Określenie Piekła, jako miejsca -- groty otoczonej lawą, w której po środku stoi kocioł, do którego wrzucani są niewierni, to jedynie przestroga dla małych dzieci -- bo każdy w swoim życiu się oparzył i wie, jak to boli. Jakbyś uczęszczał na religię w wyższych klasach i uważał na niej i miał jako katechetę księdza z powołania, dowiedziałbyś się, że tak naprawdę Piekło to otaczająca pustka, w której nic nie ma, w której nie ma nikogo, w której nic nie jesteś w stanie zrobić.
Przepraszam bardzo, ale nikt nie wie jak to wygląda poza tymi, którzy mogli tam ewentualnie być. Chociaż wiadomo, że gorzej z powrotem... Rzecz jasna nie mówię, że to istnieje, bo dla mnie to bzdura. Chodzi tylko o to, że równie dobrze, może to być i wielki piec z lawą, gdzie szatan miesza wielką łychą.
W Niebie dusza zostaje pozbawiona wszelkich negatywnych pokus i żyje w harmonii w Miłości Bożej. Stamtąd do piekła już nie trafi, bo nie wie, co to jest grzech...
Wybacz, ale ja wolę być świadomy każdego swego uczynku. Nikt mi nie będzie robił prania, bo jak chcę zrobić coś złego, to nikt mi nie może zabronić, tu czy tam. Nie jestem marionetką jakiegoś czegoś i tym bardziej niewolnikiem.
Generalnie, mam nadzieję, że to będzie moja ostatnia wypowiedź w tym temacie, ponieważ ja w przeciwieństwie do innych nie jestem za grosz tolerancyjny i nawet nie mam zamiaru takim być. A więc grzecznie, ujmę wszystko w jednym poscie, dołączając do tego zgrabne przemyślenia.
A więc, jak zapewne wiecie, nie jestem katolikiem, żydem, muzułmaninem, ani człowiekiem wierzącym w jakiekolwiek inne urojone bóstwo. Kim zatem jestem? Jakiś czas temu, myślałem, że najbezpieczniej będzie powiedzieć ateistą, ale jest to zbyt szare określenie. Osobiście uważam siebie, w pewnym stopniu za poganina. W pewnym, ponieważ, do pogańskich przodków, czy to słowiańskich, czy to germańskich, nie mam tylu powiązań. Moim zdaniem, najważniejszą rzeczą jest natura. Była tu zawsze i będzie aż do końca tej planety. To natura jest naturalną siłą życia i tylko ona daje nam to życie. Natura może także je odbierać. Człowiek... jak i wszystko co go otacza. Rośliny, zwierzęta, kamienie, mają w sobie jednego tylko boga- wzrost. Wszystko uzależnione jest od wzrastania. Rośliny zrastają, człowiek, owady, zwierzęta. Pną się ku górze, bo to naturalna siła, która pokazuje nam również nasze kruche przemijanie. Szanuję naturę i dbam o nią, bo jest piekna i ważna. Nie wierzę w pogańskich bogów. W Odyna, Peruna, Khali. Już nie te czasy, aby oddawać komuś pokłon. Ale... Wierzenia pogańskie mimo, że pełne obrzędów oraz czczenia bożków, w cale nie odnosiły się do nich, jako panów życia i śmierci. W tradycjach pogańskich bożkowie byli opiekunami natury, poszczególnych żywiołów, które w tamtych czasach były dla ludzi boskie. Zamykano wszystkie niewyjaśnione rzeczy i zjawiska pod kilkoma imionami, aby było to proste i zrozumiałe. Teraz, gdy nauka znacząco się rozwinęła, nie jest potrzebne takie uosabianie.
Mój stosunek do nauki? Jest ważna. Jest rzeczą, która pozwala nam się rozwijać i wyłaniać z ciemnych wieków. Nie odrzucam jej, bo to byłaby głupota. Mówiąc nauka, nie mówię o mysli technicznej. Im bardziej nauka zgłębia sprawy natury, tym bardziej magiczna i silna mi się ona wydaje. Ale technologia, czesto działa niekorzystnie dla środowiska. Chociaż nie ubolewam nad tym szczególnie, bo jak wiadomo. Dzisiaj jesteśmy my, a kto wie, co tu będzie za 1000 lat... W każdym razie nie będzie tu nas.
Mój stosunek do śmierci? Jest on prosty. Nie boję się jej, wręcz czekam, bo cóż innego mogę zrobić? Trzeba się jak najlepiej oswoić z myślą, że niedługo wszystko zniknie. Nie będzie ani myśli, ani czucia... Tak, nie łudzę się że po śmierci będę kontaktował i popijał herbatkę w niebie. To byłoby zbyt łatwe. Żyć i umrzeć... każdy to potrafi. Im bardziej oswajam się z tym, że po śmierci po prostu wszystko się skończy, tym weselsze się to staje. To, czy umrę za 40 lat, czy jutro nie ma dla mnie wielkiego znaczenia.
