testach. Na problem generalnego samopoczucia polskich uczniów zwrócił również Philip Zimbardo, nawołując do reformy systemu edukacji. Stwierdził, że ok. milion polskich uczniów ma lub miało poważne problemy emocjonalne związane z nauką. [1] [2] [3] [4] [5]

    Ignorowanie tych wszystkich faktów jest naiwne. Widać jak na dłoni, że coś jest nie tak z polską edukacją, skoro tak odbiegamy od reszty cywilizowanych krajów w tym, jak polscy uczniowie się czują. To nie jest przecież tak, że w zamian za dobry system edukacji przehandlowaliśmy dobre samopoczucie – lepiej od nas w tych badaniach wypada choćby Finlandia, stawiana najczęściej na piedestale pod kątem systemu edukacji. Tak więc możesz mieć szkołę efektywną, a przy tym przyjemną dla dzieci i młodzieży.

    Kontynuując: na lekcjach marnowany jest czas. Primo – sprawdzanie list obecności. Jeśli założymy, że na klasę składa się 30 osób (tyle przynajmniej wynosiły klasy u mnie w liceum) i że odczytanie nazwiska wraz z odpowiedzią ucznia obecnego bądź chwilą ciszy ucznia nieobecnego zajmie trzy sekundy, to okazuje się, że na jednej lekcji marnowane jest półtorej minuty. Niby mało. Ale przyjrzyjmy się temu dokładniej.

    Według ramowego planu nauczania Nowej Ery przewiduje się po 3 lekcje tygodniowo matematyki w pierwszej i trzeciej, a po 4 w drugiej i czwartej klasie liceum. Przykładowo, obecny rok szkolny ma 37 tygodni nauki. A więc proste działanie (przy naciąganym założeniu, że co rok liczba tygodni nauki będzie taka sama): (3+4+3+4)*37 = 518

    A więc w trakcie całej licealnej edukacji odbywa się 518 godzin lekcyjnych z matematyki. Jeśli na każdej takiej lekcji marnuje się półtorej minuty, oznacza to, że w trakcie całej edukacji na poziomie szkoły średniej traci się 777 minut, tj. niemalże 13 godzin. Masa czasu. A wystarczyłoby rozwiązać to jak na studiach na ćwiczeniach – puszcza się wśród studentów listę w trakcie trwania zajęć i problem z głowy.

    Ale dobra, już bym się o te 13 godzin nie kłócił i w ogóle tego marnowania czasu nie wymieniał, gdyby tylko to miało miejsce. Ale jeszcze większym marnotrawstwem czasu jest odpytywanie z ostatniej lekcji. Zajmuje to kolejne kilka minut, a nie osiąga najczęściej nic.

    Tak btw. z tym odpowiadaniem na własne pytania to jest trick. Bo w gruncie rzeczy jak odpowiesz na swoje pytania w dyskusji, które w teorii powinno być skierowane do przeciwnika, bo jest bliższe jego poglądom to możesz przy okazji przepchnąć coś z czym się nie zgadza. Tylko to lepiej działa jak dyskutujesz na żywo i metoda jest podobna jak na zasadzie wciskania najmniej wygodnego pytania gdzieś w środek zadając parę pytań pod rząd. Przykładem może być też moje wciśnięcie religii w środek "pseudo-przedmiotów" między WDŻ i filmoznaW*stwem.
    * - ktoś tu nie umie pisać po polsku bojler
    Ależ ja zdaję sobie z takiej techniki sprawę. Dlatego wywołałem cię w obu przypadkach, kiedy podałeś argumentu popierający zmiany, bo spodziewałem się w tym jakiejś dywersji.

    Offline Bojar

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1197
    • Piwa: 354
    • Płeć: Mężczyzna
    • A proper wife should be as obedient as slave
    Odp: Karczemna debata polityczna. Ława główna.
    « Odpowiedź #1196 dnia: Marca 25, 2019, 21:55:02 »
    Szkoda, takie dyskusje są najciekawsze. Co się stało z tym starym Bojlerem, który potrafił kłócić się w tematach politycznych na TFW „dla zasady”? :D
    No powiedzmy. Może bym nie przesadzał z tymi dużymi plusami, ale tak, dostrzegam pewne zalety tego systemu i nie uważam, że jest najgorszym na świecie.
    A więc – co bym zreformował? Po pierwsze, jak wspominałem godziny rozpoczęcia zajęć. O tym już pisałem, więc tylko odniosę się do tego, o co się wcześniej pytałeś. Czyli o godziny zakończenia zajęć.

