Nie wiem po co się udzielam, ale z nudów napiszę sobie posta. :p
W pewnym sensie zarówno Gregoriian jak i osoby będące po przeciwnej stronie barykady mają rację. O ile uważam, że zniesienie przymusowego poboru oraz stawianie na zawodową armię jest najlepszym rozwiązaniem, tak brak w systemie obronności RP podstawowego elementu - Obrony Terytorialnej. Co prawda na uczelni nie raz słyszałem stękanie starszych wojskowych, którzy uważają, że pobór powinien powrócić, bo armia zawodowa to
banda najemników bijąca się za pieniądze - z takimi stwierdzeniami spotkałem się u osób legitymujących się stopniem doktora habilitowanego. :)
Podejrzewam, że 99% wypowiadających się w tym temacie nigdy w wojsku nie była i zapewne nigdy nie będzie. :) Dlatego są to tylko suche dywagacje, ponieważ nikt kto nie wylewał potu na poligonach, kto nie poczuł strachu jaki towarzyszy pier******ciu pocisku - choćby i kilometr dalej - ten nie zrozumie czym jest wojsko. Prawda jest taka, że większość armię postrzega przez pryzmat amerykańskich filmów, gdzie chłopaki ginął w imię gwieździstego sztandaru i są z tego dumni, a każdy zabity umiera z takim patriotyzmem na ustach, że aż chce się stawać na baczność. ;) Tyle tylko, że to wszystko gówno warta propaganda i niemająca nic wspólnego z rzeczywistością fikcja. Dlatego lepiej zastanówcie się 10 razy zanim zdecydujecie się zamienić cieplutkie łóżeczko u mamusi na niewygodną pryczę w baraku z kilkudziesięcioma innymi poborowymi pod jednym dachem, gdzie prywatność jest luksusem, a codziennie zdejmując skarpety z nóg nie wiesz, czy masz na stopach tylko bąble, czy może już przez rany widać kości. ;)
(...)Ja, jako człowiek z ambicją zostania oficerem wojska polskiego (wolałbym np. amerykaskiego ale narodowość nie pozwala...)(...)
Osobiście znałem chłopaka, który odsłużył kontrakt w 2 dywizji piechoty i mimo tego, że kochał wojsko nie zdecydował się tam dłużej zostać (z tego co wiem, obecnie po 5 letnim kontrakcie w LE służy jako najemnik ochraniający statki transportowe). Prawda, która nigdy nie wychodzi poza zmowę milczenia jest taka, że armia amerykańska (a w końcu to ona uchodzi za "ideał") od zawsze borykała się z problemami tzw. fali, gwałtami, samobójstwami, prześladowaniami, etc. Od czasu gdy zaczęto brać osoby z wyrokami sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej i na twoim miejscu cieszyłbym się, że nie wybrałeś amerykańskiego łajna, zamiast jego polskiego odpowiednika. :) Poza tym narodowość w niczym nie przeszkadza, gdyż idziesz do ambasady, wypełniasz testy, dostajesz wizę i bilet, udajesz się do punktu werbunkowego/bazy wojskowej, przechodzisz testy i dostajesz zieloną kartę - amerykanie zbyt bardzo potrzebują żołnierzy by kręcić nosem na narodowość.