Na szczęście mój ojciec jest policjantem, a ja jako pasjonat historycznego uzbrojenia mam u siebie trochę złomu. Miecze, wakizashi japońskie, shurikeny itd. :)
Zakładając, że nastałaby takowa apokalipsa, gdybym był w budynku, a nie na zewnątrz:
1) Najpierw biorę broń, potem żywność do jakiejś torby/plecaka. Rozglądam się w poszukiwaniu ocalałych. Wszystkich biorę jak leci. Przede wszystkim szukam swojej rodziny. Mam nadzieję, że nie zostali przemienieni. Bo jeśli zostali... to muszę im zapewnić wieczne odpoczywanie ;(
2) Niedaleko mojego domu jest posterunek policji. A ja hm... znam kody do zamków z bronią i amunicją nie chwaląc się. Bierzemy wszystko. Uzbrajam swoją drużynę.
3) W zależności od tego ilu jest zombiaków i ilu ocalałych: albo się barykadujemy, albo spierdalamy. Najlepiej zwinąć się autem (6 osób się zmieści max), a jeśli drużyna jest większa, to ciężarówkę jakąś buchnąć. Niedaleko mojego bloku prowadzone są akurat roboty drogowe :)
4) no a potem do jakiejś większej miejscowości spierdalać. Np. Żagań (całkiem niedaleko ode mnie, a tam stacjonuje nawet porządny garnizon wojskowy), informować armię i heja. Niech wojskowi posprzątają resztę :)
5)* jeśli po drodze zabiłbym jakiegoś zombiaka i byłaby taka możliwość, dobrze by było wziąć ciało ze sobą i oddać lekarzom do badań ;) a nuż, szczepionkę na zombiactwo znajdą.