Prawa Strona.
Walka dobiegała końca. Na placu pozostało już tylko trzech przeciwników. Nidean w porywie siły wstaje, choć ledwo trzyma się na nogach rusza w stronę Huno.
Huno przyjmuje pozycję, czeka... lecz przeciwnik nie wyprowadza ciosu, zamiast tego z rozpędu kopie Huno w tarczę, następnie wykonuje cięcie z góry. Krew, ostrze miecza trafia w prawy bark, lecz nie zadaje głębokiej rany. Napastnik spostrzega Nideana, lecz widząc w jakiej jest kondycji nie podchodzi do walki poważnie. Z łatwością unika ciosu, a następnie nogą powala go na ziemię, teraz Nidean tak łatwo nie wstanie. Instynktownie Huno widzi szansę, przeciwnik jest odsłonięty, lecz z powodu uszkodzenia barku jego atak był zbyt wolny i słaby. Bandyta z łatwością paruje uderzenie, a gdy już ma wykonać kontratak... nieznany sztylet przelatuje mu obok głowy, odwrócił się, spojrzał na zamachowca. Był to Kniprod. Czy to dobry moment by zaatakował Huno? Zapewne by tak było gdyby nie jeden fakt, z nieznanego powodu Huno opada na ziemię. Traci siły, a wszystko co widzi staje się niewyraźne, w palcach rąk i nóg czuje mrowienie. Teraz napastnik szarżuje w stronę Kniproda, już nie ma czasu na kuszę...
Tyły oraz przód.
Cóż za ból... przeciwnik Diany okazał się całkowitym nowicjuszem, przez co nie zdążył uniknąć nawet pierwszego ataku, a jego poprzedni cios był tak słaby, iż Diana nie odczuła nawet oporu. Padł na ziemię... a teraz leży z wyrazem głupka na twarzy.
Arvaan zauważył jak szybko kobiety poradziły sobie w walce. Teraz jego wzrok zwrócił się na wojownika z prawej strony. Był zbyt daleko, czy zdąży na czas aby uratować Kniproda?
Marcus spojrzał na ostatniego z przeciwników atakujących z przodu. Gdy wróg zauważył zamiar Marcusa w panicznym strachu zaczął krzyczeć oraz błagać o litość. Nie spoglądając na swojego przyszłego zabójcę, czołgał się po ziemi, jakby liczył iż zdąży uciec. Co zrobi Marcus?
Obime przyciągnął Christophera w miejsce w którym pozostawił swe narzędzia. Jego rana wyglądała dość poważnie, cios został zadany po prawej stronie, tuż nad kością ogonową w brzuch. Ostatecznie wyglądało na to iż ucierpiały jedynie jelita. Rana najprawdopodobniej będzie prosta w zszyciu.
Ostatni przeciwnik.
Kniprod porzuca kuszę na rzecz sztyletu aby się bronić, niestety wróg atakuje zaciekle nie dając szansy na kontratak. Trzy pierwsze ciosy udaje się zablokować, lecz czwarty wybija sztylet z ręki Kniproda. Nanim zadał ostateczny cios przybył Arvaan , zdążył on swym ostrzem zablokować atak. Teraz stał sam na sam w z przeciwnikiem, którego umiejętności wydawały się aż nazbyt wysokie. Spojrzał on na Arvaana i rzekł.
- Zawalczmy, sam na sam starcze. Zwycięzca odejdzie żywy, przegrany umrze. Ale... aby nie było zbyt nudno powiem ci coś. Zapewne zależy ci na twych towarzyszach, tak więc wiec. Jest ze mną jeszcze ktoś, ktoś kto czeka na mój sygnał by zabić jednego z was. Jeśli tylko ktoś wtrąci się do naszego pojedynku, zostanie przez niego zlikwidowany. Więc jak?
Na jego twarzy widniał szyderczy uśmiech. Wszyscy zainteresowany słyszeli rozmowę, lecz w lesie nikogo nie było widać.