Moje ostatnie 2 bitwy i trochę starsze...
Będąc jeszcze z Vaegirami zostałem marszałkiem przewodzącym armią, która miała za zadanie zniszczyć Khergitów. Stykneły się 2 kampanie, moich 700, ich 800. Walkę wygraliśmy chyba ledwo. Zostało nas z 300 zdolnych do walki.
Odwrót pod zamek osłaniający wejście po przez góry na nasze terytorium. 2 dni odpoczywania. Idziemy na Khergitów. I kolejna, liczniejsza kampania, już z innymi Nojonami i samym Chanem. Nas 550, ich 800. Cięższa bitwa... Gdy początek był najtrudniejszy... Ustawienie na nich szyku było ciężkie, ale ustawić ich na małym wzgórzu by mieć czas uformować cavalry - było konieczne. Po tym jedziemy zgrupowaną kawalerią na nich. Rozbijamy 1 falę Khergitów tracąc z 5 ludzi (Khergitów z 50 czy może więcej) i kolejny atak. Tym razem rozproszony atak na nich bez żadnego szyku. Na ok. 150 martwych Khergitów, średnio 80 naszych pada trupem, gdyż główne siły to lancjerzy w dużej ilości z ciężkim uzbrojeniem.
Najgorsze było, gdy zostało nas niecałe 300 a ich 500 :-< Głównie przez śladowe ilości hp.
Tym razem idziemy na nich bez rozkazu, co potem było bardziej skuteczne, gdyż na 90 ich zabitych, naszych pada chyba 20, góra 30.
Tak ciągnie się bitwa i ciągnie. W sumie nas zostało z 95, wiec wszyscy się rozeszli. Po tych bitwach tak powstrzymaliśmy Khergitów, że tylko było wybijanie małych oddziałów co się na naszym terenie pałętały. Nie mieli już szans zdobyć żadnego miasta ani zamku, my naturalnie też nie.
To były moje największe bitwy z Khergitami, na tamtym poziomie gry to byli oni udręką....
Teraz pora na bitwy, co zdarzyły się ostatnio.
Ja, i wszyscy moi lordowie toczymy wojnę z Vaegirami. Wyznaczyłem sobie za cel, by 5 ich twierdz zdobyć jeszcze w tej wojnie. No to jedziemy! 1, 2 twierdza padły. Pora na zamek Radoghir. Tym razem napadła nas armia Vaegirów pod wodzą samego króla licząca prawie 1200 ludzi. Nas 750, więc co to dla nas! Proste szyki, obstawienie piechoty i łuczników by odwrócić uwagę kawalerii. Wtedy część mojej grupy kawalerzystów im dopomoże, a reszta wraz ze mną idzie na lekką piechtę i siekamy ich bez prawie żadnych strat. Tak wykrwawieni Vaegirowie przegrali z nami do reszty podczas gdy nam zostało 500 ludzi.
Kontynuacja oblężenia. Zdobywamy wreszcie ten cholerny zamek, no cóż, innych już nie zdobędziemy, nie na tej wojnie.
Obstawa garnizonu, już wszystko cacy, ja sobie odpoczywam i szkolę armię rekrutów na grupkach bandytów z tajgi w liczbach po 60 na moją armie rekrutów.
W pewien dzień, nadchodzi kolejna armia pod dowodzeniem króla, słabsza i z innymi lordami, ale i tak bardzo niebezpieczna. Nachodzą myśli o porażce z Khergitami, którzy plądrowali wioski i udało im się zdobyć jeden zamek pod koniec wojny.
Trza uciekać i zebrać armię pod stolicą! Kilku tylko się zjawiło, ja zabrałem rycerzy z garnizonu i ruszamy. Nas może 350, ich już tylko na szczęście 1000. A że to sama piechta, część tylko jest kawalerią i rycerzami, pokonujemy tą armię taką taktyką jak we wcześniejszej bitwie, jednak już bez grup, co tak właściwie też się sprawdziło. Najpierw kawaleria za mną, a potem do ataku. Część na kawalerie się rzuci, a reszta posłucha i ruszy na mięso armatnie. Po padnięciu ich kawy reszta nas dobija siły wroga.
W co ciężko uwierzyć, pozostało nas jeszcze 150 ! Mimo że 4/5 byli ranni, to wróg przegrał, i sam król pisał do mnie w sprawie pokoju chyba ze 3 razy. W końcu nic nie dam rady już zdobyć, więc musimy to zaakceptować.
Te bitwy i zwycięstwa były bardzo ważne, ale też największe. Była jeszcze wojna z Nordami. Vaegirzy vs Nordowie, nas 800, ich 1300 ale to inna sprawa.