    Jak stwierdziłeś, w przypadku rozpoczęcia zajęć o godzinie 9:00, po ośmiu lekcjach zajęcia kończyłyby się o 17:00. Po pierwsze znajduje się tu pewne przekłamanie – godzina lekcyjna =/= godzina zegarowa. I tak, przykładowo, w moim liceum ósma lekcja kończyła się o 15:10, czyli po 7 godzinach i 10 minutach. A więc w przypadku rozpoczęcia nauki o 9:00 (choć powinienem dla porządku zaznaczyć, że osobiście postulowałem zaczynanie najwcześniej o 8:30, a najpóźniej o 9:00) ósma godzina lekcyjna kończyłaby się najprawdopodobniej tuż po godz. 16:00. I znowu, ciekawostka: kiedy poproszono polskich uczniów o preferencje co do godzin trwania zajęć, to najczęściej pojawiającym się timeslotem był właśnie między 9:00 a 17:00.

    Teraz poświęcę kilka słów matematyce. Jak wspominałem wyżej, nigdy nie była moją specjalnością i nie czuję się na tyle kompetentny, żeby wygłaszać na temat jej nauczania jakieś sądy. Niemniej, uważam że pomysły NIKu na poprawę nauczania tego przedmiotu są warte uwagi. Szczególnie przemawiają do mnie postulaty podziału na grupy podczas nauczania tego przedmiotu.

    Przez całe liceum podziału na grupy wg poziomu wiedzy doświadczyłem tylko raz – na językach od drugiej klasy wzwyż. Większość uczniów podchodziło do matury z angielskiego i tam wyodrębniono cztery grupy bez podziału na klasy: niezdających, najsłabszych, przeciętnych i najlepszą grupę – i z każdą pracowano trochę inaczej – do tego każda z tych grup była podzielona na 3 części (z których każda miała zajęcia w trochę innych godzinach), tak by liczba uczniów nie przekraczała 20 osób w sali. I choć nic się ciekawego nie nauczyłem, bo i tak mój poziom znajomości przekraczał zakres z liceum, to jedno muszę przyznać. Różnica w poziomie i ogólnej ciekawości zajęć była nieporównywalna względem tego, czego doświadczyłem w klasie pierwszej, gdy podział nie uwzględniał umiejętności, czy względem zajęć grupy przeciętnej, którą raz miałem okazję odwiedzić.

    Co za tym idzie, z moich doświadczeń wynika, że ten podział może po prostu wyjść wszystkim na dobre. Oczywiście, zwiększałoby to komplikację planu zajęć, ale nie oszukujmy się – dziś plany generowane są przez oprogramowanie, a więc nie jest to tak duży problem jak X – dziesiąt lat temu.

    Teraz wolałbym cofnąć się do kwestii systemowych, coś co generalnie w poprzednim poście pominąłem – wtedy skupiłem się na krytyce konkretnych przedmiotów, coś (poza matematyką) albo zignorowałeś, albo przyznałeś mi rację, więc więcej nie będę nad tym deliberował. A przynajmniej tak długo, jak nie odniesiesz się do moich opinii np. nt. polskiego.

    A więc – co jeszcze jest nie tak? Po pierwsze, mania na punkcie robienia notatek. To jest dla mnie po prostu niezrozumiałe, jak zafiksowani są polscy nauczyciele na punkcie notatek. Owszem, są takie przedmioty, gdzie bez pisania podczas lekcji uczestnictwo na nich nie ma sensu (choćby ww. matematyka). Ale z innych przedmiotów, jak np. historia notowanie wszystkiego co nauczyciel mówi nie jest konieczne.

    Co więcej, jak twierdzi dr Gregory Linton z Johnson University (klik!) robienie notatek wywołuje efekt wręcz odwrotny od zamierzonego. Nie identyczną, ale analogiczną perspektywę prezentuje artykuł Iry Sagera z Bloomber Business, podsumowujący efekt badań współczesnych naukowców w dziedzinie zapamiętywania. W artykule Sager powołuje się m.in. na badania Michelle Eskritt. Podobny punkt widzenia prezentuje zresztą psycholog Jordan Peterson.

