Odkrywczy nie będę. Najlepszym sposobem na zmniejszenie biedy jest zmniejszenie podatków, ograniczenie wszechwładzy państwa i jego rozrostu jeśli chodzi o zatrudnienie (ponoć mamy 4x więcej urzędników niż za czasów PRL). Urzędnik nic nie wytwarza i nie świadczy żadnych usług, więc jest osobą nie tyle nieproduktywną, co antyproduktywną - żyje z pracy innych, więc zmniejsza realną wydajność pracy innych.
Argument o rzekomej koordynacji i usprawnianiu gospodarki przez urzędników to mit - taki sanepid spokojnie można zlikwidować, a jego obowiązki przejmą prywatne instytucje, które wyprują sobie flaki, żeby wyniuchać, czy dany przedsiębiorca nie oszukuje przy produkcji żywności, tym samym zyskując reputację, przed konkurencją. Walką z asymetrią informacji między sprzedającym a kupującym już zajmują się prywatne instytucje, jak np. czasopisma branżowe. Czy ktoś oskarży takie CD Action o nierzetelność? Zresztą nie każdy musi chcieć kupować droższe rzeczy z atestem.
Przerost regulacji to prawdziwa plaga. Zwiększa barierę wejścia na rynek powoduje zmniejszenie "podaż przedsiębiorców", czyli ogranicza konkurencję, nienaturalnie zwiększając dochody już istniejących przedsiębiorców. Myli się więc ten, kto uważa, że regulacje rynku, walka z "nieuczciwą" konkurencją, walka o "prawa" pracownicze i umacnianie związków zawodowych jest sprzeczne z interesem wielkiego biznesu. To właśnie wielki biznes gardłuje za wszechwładzą państwa. Taki na przykład Wal Mart w USA opowiada się za podnoszeniem płacy minimalnej. Po co? Oni i tak płacą więcej niż ma wynosić płaca min, ale konkurencja już nie. Umożliwia to więc wykoszenie konkurencji niewielkim lub żadnym kosztem. W ten sposób tworzy się niebezpośredni transfer środków od biednych do bogatych.
Niedawno widziałem artykuł, który mówił o zwiększeniu rozwarstwienia majątkowego w USA, które osiąga bezprecedensowe rozmiary. Przypominam, że rządzi tam właśnie kryptokomunista, a z pomocy państwa korzysta połowa Amerykanów. Co ciekawe, w stanie New Hampshire, słynącym z libertariańskiego ustroju, rozwarstwienie jest najmniejsze. Cóż tu dodawać?
Co do samych "praw" pracowniczych, w takiej Hiszpanii bandycki kodeks pracy mocno ogranicza możliwość zwalniania pracowników. Efekt jest taki, że Hiszpania ma bodaj najwyższe bezrobocie w Unii. Dziwne? Gdyby istniało prawo, które zabrania ci wyrzucić z domu osobę, którą już wpuściłeś, to oczywistym efektem byłoby zmniejszenie liczby wpuszczanych do domów osób. Przedsiębiorcy zwyczajnie nie inwestują w kraju, gdzie ich prawa własności są tak mocno deptane. Efekt jest taki, że nie ma pracy, więc rządzący idioci zaostrzają przepisu kodeksu pracy, co daje efekt odwrotny do zamierzonego. Wniosek: Kodeks Pracy należy zwyczajnie znieść, nie przynosi żadnych korzyści samym pracownikom.
Związki zawodowe – pomijając aspekty moralne istnienia zorganizowanych grup terrorystycznych, ZZ owszem, zwiększają płace pracowników ale tylko zrzeszoncy w związku. Nieuzwiązkowieni muszą płacić na kastę związkowców. Czasem też ZZ uda się zajechać własne przedsiębiorstwo, jak niedawno przemysł samochodowy w Detroid. Wtedy na bruku lądują wszyscy, co nie różni się od efektów wprowadzenia Kodeksu Pracy.
ZUS – koszty pracy zwiększają się, co w połączeniu z rygorami Kodeksu Pracy daje bezrobocie. Do tego "ta instytucja sama stwarza problemy nieznane w ustrojach bez takiej instytucji”, parafrazując Kisielewskiego. Mianowicie zmniejsza się dzietność (eliminacja bodźca ekonomicznego – skoro państwo zapewni kompleksową opiekę na starość, to po co mi dzieci?), co w systemie emerytur repartycyjnych (piramida finansowa) jest samobójstwem. Innymi słowy ubezpieczenia społeczne są nie do utrzymania w dłuższej perspektywie.
Podatek dochodowy – najgłubszy podatek w dziejach. Nie dziwne, że po raz pierwszy wprowadzony w ZSRR. Jeśli nakładamy podatki na wódkę, aby zmniejszyć jej sporzycie, to jakego efektu spodziwamy się po nałożeniu podatku na pracę? Pomijam fakt, że podatek dochodowy jest bardzo trudny do ściągnięcia, wymusza prowadzenie masowej nwigilacji ludzi, bo a nuż ktoś ukratkiem pracuje, a tego nie chcemy. Według wyliczeń Amerykańców koszty ściągnięcia PITu wynosi u nich 50% wpływów z tytułu tego podatku. Tymczasem CIT to 40%, a VAT 30%. A jeśli przyjąć, że administracja w USA jest ciut bardziej sprawna niż w Polsce…
Bank centralny. Jego działalność ogranicza się do zmuszania ludzi do konsumpcji i nakładania nowych podatków, zwanych podatkiem inflacyjnym. Ma też chronić przed deflacją, no bo przecież „jak będzie deflacja, to nikt nie będzie nic kupował, a będzie tylko czekał na spadek ceny, więc gospodarka upadnie”. LOL. Deflacja „szaleje” na rynku elektroniki i ogólnie wysokich technologii. I co, nikt nie kupuje laptopów, bo za dwa lata ten sam model można kupić o 500 zł taniej? Raczej nie. Sama wymuszona inflacją konsumpcja w kontekscie sytuacji biednych jest o tyle zła, że utrudnia akumulację kapitału. Ktoś mówił o tym, że zdolni często mają gorszy start od mniej zdolnych. Czy więc zamach na oszczędności jest korzystny dla osoby, która jest gotowa żyć parę lat w biedzie, byle zaoszczędzić na otworzenie włanego biznesu? Bank Centralny – do zaorania.
To dość kompleksowa, choć skrótowa analiza, na temat możliwości pomocy biednym. Biedy nie można w ten sposób co prawda zlikwidować, ale czy to źle, że np. lenie będą biedni?
PS. Co do pomysłu obniżenia płac posłom, da to efekt taki, że nikt nie będzie chciał być posłem, bo z tego co wiem, nie można prowadzić innych działalności gospodarczych będąc posłem. A jeśli nawet, to tacy posłowie będą podatni na lobbing. Nie zdziwiłbym się, jakby sejm ogłosił oficjalny cennik za przegłosowanie dowowlnych ustaw.