Osobiście podchodzę do nowego TW dość sceptycznie. Śledzę jego rozwój od samego początku i tak, jak po zapowiedzi był spory entuzjazm, tak teraz już tak pozytywnie tego nie widzę.
Wprowadzili wiele zmian i dużo z nich jest połowicznie dobre.
- System prowincji i regionów ma ten plus, że będzie mniej oblężeń a więcej bitew w polu. Minusem jest... Dokładnie to samo. W Grecji, gdzie nasycenie miastami powinno być spore powinno być więcej oblężeń niż w Galii, ale tak zapewne nie będzie. Zrodzi się z tego "dyskryminacja" niektórych miast, które powinny mieć mury, ale ze względu na mechanikę ich mieć nie będą.
- Legiony/armie. Mniej micromanagement'u to plus i minus. Osobiście bardzo lubiłem rekrutować jednostki w całym państwie i później zbierać je w jednym miejscu by je sobie elegancko posortować. Tak przecież to wyglądało w rzeczywistości, armie często pochodziły z różnych miejsc i później się łączyły. Tutaj każda armia będzie w całości pochodzić z jednego miejsca. Do tego zapewne nie będzie mniejszych i większych armii, tylko walczyć będą pełne stacki po 20 jednostek. Walne bitwy są fajne, ale od czasu do czasu mały skirmish małych armii też jest przyjemny.
- Dyplomacja. Zapowiadają huczne zmiany, jakie to AI będzie mądre, jak będzie reagować itd, ale jak znam życie, będzie podobne do tego z poprzedniej części i będzie chciało walczyć nawet, gdy nie będzie miało szans wygrać. Nie zdziwię się, jeśli będzie tak, jak w S2, gdzie na wyższych poziomach trudności AI stopniowo ma coraz gorsze stosunki z graczem. Ot tak, po prostu, żeby nie było sojuszy. po X turach wszystkie frakcje są dla gracza wrogiem bez powodu.
- Upraszczanie oraz brak poprawności historyczne. Obiecali, że będzie to najlepiej odwzorowany TW, jaki zrobili, a tymczasem znowu serwują nam płonące świnie, psy i Egipt Ramzesa z rydwanami. Nie wspomnę o elitarnych Hypaspistach(Oj, chwila, nie hypaspistach, "Shield bearers - nosicielach tarcz" sic!) wyglądających jak zwykłe obdartusy. Bo czemu nie? Społeczna elita państwa, najbogatsi obywatele wcale nie dbali by o swój wygląd nawet na wojnie. Nic a nic.