    Pomimo tego ogromu dowodów podważających znaczenie notowania co do słowa, co nauczyciel mówi, w polskich szkołach kładzie się na to nacisk. I teraz mógłbyś powiedzieć, że dowód anegdotyczny i miałbyś pewnie rację, bo bazuję moją opinię co do tego na co kładzie się nacisk na bazie własnych doświadczeń. Problem polega na tym, że nie tylko ja mam takie doświadczenia. Ale nie będę rzucał teraz przypadkami osób skarżących się, skoro ostatnio ci to nie pasowało. Zamiast tego, zwrócę uwagę na to, że część szkół ma najzwyczajniej w świecie wpisany w statut ocenę „sposobu prowadzenia zeszytu” – lub czegoś w ten deseń. Pierwszy przykład z brzegu: wykonałem ślepą próbę i z głupia frant wyszukałem w Google hasło ”wystawianie ocen na podstawie zeszytu statut” i oto trzeci wynik od góry już na pierwszej stronie: (klik!). Przykładów jest tam więcej, ale uznałem, że nie będę podawał przykładów statutów szkół podstawowych i nieistniejących już gimnazjów, biorąc pod uwagę, że moje dotychczasowe posty dedykowane były szkole średniej.

    Rzecz następna w temacie zapisywania wiedzy z zajęć: nagrywanie lekcji i alergia na to nauczycieli. Nagrywanie lekcji dyktafonem czy też – obecnie – raczej dyktafonem w telefonie bardzo może pomóc w utrwalaniu wiedzy, bo raz wygłoszonej lekcji możesz przesłuchać kiedykolwiek i ile razy chcesz. A jednak, pomimo tego, wielu nauczycieli jest z zasady na nie. Mógłbym podać więcej niż dużo przypadków takiego traktowania u mnie w liceum, ale znowu – odwołam się do innych przypadków. Jest ich sporo.
    Teraz – ktoś mógłbyś powiedzieć w odniesieniu do akapitu wyżej, że przecież używanie sprzętów elektronicznych/jakieś inne sformułowanie/telefonów jest zakazane przez statut szkoły. I taki ktoś miałby rację, bardzo często tak jest… Ale czemu? Polska szkoła jest nieprawdopodobnie archaiczna w podejściu do sprzętów elektronicznych.

    A przecież digitalizacja edukacji – poprzez choćby dopuszczenie do stosowania laptopów/tabletów w celach korzystania z podręcznika w postaci programu lub pliku .pdf – rozwiązałaby choćby problem przeładowania plecaków dzieci. Oczywiście, polscy uczniowie radzą sobie z przeładowanymi plecakami na przeróżne sposoby, ale nadal fakty są takie, że ważą za dużo. Jak wykazała interwencja sanepidu, waga plecaków prawie połowy uczniów przekraczała zalecane normy.

    Dobra, a teraz przejdźmy do twojego Graala z poprzedniego posta, tj. http://www.oecd.org/pisa/. A więc zgodnie z tym samym badaniem, na które się powołujesz, tj. PISA 2015, polscy uczniowie są jednymi z najmniej związanych emocjonalnie ze swoim miejscem edukacji. Po prostu czują, że polskie szkoły nie są dla nich miejscem, w którym mogą się czuć dobrze czy rozwijać swoje pasje. Można oczywiście zadać pytanie: co z tego? Cóż, kilka implikacji z tego wynika. Ale dla szerszego kontekstu, pozwolę sobie podać kilka innych danych.

    Przykładowo, zgodnie z badaniem TIMSS, polscy uczniowie nie lubią szkoły. Kiedy badano, czy lubią ją i spędzanie tam czasu, a następnie poszeregowano kraje według wyników, zajęliśmy 46. miejsce na 49. Z kolei gdy PIRLS zadało uczniom pytanie, czy lubią uczęszczać na zajęcia, odpowiedzi twierdzącej udzieliło 35%. To o połowę mniej, niż globalna średnia. Równolegle, więcej polskich uczniów, niż przeciętnie w krajach OECD czuje się wyobcowanych w szkole. To z kolei jest problematyczne, bo zgodnie z ustaleniami OECD, taki rodzaj uczniów niżej określa swoje samopoczucie i średnio osiąga niższe wyniki w testach. Na problem generalnego samopoczucia polskich uczniów zwrócił również Philip Zimbardo, nawołując do reformy systemu edukacji. Stwierdził, że ok. milion polskich uczniów ma lub miało poważne problemy emocjonalne związane z nauką. [1] [2] [3] [4] [5]