Wyobrażenia śmierci? Cóż... nie mogę sobie wyobrazić. Odkąd człowiek chodzi po Ziemi, nie było żadnych wiadomości na ten temat. Więc siłą rzeczy nie jest możliwe wyobrażenie sobie tego. Stąd pojawiają się takie mistyczne obrazy nieba, czy krainy, gdzie dusze w radości wędrują ku wiecznemu spoczynkowi. Biorą się one nie tyle ze strachu, co jednak z wyobraźni ludzi, a ludzki umysł często kreuje takie widoki, jakie chciałby tam zobaczyć. Przyznam szczerze, że nawet byłbym skłonny uwierzyć w to, że każdy człowiek po śmierci jest tam, gdzie chciał być za życia. Nie wiadomo, ale prędzej, czy... prędzej- nie łudźcie się tak ^^ każdy sam się przekona. Jako ciekawostkę dodam, że osobiście chciałbym zobaczyć po śmierci mistyczne miejsce znane z mitologii skandynawskiej- Valhallę. Ale to taki bonus na wypadek potwierdzenia teorii.
Ideologie? Wiele osób uważa mnie za satanistę. Nie spieram się, bo to prawda. Ale wracając do samej nazwy tego określenia, nie oznacza to, że wierzę w szatana. To byłoby równie chore, co wiara w boga. Czym jest dla mnie/nas satanizm? (ideologiczny rzecz jasna). Jest on uosobieniem wolności, którą człowiek traci od kiedy zaczął się organizować i odrzucać prawa natury. Społeczeństwo, zasady, nakazy, zakazy- Nie akceptuję tego, bo człowiek, przynajmniej kiedyś rodził się wolny i wolny odchodził. Teraz rodzi się niewolnikiem i umiera niewolnikiem. Czy to kościoła, czy to państwa. Szatan nie jest osobą, ale synonimem wolności, używanym w świadku black metalowym, który jest ostatnim... albo raczej był ostatnim polem sprzeciwu przeciwko kościołowi, naszego starego pogańskiego głosu. Szatan- kiepsko się nadaje na synonim wolności, ale brzmi nieźle i wkurza katolików. Więcej nie trzeba było. ;]
Wiadomo też, że mimo usilnych próśb grono ludzi nie uwolni się spod władzy systemu. To się udaje tylko zawziętym pojedynczym jednostkom. Dlatego prędzej, czy później trzeba przynajmniej na awaryjną godzinę ustalić, za jakim społeczeństwem chce się podążać... ale to nie na temat.
Stosunek do innych religii? Tutaj postaram się krótko, póki starczy mi cierpliwości. Nie trawię ich, nie lubię, i... pomijając to. Akceptuje w okół siebie tylko dlatego, bo nie mam wyboru, a wolnośc słowa nie istnieje. Ale jeżeli ktoś czasem próbował sztuki nawracania, czy chociażby wmawiania mi w oczy "zalet" chrześcijaństwa, spotykał się z tzw. "Heathen Wrath"... jak to w tekście tego utworu.... "We are pure heathen wrath unbound!". Ja nikomu nie wmawiam swoich racji jeżeli nie chce. Więc tym bardziej mam głęboko gdzieś czyjeś racje, wyznanie, boga itp. Jeżeli kogoś to obraża, zwykle się tym nie przejmuje. Ja byłem obrażany w tym chorym kraju wiele razy. I nie wymagam przeprosin.
Co się stanie, jeżeli jednak wiara była prawdą? Mam to gdzieś. Zostałem wychowany tak, a nie inaczej i to się nie zmieni. Nie będę zapierniczał na starość do kościoła, jak to ktoś powiedział. Nigdy tego nie robiłem... (no dobra, wyjątek to ślub rodziców, ale na pogrzeby już nie uczęszczam)... i robić tego nie będę, bo to nie moje wartości. Jak mi się zachce odpuszczenia "grzechów", to wrócę do ołtarzyka odyna i przemyśleń o Valhalli. A jeżeli przyjdzie mi się nudzić bądź smażyć w piekle, mam to gdzieś. Ale ostatecznie... jedyne piekło i niebo można doświadczyć jedynie tu, na Ziemi, a dokładniej w naszych umysłach.
Ten post nie miał być skierowany przeciwko komuś. Jest on tylko najczystszym przekazem tego, co we mnie siedzi. Nie jest to wszystko, ale gdyby było więcej, to nawet zaplanowany 1% userów by nie przeczytał. Może jeszcze kiedyś umieszczę tu bliższe "za" i "przeciw", chociaż wątpię, bo nie chcę się tu wypowiadać więcej niż grzeczność nakazuje.