    Ignorowanie tych wszystkich faktów jest naiwne. Widać jak na dłoni, że coś jest nie tak z polską edukacją, skoro tak odbiegamy od reszty cywilizowanych krajów w tym, jak polscy uczniowie się czują. To nie jest przecież tak, że w zamian za dobry system edukacji przehandlowaliśmy dobre samopoczucie – lepiej od nas w tych badaniach wypada choćby Finlandia, stawiana najczęściej na piedestale pod kątem systemu edukacji. Tak więc możesz mieć szkołę efektywną, a przy tym przyjemną dla dzieci i młodzieży.

    Kontynuując: na lekcjach marnowany jest czas. Primo – sprawdzanie list obecności. Jeśli założymy, że na klasę składa się 30 osób (tyle przynajmniej wynosiły klasy u mnie w liceum) i że odczytanie nazwiska wraz z odpowiedzią ucznia obecnego bądź chwilą ciszy ucznia nieobecnego zajmie trzy sekundy, to okazuje się, że na jednej lekcji marnowane jest półtorej minuty. Niby mało. Ale przyjrzyjmy się temu dokładniej.

    Według ramowego planu nauczania Nowej Ery przewiduje się po 3 lekcje tygodniowo matematyki w pierwszej i trzeciej, a po 4 w drugiej i czwartej klasie liceum. Przykładowo, obecny rok szkolny ma 37 tygodni nauki. A więc proste działanie (przy naciąganym założeniu, że co rok liczba tygodni nauki będzie taka sama): (3+4+3+4)*37 = 518

    A więc w trakcie całej licealnej edukacji odbywa się 518 godzin lekcyjnych z matematyki. Jeśli na każdej takiej lekcji marnuje się półtorej minuty, oznacza to, że w trakcie całej edukacji na poziomie szkoły średniej traci się 777 minut, tj. niemalże 13 godzin. Masa czasu. A wystarczyłoby rozwiązać to jak na studiach na ćwiczeniach – puszcza się wśród studentów listę w trakcie trwania zajęć i problem z głowy.

    Ale dobra, już bym się o te 13 godzin nie kłócił i w ogóle tego marnowania czasu nie wymieniał, gdyby tylko to miało miejsce. Ale jeszcze większym marnotrawstwem czasu jest odpytywanie z ostatniej lekcji. Zajmuje to kolejne kilka minut, a nie osiąga najczęściej nic.
    Ależ ja zdaję sobie z takiej techniki sprawę. Dlatego wywołałem cię w obu przypadkach, kiedy podałeś argumentu popierający zmiany, bo spodziewałem się w tym jakiejś dywersji.

    OK.

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 8470
    • Piwa: 937
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: Karczemna debata polityczna. Ława główna.
    « Odpowiedź #1197 dnia: Marca 26, 2019, 12:32:04 »
    OK.
    Dziękuję za przyznanie mi racji Lewaszu Goldmanie, cieszę się, że przekonałem cię do moich poglądów nt reformy. Szkoda tylko, że tak szybko wywiesiłeś białą flagę. Po kim jak po kim, ale od absolwenta SGHu spodziewałem się więcej.  Oddałeś pole szybciej, niż Razem Teraz.

    Offline ^IvE

    • Słońce Tawerny
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 5801
    • Piwa: 612
    • Płeć: Mężczyzna
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: Karczemna debata polityczna. Ława główna.
    « Odpowiedź #1198 dnia: Marca 26, 2019, 12:49:15 »
    Bojar skoro tak doskonale znasz sie na zmianach klimatu to jaka pogoda będzie jutro?

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 8470
    • Piwa: 937
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: Karczemna debata polityczna. Ława główna.
    « Odpowiedź #1199 dnia: Marca 26, 2019, 13:58:25 »
    Szok! Podobno dziś Bojar podpisał się pod listą Razem, gdy aktywiści Zandberga chodzili po Mokotowie. Chciał wesprzeć swojego idola Ryszarda Swetru, lecz jak wiadomo, Razem i Teraz to bardzo zbliżone nazwy i łatwo się pomylić.